Ame Agaru - a propos recenzji Pottero :)
argentum_astrum - N kwi 09, 2006 10:07 pm
Choroba... mój komentarz był długi aby zmieścił się JAKO komentarz... Dlatego też postanowiłem go umieścić jako zaczątek nowego tematu.
Zacznę więc bez zbędnych wstępów, bo i tak nie będzie krótko.
Nie wiem jaki pomysł wcielenia w obraz własnego scenariusza miał sam Kurosawa, lecz mam wrażenie, iż z owego pierwotnego konceptu coś mimo wszystko przetrwało w ostatecznej wersji wyreżyserowanej przez Koizumi Takashiego.
Co takiego? Otóż dokładnie to, czego nie zauważył w swej recenzji Pottero, dla którego "Ame Agaru" pozostał jedynie miłym i przyjemnym dla oka filmikiem. Aby nie być gołosłownym postaram się wskazać na kompletnie pominięte przez Pottero elementy konstrukcji filmu, które - w mojej opinii - są kluczowe dla jego pełniejszego (tzn. nie tak prostego jak ten w recenzji) odbioru. Na początek parę pytań:
1) Zacznijmy banalnie - od okładki i plakatów filmowych. Czy zadałeś sobie pytanie, Pottero, dlaczego na okładce oficjalnego wydania DVD Ihei wygląda bynajmniej nie jak miły, dobroduszny samuraj, lecz raczej jak jeden z owianych złą sławą hitokirich?
2) Czy zastanawiałeś się dlaczego ów pokojowo nastawiony samuraj nie może w zasadzie nigdzie zagrzać miejsca? Przecież jest taki niekonfilktowy?
3)W zw. z powyższym pytanie kolejne - dlaczego tak niewiele wiemy o przeszłości Iheia, zaś to co wiemy sprawia wrażenie co najmniej niepokojące? Myślę tu przede wszystkim o jego niewiarygodnym pokonaniu jednego z mistrzów miecza - Tsuji Gettana.
4) Dalej - czy myślałeś się nad znaczeniem napisu ("Tylko fakty są prawdziwe") wiszącego w dojo mistrza Tsuji Gettan pod którym odbywał się ów pojedynek?
OK, starczy. Pytania można by mnożyć (naprawdę...), ale spójrzmy na... filmowe fakty. No właśne: jakie one są? Najkrótsza odpowiedź brzmi: frapujące. Postać Iheia najwyraźniej bowiem nie jest tak pozytywna, prosta i jednowymiarowa, jak zdaje się sugerować Pottero. Dlaczego? O tym za chwilkę.
"Byłeś tak spokojny, jakby wynik walki był ci obojętny. Nie wiedziałem co robić" odpowiada pokonany bez walki mistrz Tsuji Gettan. Hmmm.... trudno przypuścić aby dojrzały, zaprawiony w setkach, jeżeli nie tysiącach, walk stary sensei nie potrafił wyczuć, iż ma do czynienia z kompletnym żółtodziobem. A jednak...
W postaci Iheia uważny widz natknie się - tak jak ów stary mistrz - na coś... nieprzeniknionego. Jest w Iheiu pewne metafizyczne rozdwojenie. Rozdwojenie to trudno, jak widać, wychwycić mniej wyrobionemu odbiorcy (wybacz Pottero) ale nie zmienia to faktu, że ono JEST. Na okładce polskiego wydania "Ame Agaru" widnieją słowa komentarza, iż jest w owym filmie pewien subtelny rys szaleństwa. Otóż to, mój Pottero, otóż to! Pytanie tylko: "gdzie jest" i "dlaczego jest"...?
Jest, oczywiście, w postacie głównego bohatera a dlaczego... cóż, tu możemy jedynie spekulować. Moja teoria jest następująca: sądzę iż w filmie da się uchwycić pewna biegunowość, która buduje napięcie i budzi specyficzny niepokój w oglądającym. Chodzi tu naturalnie o rozszczepienie między dwiema janusowymi twarzami, czy wręcz dwiema naturami samego Iheia. Z jednej strony spokojny, sympatyczny samuraj a z drugiej... no właśnie - spójrzmy na fakty - "tylko one są prawdziwe". Fakty zaś są takie, iż potrafi być on bezlitosnym zabójcą kryjącym w sobie coś, co zwaliło z nóg NAWET doświadczonego mistrza.
Pierwsza twarz: miły człowiek, godzący waśń między wieśniakami i podrzędną prostytutką, dzielący się jedzeniem, z nieodłącznym uśmiechem na ustach.
Druga twarz: Fechtujący z kamienna twarzą morderca.
