Beyond the voice of the distant stars



Dark Rael - N cze 18, 2006 3:49 pm
Obejrzalem oba cuda pana Makoto Shinkai i...

No i wlasnie nic! Skad to ma takie wysokie oceny nie rozumiem, moze cos ze mna jest nie tak, ale oba filmy sa bardzo przecietne, szczegolnie w warstwie fabularnej. Piewszy, czy hoshi no koe, scenariusz ma szczatkowy i bez pomyslu, bo to cos co ma niby uzmyslawiac ze jak zaczniemy podrozowac po kosmosie to stracimy kontakt z bliskimi... tez odkryl ameryke, poza tym nawet w macrossach wymyslono fold communication, wiec jesli nauchymy sie latac w hiper przestrzeni to i wymyslimy sposob na szybsza komunikacje. I to tyle jesli chodzi o to oav, bo ten niby to watek romantyczny mozemy pominac milczeniem.

No dobrze rezyser mlody doswiadczeniem, chcial zobaczyc jak to sie robi i bardziej skupil sie na grafice, to prawda ze niezle to wyglada, szczegolnie krajobrazy, ale to przeciez nie wszystko, a raczej mniej wazny element. Zalozmy ze to bylo demo jego mozliwosci i udowodnil, ze technicznie i graficznie jest dobry.

Nietety w kumo no moku mamy podobny problem, choc mniej razacy. Znowu niby delikatna historia o przyjazni i milosci, i dowalone sf bardzo srednie zreszta, zupelnie zbedne, jesli spojrzec na przeslaie. Tu lepiej opisal postaci, ale scenariusz nadal jest jakis taki chaotyczny, polaczone tematy nie trzymaja sie kupy, ale co wazniejsze historyjka jest po prostu malo ciekawa, a sceny majace wzruszac sa jakies takie... okolicznosci sa po prostu sztucze i dobudowane na sile.

Graficznie, dzwiekowo, myzycznie bajka, animacja moze nie zwala z nog, ale oglada sie z ogromna przyjemnoscia, tu nic zarzucic mu nie mozna, umie tez rozsadnie korzystac z komputerow, ale nie powinien pisac scenariuszy, marnuje talent animatora, bo gdyby mial dobrych wspolpracownikow od myslenia nad trescia filmu to juz bylby byc moze legenda. A tak tworzy rzeczy przecietne.

To byla moja absolutnie prywatna opinia, jesli ktos uwaza, ze jest glupia, nic nie poradze, ale ciekaw jestem innych opinii, moze ktos napisze o zaletach, moze czegos tam nie dostrzeglem, bo wydaje mi sie, ze wysokie oceny tych anime musza sie skads brac.




XRay - N cze 18, 2006 8:00 pm
Co do dzieł pana Shinkai, to nie są one w warstwie fabularnej arcydziełami ani też kompletnymi gniotami, takie historyjki o miłości i przyjaźni wystawionych na próbę (czy to przez fizykę czy politykę), których wiele już było i zapewne równie wiele jeszcze przed nami i to zarówno lepszych jak i gorszych.
A skąd wysokie oceny ? Wydaje się że dużą rolę gra tutaj moda na samodzielnych twórców którzy robią wszystko sami od A do Z, dostają nawet za to jakieś nagrody i wdzierają się na tereny wydawałoby się zarezerwowane dla wielkich korporacji dysponujących tysiącami ludzi i ogromnymi pieniędzmi (ot żeby nie szukać daleko pan Bagiński ze swoją "Katedrą" i "Sztuką Spadania" - mam nadzieję że nasz rodak nie da się zjeść w kaszy i wyrenderuje nam w końcu coś pełnometrażowego).
Dlatego też ciekawe jest pytanie które zadajesz, co stworzyłby pan Shinkai gdyby był członkiem czy liderem zespołu fachowców pod skrzydłami jakiejś firmy. Odpowiedź wg mnie jest taka że może stworzyłby rzeczy pamiętne czy nawet legendarne, ale nie byłby już tym Makoto Shinkai którym zachwyca się - słusznie lub nie - tyle ludzi.



Manni - Wt cze 20, 2006 5:59 am
O ile kiedyś "Vioce of Distant Star" nie robiło na mnie większego wrażenia, nie mogę tego powiedzieć o "Kanojo to kanojo no neko" (She and her cat). Krotkometrazówka, w której praktcznie nic się nie dzieje, kilka ujęć, a jednak jest to rzecz naprawdę piękna i mądra w całej swej prostocie. Świetna rzecz, polecam serdecznie. A do "Voice..." musze wrócić, żeby stwierdzić jak to naprawdę z tym filmem jest. Wydaje mi się jednak, że jest tę historię należy jednak odbierać raczej symbolicznie - każdy miał chyba takiego przyjaciela, od którego powoli się oddalał... kontakty, które nagle urywają się, lub powoli wygasają. Myślę, że cała ta historia to metafora umierającej miłości/przyjaźni. I głównie pod takim względem należy ją odbierać.