Na pytanie wieśniaków dokąd się wybiera, Ihei odpowiada "Na spacer", wszakże w lesie bynajmniej nie spaceruje. Co więc tam robi? Jako rzekłem - fechtuje... i to jeszcze jak!Symbolika lasu jest w "Ame Agaru" subtelnie zaznaczona. To właśnie w mrokach lasu, dwukrotnie, widzimy drugą twarz Iheia. Pierwszy raz w niepokojącej scenie samotnego fechtunku. Ale to jeszcze jest nieszkodliwe. Drugi raz - w scenie bezlitosnego wymordowania czychających na jego życie opryszków. Przed ową walką padają zresztą znamienne słowa: "Odejdźcie - mówi Ihei - bo nie wiem co może się zdarzyć." Zastanówmy się nad nimi. Ihei nie mówi po prostu: "Odejdźcie bo zrobię wam krzywdę" lub po prostu "Odejdźcie bo was zabiję". Nie, on nie wie, co może się zdarzyć. I w tym momencie jest już "honto no hitokiri"... W napięciu przed walką postać Iheia zdaje się rozmywać, wibrować owym ukrytym szaleństwem i determinacją której nie wyczuwają rozjuszeni napastnicy, a którą wyczuł kiedyś w owym dojo stary mistrz - wyczuł i dlatego się poddał...
W tym miejscu też chciałbym zwrócić uwagę na to, co umożliwia widzowi dostrzeżeni owego rozdwojenia w samej naturze Iheia - na aktorstwo. I tu znowu mam pretensje do Pottero - dlaczego w ogóle nie zauważasz MISTRZOWSKIEJ kreacji Terao Akiry? Wytrawny recenzent nie może W OGÓLE NIE ZWRÓCIĆ UWAGI na aktorstwo! To już nie są animki, gdzie nie musimy się aktorstwem kłopotać, bo go po prostu nie ma. Bez znakomitej gry Terao owo rozszczepienie budujące pdskórne napięcie w filmie byłoby w ogóle niewyczuwalne i film odarty zostałby z całej subtelności i wieloznaczności. Tymczasem Ty stronę wizualno/aktorską kwitujesz tak:
Film ładnie prezentuje się od szeroko rozumianej strony artystycznej: mamy tutaj odpowiednich aktorów, dobrą reżyserię, ładną muzykę. Wszystko to zlewa się w przyjemną do oglądania całość – prostą i schludną.
Wybacz, ale to już SPORE niedociągnięcie. Dlaczego nie zwracasz uwagi, ot choćby na znakomitą aranżację przestrzeni, czy piękne światło w scenie nocnej rozmowy Iheia z żoną w zajeździe, w którym schronili się przed deszczem...?
Nie będę tego filmu polecał ani odradzał, ponieważ bardzo ciężko jest mi o nim powiedzieć cokolwiek oprócz tego, co już napisałem.
No właśnie... a szkoda, oj szkoda...
Szkoda też, że wspomnianego rozdwojenia i subtelnego napięcia nie potrafiłeś wyczuć - i wydobyć w recenzji - mój drogi Pottero. No, ale cóż, wszystko dopiero przed Tobą - ważne jest abyś oglądał jak najwięcej dobrych i różnorodnych filmów, umiał obserwować i zadawać pytania. Tego Ci szczerze życzę.
Na sam koniec jeszcze drobna uwaga - to że film OPOWIADA prostą i nieskomplikowaną historię, nie musi bynajmniej oznaczać, iż JEST prosty i nieskomplikowany. Obejrzyj sobie, Pottero, choćby ostatnie dzieło Kurosawy jakie wyreżyserował przd śmiercią ("Madadayo"), aby się o tym przekonać. Jest masa filmów aspirujących do bóg wie jak wyszukanych i głębokich historii, które wszakże są banalne, niesmaczne i prostackie. Przykład - "Battle Royale". Co z tego, iż dzieło to ma ambicje jak diabli, skoro jest po prostu złym kinem - pozbawionym nastroju, subtelności psychologicznych czy wspaniałych kreacji aktorskich (choć trzeba przyznać, że ma niezły montaż). Z filmów Fukasaku Kinji zdecydowanie bardziej udane wydają mi się być jego epickie dzieła z lat 70. jak np. "Yagyu ichizoku no inbou" czy "Ako jo danzetsu". Jeżeli będziesz miał okazję, to sięgnij po nie Pottero. Polecam!
Moja znajoma zauważyła kiedyś, iż "Ame Agaru" jest filmowym sushi, podczas gdy "Battle Royale" to filmowy hamburger... W pełni podpisuję się pod jej słowami. Szkoda Pottero, że nie potrafiłeś zauważyć pełni wyrafinowania - zarówno konceptualnego, jak i aktorskiego - filmu Koizumiego/Kurosawy.
Pottero - Pn kwi 10, 2006 8:14 am
O, matko przenajświętsza! Zabiłeś mnie! Czy Ty nie masz co po nocach robić? Możesz sobie wyobrazić, jak czułem się rano: zwlekam się z łóżka, robię śniadanie i jeszcze zaspany włączam komputer. Wchodzę na forum, a tu co? Esej o „Ame agaru”, skierowany do mnie, co oznacza, że trzeba się z nim jak najszybciej zapoznać... Jak zobaczyłem tyle z rana tyle tekstu, to z krzesła spadłem...
Wybacz, że nie mogę odpowiedzieć równie długim i interesującym postem. Nie oznacza to, że chcę uciąć dyskusję, że się z Tobą nie zgadzam czy że nie mam do Ciebie szacunku albo coś, a jedynie to, że w chwili obecnej mam niewiele do dodania. Jako odpoeiedź mógłbym w sumie posłużyć się fragmentem Twojej wypowiedzi: Rozdwojenie to trudno, jak widać, wychwycić mniej wyrobionemu odbiorcy (wybacz Pottero) ale nie zmienia to faktu, że ono JEST. I to podkreślone zdanie wszystko wyjaśnia, tutaj nie ma za co przepraszać – czy za to, że stwierdzę fakty i powiem, że Hitler był mordercą, mam kogokolwiek przepraszać? W filmach azjatyckich siedzę jeszcze krócej niż w anime, dlatego wiele jeszcze przede mną i wiele pomyłek na mojej drodze. Z drugiej strony, ten film miał w sobie coś takiego, że po prostu odebrałem go jako lekką i fajną historyjkę – urzekła mnie scenografia, aktorstwo, wykonanie i w ogóle. To była taka uczta dla oka i uszu, przez co w ogóle nie skoncentrowałem się na głębszym aspekcie tego filmu. Tak swoją drogą, ten film miał jeszcze w sobie coś takiego... nie wiem, jak to nazwać... duch Kurosawy? W każdym bądź razie dla mnie bomba, chociaż przypuszczam, że dostaniesz herzschlagu, gdy opublikowana zostanie recenzja „Battle Royale”. Tak na marginesie: nie sądzę, żeby porównywanie „Aa” i „BR” było uzasadnione, bo oba to filmy ambitne, ale każdy w inną stronę. No ale to już jest temat do polemiki, może zostawmy to, żeby się nie pożreć.
Wybacz więc. Obiecuję poprawę i że w wolnym czasie obejrzę „Ame agaru” raz jeszcze, tym razem jednak koncentrując się na tym, co powiedziałeś.
Dark Rael - Pn kwi 10, 2006 9:03 am
Oj Pottero widze, ze dluga droga przed nami, zanim osiagniemy poziom Argentum, chyba najpierw powinnismy opisywac rzeczy prostrze, np Kitano, bo jednak Kurosawa jest jednym z mistrzow, i tacy amatorzy jak my raczej powinni poczekac z recenzjami jego filmow. Dobrze, ze chociaz mamy odpowiedniego nauczyciela
Edit: limit znaków w komentarzach zwiększyłem do 6 tysiecy, to mniej o tysiac niz w tekscie, ktory chciales wstawic. Komentarz to jednak forma krotsza i raczej nalezy sie w niej streszczac. Zreszta na tak dokladna analize chyba lepsze forum.
argentum_astrum - Pn kwi 10, 2006 10:01 am
przypuszczam, że dostaniesz herzschlagu, gdy opublikowana zostanie recenzja „Battle Royale”.O święta Domicelo... Już zaczynam zażywać relanium...
No ale to już jest temat do polemiki, może zostawmy to, żeby się nie pożreć.
Mój drogi Pottero, przecież ja nie mam absolutnie zamiaru się z Tobą żreć Powiem szczerze, że bardzo się cieszę, iż napisałeś recenzję "Ame Agaru". Serio! Przynajmniej mam sobie gdzie i z kim popolemizować o jednym z moich ulubionych filmów. W końcu lepiej żebyśmy sobie uczciwie i otwarcie polemizowali, niż czynili puste uprzejmości i chowali głowy w piasek, prawda? Ostatecznie forum ma być miejscem do dyskusji (czasem nawet i gorących) i wymiany poglądów.
chyba najpierw powinnismy opisywac rzeczy prostrze, np Kitano
Rzeknę Ci na to Raelu, iż, wbrew pozorom, może być to prostota zwodnicza... Kitano potrafi być strasznie przewrotnym i wyrafinowanym reżyserem.
Dark Rael - Pn kwi 10, 2006 10:26 am
Tak... no to mnie pocieszyles Nie, no akurat jego tak strasznie sie nie boje, np bardzo chcialbym napisac o scene at the sea, o brotherze tez mniej wiecej wiem co bym napisal, coz te filmy bardzo lubie, jestem zwiazany bardziej emocjonalnie z tym kinem, ale bede ostrozny. Jak tak pomysle to moje zwiazanie emocjonalne jest chyba wada, o takich filmach nie umiem pisac obiektywnie...
Pottero - Pn kwi 10, 2006 1:40 pm
W sumie masz rację, Raelu, dobrze jest mieć kogoś takiego w ekipie, bo zawsze wiadomo, w którym kierunku patrzeć... Ale sądzę też, że opinia amatora o Kurosawie też jest w sumie czymś pozytywnym, to taka odmiana od słów zawodowych recenzentów i znawców tematu. Mimo wszystko wstrzymaj się, zanim dodasz Tron we krwi, bo chcę ten tekst jeszcze raz przeczytać i ewentualnie dopracować, żeby nie ośmieszać więcej Kurosawy. Jak stwierdzę, że jest dobre, to można śmiało zamieszczać, a jak nie będzie mi się podobało, to poprawię .
Jeśli chodzi o plemikę: skoro tak, to chętnie. Jest jednak problem: zanim cokolwiek powiem, musiałbym ponownie obejrzeć film . Oglądałem go jakiś czas temu (recenzja powstała zaraz po obejrzeniu), więc trudno teraz mi coś konkretnego powiedzieć.
Pottero - Śr kwi 12, 2006 6:06 am
Wiesz, jak tak teraz patrzę, to ocena 6,5 wydaje mi się raczej krzywdząca... BRII dostało przecież 4, niewielka różnica, a Aa moim zdaniem warto obejrzeć, w przeciwieństwie do tego drugiego filmu... Ale cóż: co się stało, to się nie odstanie.
Dark Rael - Śr kwi 12, 2006 1:42 pm
Pottero zawsze mozesz te ocene poprawic
Widze jedna wade w systemie ocen, ale to nie na ten watek.
Rozsadza mnie ciekawosc, czy film rzeczywiscie jest genialny, czy moze mniej udany. Mojej mamie sie podobal, a ona nie gardzi nawet von Trirem, czy jak go tam pisza
Pottero - Śr kwi 12, 2006 5:03 pm
Pottero zawsze mozesz te ocene poprawic
Tak też zrobiłem. Po głębokim zastanowieniu się dałem 8. Jak obejrzę jeszcze raz, to się zastanowię, czy dać wyższą, zostawić tą, a może obniżyć o 0,5-1. Póki co, niech jest 8, jako zachęta dla oglądających. Naprawdę głupio wyglądało to 6,5 przy 5,5 „Cassherna” i 4 „Battle Royale II”, w końcu „Ame agaru” jest filmem, który – moim zdaniem – warto zobaczyć. Może i go nie zrozumiełem, ale dla samego filmu warto, bo jest naprawdę pięknie zrobiony.
Rozsadza mnie ciekawosc, czy film rzeczywiscie jest genialny, czy moze mniej udany. Mojej mamie sie podobal, a ona nie gardzi nawet von Trirem, czy jak go tam pisza
Trochę zazdroszczę Ci matki... Za przeproszeniem, jest chyba starsza od mojej, a można ją namówić na oglądanie anime i filmów japońskich... Moja nie wyściubia nosa poza komedie i jakieś pierdołowate dramaty i melodramaty na TVP1 i TVN-ie. W sumie poza amerykańskimi produkcjami nic nie ogląda: spróbujcie jej puścić coś szwedzkiego, francuskiego czy niemieckiego, a zobaczycie, jak zacznie narzekać; nawet fragmentu nie obejrzy, ale po usłyszeniu paru słów w innym języku niż angielski powie: A ty znów jakieś głupoty oglądasz. Jak puścicie coś japońskiego, chińskiego bądź w podobnym języku, to dopiero się zacznie...
Filmów animowanych też przy moich rodzicach w spokoju nie pooglądacie: jak oglądam „Miasteczko South Park” z napisami, to jest, że oglądam bajki, jak z lektorem, to: Jak można takie głupoty oglądać? O anime już nie mówię (a tak swoją drogą – zawsze oglądają gumisie, smurfy, pszczołę Maję itd., a o moje filmy animowane się czepiają...).
argentum_astrum - Cz kwi 13, 2006 6:22 pm
Mojej mamie sie podobal, a ona nie gardzi nawet von Trirem, czy jak go tam pisza
Filmów animowanych też przy moich rodzicach w spokoju nie pooglądacie.
Powiem wam panowie, że nie pamiętam, kiedy ostatni raz takie problemy miałem. Od 8 lat mieszkam poza domem rodzinnym, z czego ostatnich 5 całkiem sam...
Jeżeli o ogladanie filmów idzie, to warunki mam wprost wyśmienite
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL