Co daje mi anime?
Dark Rael - Pt maja 23, 2008 11:36 am
Zastanawialismy sie niedawno z kolega, dlaczego wlasciwie ogladamy anime? Co w tym takiego jest, ze czesto wolimy je zamiast normalnych filmow zachodnich? Ja osobiscie czesto sie zastanawiam nad tym, ze anime wydaje sie jakby specjalnie robione dla mnie i ludzi podobnych, ktorzy, osmiele sie zaryzykowac, maja ze soba jakies problemy, powodujace, ze jakby odsuneli sie od spoleczenstwa, maja problemy z kontaktem z innymi. Ja jestem przypadkiem beznadziejnym w tych sprawach, dlatego byc moze troche przesadzam. Ale ciekawa sprawa, przeciez ludzie w Japonii maja ten sam problem i to jeszcze glebszy. Robia wiec anime, które sa ucieczka od rzeczywistosci, pokazuja piekne swiaty, postacie, idealnych partnerow zyciowych. Dlaczego anime jest tak popularne na swiecie? Bo tacy ludzie, potrzebujacy tego rodzaju terapii sa wszedzie, a nikt inny tego nie robi. Ale czy anime moze wyleczyc kompleksy, wyciagnac czlowieka do ludzi? To tez ciekawa kwestia...
Rozmawiajac z kolega, wiedzac jakie anime oglada, wyszlo na to, ze on poszukuje optymizmu a anime laduja mu baterie. Ja oczywiscie szukam ucieczki od swiata i codziennych problemow. Na poczatku mojej przygody z anime dawalo mi to bardzo duzo. Bylo to jak odkrycie nowego sensu zycia, albo leku ktory pozwoli mi funkcjonowac. Oczywiscie dzis to juz nie to samo, anime spelnia nadal swoja role, ale ten entuzjazm juz opadl, spowszednialo. Boje sie, ze w ogole moze przestac na mnie dzialac. A co w zamian...
Strasznie jestem ciekaw co daje wam anime i czemu je ogladacie? Zastanawialiscie sie dlaczego akurat anime? Ciekawe czy sa wsrod nas ludzie zupelnie pozbawieni kompleksow, nie uciekajacy w anime, ktorzy ogladaja wylacznie dla rozrywki?
Luik - Pt maja 23, 2008 1:39 pm
Ja zaczynałem (mówię tu o mojej obecnej fazie na anime, nie o czasach DB) od lekarstwa na nudę. Po prostu się nudziłem, a że miałem (i mam) kolegę który już od jakiegoś czasu oglądał oglądał i bardzo sobie to chwalił pomyślałem "a obejrzę sobie coś". Potem było następne coś (dalej z nudów), a potem zacząłem zauważać, że ten świat, któremu obce są problemy mojego pozwala mi zapomnieć. Zapomnieć o rzeczywistości, która ciągle próbuje mnie skopać. Wcześniej zapomnienia szukałem w grach komputerowych, ale efekt był dużo słabszy. Więc oglądam by zapomnieć. Ale nie tylko o moich problemach. Też o społeczeństwie mnie otaczającym, od którego się stety, lub niestety z własnej woli izoluje. Bo w anime nie spotyka się takich ludzi jak na ulicy, czy w szkole. Nawet jak jakiś bohater wkurza lub budzi antypatię, to robi to jakoś tak inaczej.
Więc właściwie oglądam by choć na chwilę przenieść się do świata w którym rzeczywistość nie stawia nas w obliczu bezsensownych, ale uciążliwych problemów, w którym nie ma prawdziwej nudy i w którym społeczeństwo nie przybiera formy odpychającej, bezkształtnej i bezwładnej masy.
Eh trochę mi nieprzejrzysta wypowiedź wyszła, ale mam nadzieję, że dacie sobie z nią radę
h43m - Pt maja 23, 2008 1:52 pm
anime wydaje sie jakby specjalnie robione dla mnie i ludzi podobnych, ktorzy, osmiele sie zaryzykowac, maja ze soba jakies problemy, powodujace, ze jakby odsuneli sie od spoleczenstwa, maja problemy z kontaktem z innymi
Mogę się przyznać, że jestem człowiekiem, który jednak woli obejrzeć anime niż spotykać się z kumplami. Ale też wiadomo jaki profil ma domyślny otaku.
Bo tacy ludzie, potrzebujacy tego rodzaju terapii sa wszedzie, a nikt inny tego nie robi.
Nieco z tematu, ale są jeszcze ludzie, którzy są dumni ze swoich problemów i nie chcą być leczeni oraz tacy, którzy się tego tak wstydzą, że nie potrafią sięgnąć po pomoc. Ale czy naprawdę nie ma terapii? A poradnie psychologiczne? Odsunięcie od społeczeńswa i problemy z kontaktami interpersonalnymi są podstwą do rozpoznania bodajże połowy zaburzeń osobowości. Oczywiście leczy się te zaburzenia, a nie od chroniczego oglądania anime.
Czy anime może wyleczyć kompleksy, wyciągnąć człowieka do ludzi? Ja myślę, że nie, z prostego powodu: ludzie, to świat rzeczywisty, a anime to ucieczka od tego właśnie świata. Aby wrócić do realiów świata, potrzebna jest konfrontacja z samym sobą i prawdopodobnie ktoś, kto tą konfrontację zainicjuje (NHK?), a cały czas uciekając od tego, samemu pozabawia się szansy. Ale to moja własna teoria.
A już wracając do właściwego tematu, poza standardową rozrywką i ucieczką od rzeczywistości mogę dodać, żę anime pozwala mi się czymś zainteresować nieco poważniej niż na poziomie "a zobaczę sobie, jak mi się nie spodoba, to sobie daruję", przez co porzuciłem moje drobne zainteresowanie psychologiczne. Również mogę się zgodzić, że apetyt rósł w miarę jedzenia jedynie na początku, potem przyjemność zanika. Dodam, że już coraz rzadziej oglądam anime z innego powodu niż obsada siyuu, ale dobrych tytułów coraz mniej.
Mogę też na siłę bronić anime mówiąc, że ukazuje sytuacje i grupy społeczne, których nie zdołałem doświadczyć w prawdziwym życiu, albo że pokauje różnorodne światy, które wzbogacają wobraźnię, czy też podsuną parę ciekawych konceptów, ale wątpię, by to było powody, dla których oglądam anime.
Muchal - Pt maja 23, 2008 4:36 pm
Co daje mi anime? Po pierwsze jest to sposób spędzania wolnego czasu. Jedyny sprawiający mi radość i satysfakcję i poczucie, że ten czas nie został zmarnowany. Anime pozwala mi znaleźć odpowiedzi na pytania dręczące mnie na temat samo egzystencji, pojmowania świata jak i pomaga rozwiązywać problemy dręczące, te codzienne jak i te ekstremalne. Wiele razy oglądając zdawałem sobie sprawę, że kiedyś byłem w podobnej sytuacji. Myślę, że anime nie pozwala ci się otworzyć na świat zewnętrzny. Ja osobiście jestem bardzo nieśmiałą i skrytą osobą i oprócz tego, że wzorowanie się na bohaterach i ich cechach charakteru dodaje mi odwagi, mówi mi także- Wszystko jest okej, bądź tym kim jesteś i nie zmieniaj się, bo inni tego oczekują. Z tobą wszystko w porządku. Czy anime jest swego rodzaju terapią, trudno mi powiedzieć, może na mnie w ten sposób nie działa a może tego nie odczuwam. Dla mnie osobiście najlepszą terapią jest muzyka, zarówno słuchanie jak i jej tworzenie. Nic nie pozwala mi lepiej pozbyć sie agresji niż 2 godzinki przy perkusji. Jeśli jednak komuś anime leczy rany tworzy uśmiech na twarzy i ociera łzy to... Wszystko jest okej.
Grabiarz - N maja 25, 2008 1:22 pm
Mnie anime pozwala poznać często nieeuropejski, specyficzny sposób myślenia i system wartości.
Uczy też tolerancji dla cudzych poglądów i upodobań. Jako miłośnik M i A/fantasy/ostrej muzyki wielokrotnie spotykałem się z przejawami ślepej nietolerancji wśród "normalnych" ludzi. Mam dzięki temu świadomość, że nie należę do tej rasistowskiej, nienawistnej polskiej bandy, która wszystko co inne traktuje jak zło. Czuję się bogatszy duchowo, światopoglądowo, poszerzam swoją wiedze o kraju, który mnie fascynuje.Tak, dzięki anime czuję sie lepszy od innych No i jeśli kiedyś spotkam jakąś miłą Japoneczkę to bedzie o czym pogadać
A poza tym wszystkim anime, tak jak czytanie książek czy sport jest dla mnie kolejną, mniej lub bardziej wymagającą formą rozrywki
Solar - N maja 25, 2008 3:30 pm
Dark Rael napisał(a):
anime wydaje sie jakby specjalnie robione dla mnie i ludzi podobnych, ktorzy, osmiele sie zaryzykowac, maja ze soba jakies problemy, powodujace, ze jakby odsuneli sie od spoleczenstwa, maja problemy z kontaktem z innymi
Mogę się przyznać, że jestem człowiekiem, który jednak woli obejrzeć anime niż spotykać się z kumplami. Ale też wiadomo jaki profil ma domyślny otaku.
sketch - N maja 25, 2008 3:54 pm
Zanim i ja się trochę wynurzę w temacie, mam takie osobiste pytanie: powiedzcie, czy to tak Waszym zdaniem jest, że swój znajdzie swego? W sensie takim, że w gąszczu nieznanych osób (są takie sytuacje: zmiana otoczenia, wyjazdy, uczelnia/szkoła/praca) potraficie "wywęszyć", że oho! ten tu jest fanem anime/mangi ? Kiedyś spotkałam się z takim dość poetyckim stwierdzeniem o wydzielaniu specyficznej "aury" przez fanów, towarzyszyły temu różne anegdoty o tym jak to nagle fani wpadali na siebie i nawiązywały się kontakty. Trochę mnie to zastanawia, bo mnie również przydarzały się takie sytuacje, sporadycznie, ale jednak.
A powracając do tematu głównego. Ciężko mi stwierdzić. Nie czuję się specjalnie pokrzywdzoną społecznie jednostką. Jeśli unikam bliższych kontaktów z ludźmi to jest to moja decyzja, poparta jakimś wewnętrznym wykalkulowaniem. To trochę jak pozbycie się jakiejś dziecięcej naiwności : nie wystarczy powiedzieć komuś let's be friends! I będziemy się nawzajem akceptować i szanować i cieszyć swoją obecnością. Przyjaźń to ciężki kawał chleba. Czas pokazuje i uczy. W związku z tym nie sądzę, by potrzeba nowych wrażeń animowych była jakąś formą terapii społecznej dla mnie.
Inne światy- czyli ogrom fabularnych pomysłów (jasne, że z biegiem czasu klapki opadają bo pomysły są jak odgrzewane kotlety, ale wtedy czasem nadrabiają formą), zwyczajne upodobanie do animacji jako jednej z form artystycznego wyrazu i akurat taka japońska jej estetyka. Co za tym idzie to jakaś łatwiejsza forma przełknięcia. Nie wiem czy to będzie dobrze zrozumiałe, więc spróbuję jakoś to wytłumaczyć: zauważyłam, że na przykład modne (?) stały się różne amerykańskie seriale, wielu spośród moich znajomych zasysa je z sieci (jak my anime) i ogląda. Ja próbowałam, ale nie umiem. Dlaczego? Bo mnie nie przekonują i wydają mi się kiczowate. Bo, że tak powiem: zalatują amerykańszczyzną. Bo taka "wrażliwość" hmm mnie nie kręci? A przecież to samo można by zarzucić anime. Gdzie tkwi haczyk? Może właśnie w tej innej wrażliwości? Nie wiem. Jak wielu, mam swój mit Japonii i Japończyków. Chciałabym kiedyś pojechać i ten mit obalić, jak taki typowy antropolog: nauczyć się języka, uzbroić się w narzędzia badawcze, środki finansowe i może jeszcze przed 40-stką...
Więc tak, można powiedzieć, że ja również ładuję baterie.
Luik - N maja 25, 2008 6:09 pm
czy to tak Waszym zdaniem jest, że swój znajdzie swego? W sensie takim, że w gąszczu nieznanych osób (...) potraficie "wywęszyć", że oho! ten tu jest fanem anime/mangi ? Nie od razu i z miejsca, ale tak. Natomiast prawie z miejsca wyczuwam kto na 100% nie ogląda. Czy ktoś ogląda, to sie widzi, słyszy jakoś wyczuwa (nie, nie po zapachu )
Po głębszym zastanowieniu się stwierdzam, że jest jeszcze coś co mnie ciągnie do anime. Ja po prostu lubię to co nietypowe. Nie po to żeby się tym chwalić (o tym, że oglądam anime wie zaledwie kilka osób z mojego otoczenia), ale dla wewnętrznej satysfakcji. Czuje, że odróżniam się od społeczeństwa i robienie rzeczy nietypowych jest dla mnie jakby dowodem na słuszność moich przeczuć.
h43m - N maja 25, 2008 8:18 pm
W sensie takim, że w gąszczu nieznanych osób (..) potraficie "wywęszyć", że oho! ten tu jest fanem anime/mangi ?
A ja stwierdzę taką oczywistość, że jak ktoś ogląda, to zazwyczaj od czasu do czasu o tym gada, wystarczy nieco podsłuchać i zgrabnie wejść do rozmowy. Już nawet nie wspominam o nastolatkach, którzy ciągle wykrzykuja jakieś postaci, a co gorsza techniki używane w anime, z czego najbardziej notoryczny jest Naruto.
Czuje, że odróżniam się od społeczeństwa
A gdzie tam, na Azunime masz parę setek oglądających anime
A dodając do dyskusji, chciałbym zadać pytanie dlaczego właśnie anime, a nie np. spokrewnione z nimi adaptacje z udziałem ludzi z krwi i kości? W końcu też jest pochodzenia japońskiego, też daje podgląd na kulturę, często ma bardzo podobną fabułę. Wybór tez jest nienajgorszy, bo są już takie tytuły jak HachiKuro, Nodame, SaiKano, ale też powstaje wiele nowych. Pytanie naszło mnie po obejrzeniu Live-Action z Hantsuki.
sketch - N maja 25, 2008 9:56 pm
Przyznam, że oglądałam kilka live-action. Zaczęłam od "Attack number one!" - po odkryciu, że to klasyka klasyki mojego dzieciństwa^^ Ale, no, jakoś... Hmmm...nie bardzo!
Potem spróbowałam czegoś trochę adresowanego do starszej widowni, czyli "Sappuri". I tu już było znacznie lepiej. Nawet powiedziałabym, że miało klimat, a że nie miałam porównania z mangą tym bardziej mi się podobało. Porównania z pierwowzorami przeżyło również Nodame Cantabile- myślę, że ze akurat LA nadrobił to czego trochę brakło w anime- muzyka nabrała życia. HachiKuro już mniej. Hagumi robiła wrażenie w anime, ale w wersji ożywionej to jakby nie to, mimo że panna słodka.
Myślę, że w moim przypadku przeważa jednak upodobanie do animacji i możliwości jakie daje. Poza tym o ile rysunek/animacja są w stanie wydobyć mnóstwo ekspresji to jednak aktorzy bywają pod tym względem mniej lub bardziej wiarygodni.
Luik - Pn maja 26, 2008 5:26 pm
A gdzie tam, na Azunime masz parę setek oglądających anime No w całej mimo wszystko sporawej Polsce znalazło się aż kilka setek dziwaków i odszczepieńców. Myślę, że dobrze, gdy taki wie przynajmniej, kim jest
chciałbym zadać pytanie dlaczego właśnie anime, a nie np. spokrewnione z nimi adaptacje z udziałem ludzi z krwi i kości? U mnie ze względu na estetykę. Pierwszym co skierowało mnie w stronę anime był wygląd inny niż rzeczywisty i znacznie ładniejszy od większości kreskówek europejskich i amerykańskich. Po prostu nie mogę się oderwać od rzeczywistości jeśli to co oglądam wygląda jak rzeczywistość. A poza tym nie mam czasu na filmy bo anime oglądam
Daldow - Pn cze 09, 2008 6:44 am
No szefie. Ty to to dopiero wylewne hazukashi tematy zarzucasz... ale do "rzeczy"
Anime zacząłem oglądać jako człek raczej ukształtowany, z wyrobionymi preferencjami itd, itp. Emocjonalny (w sensie jakiegoś osobistego traktowania) aspekt japońskiej animacji nigdy mnie nie interesował. Oczywiście, bywały tytuły które były mi bliższe z różnych względów, lecz cięzko mi powiedzieć ażeby anime dawało mi coś unikalnego, osobistego.
Zainteresowałem się anime, bo było dla mnie czymś nieznanym, a wzbudzającym np. w sieci sporą aktywność. Sama idea sztuki ruchomego obrazu wydała mi się atrakcyjna, a więc postanowiłem sięgnąć po kilka interesujących mnie tytułów. Co ciekawe, tytuły te od razu uderzyły mnie swoją transcendentnością, a to wydało mi się intrygujące. Zacząłem więc zgłębiać motywy kierujące twórcami i nim się obejrzałem, na "konto" wpadło kilka innych tytułów które miały być bazą porównawczą a stały się obiektem zainteresowania same w sobie.
Co więc daje mi anime? W zasadzie chyba wzmocnienia poczucia relatywizmu twórczego. Świadomość, że sztuka ruchomego obrazu potrafi przyjmować skrajnie różne założenia, wynikające z totalnie różnych uwarunkowań. Daje mi świadomość, że sztuka ruchomego obrazu potrafi być potężnym kawałkiem popkultury, nie zaś niszą artystyczną jak to bywa np. w Europie. Nie bez znaczenia jest tu oczywiście obcość tych tytułów.
W każdym razie. Minęło troche czasu. W nim udało mi się liznąć i trochę mainstreamu i awangardy. Anime to zjawisko godne badania, bo jej rozbijanie na poszczególne społeczne czy twórcze elementy potrafi sprawić sporo radości.
Anime jest więc takim hobby badawczym. Nie traktuje tego jako życiowej fascynacji, ale też nie ukrywam że wielokrotnie czerpałem naprawdę sporo przyjemności z oglądania pozycji, których sama analiza trwałaby jeden kubek kawy. Chyba więc nie traktuje anime jako cos bardziej preferowanego od kina aktorskiego. To kolejny rodzaj środka ekspresji kulturowej.
Na więcej wyziewów nie mam teraz czasu. Postaram się później coś dopowiedzieć...
Pozdrawiam
Shinyu - Wt cze 17, 2008 9:20 pm
Hmm, zdaje się że ja będę tą odstającą jednostką - znaczy się lubię oglądać "normalne" filmy, choć żadnych amerykańskich (raczej hiszpańskie horrory, czeskie komedie i inne nietypowe produkcje z nietypowych krajów) a anime oglądam, gdy tamtejsze mi się znudzą i na odwrót - gdy znudzi mi się anime sięgam po coś z ludźmi. Gdybym miała wybierać wieczór z przyjaciółmi lub noc z anime wolałabym opcję pierwszą, chyba że jakiś zły aspołeczny nastrój by mnie opętał. Chociaż dlaczego nie połączyć jednego i drugiego? Wydaje mi się że jako jedna z nielicznych z azunime mam liczne grono przyjaciół którzy także lubią anime. A do idiotycznego posiedzenia z hentajami to nawet nie-mangowa współlokatorka jest chętna.
A co mi daje samo anime? Raczej funkcji terapeutyzującej nie spełnia, w tym akurat dużo bardziej skuteczne są filmy. Ale bardzo odpręża, nieco poprawia nastrój, pozwala odlecieć od wszystkiego wokół - zresztą wszyscy chyba macie takie wrażenie, przez to że anime jest takie nierealne właśnie. Mnie w dodatku mobilizuje do chwycenia za tablet No i lubię skończyć jakąś serię, dorwać kumpelę lub znajomego i się trochę poekscytować. Patrząc pod tym kątem to jest to jakaś funkcja uspołeczniająca. W dodatku często przy anime wzrasta moje poczucie estetyki - np. przy takim Mushishi, które może nie było wizualnie wybitne, ale całokształt - historia, delikatna muzyka i kolory stwarzały niesamowite wrażenie piękna.
I ja anime postrzegam w taki sposób. Jak oglądam, to się wciągam bez końca, bo staram się wybierać to co na pewno mi się spodoba. Ale oczywiście nie zawsze
sketch - Pt cze 20, 2008 9:24 am
Wydaje mi się że jako jedna z nielicznych z azunime mam liczne grono przyjaciół którzy także lubią anime.
Spooooko, u mnie podobnie. Trzymam stały kontakt z ludźmi, z którymi chodziłam do gimnazjum i wspólnie robiliśmy sobie maratony z cowboyem bebopem! Faceci zdzierżyli nawet Gravitation W sumie to to jest jakiś fenomen gimnazjum nie mający wiele wspólnego z fenomenem m&a ale właśnie z tymi ludźmi wciąż trzymam stały kontakt, liceum jakoś przemknęło z boku i nie zahaczyło o bliższe znajomości. Współlokatorzy wolą co prawda niezobowiązujące seanse przy mega produkcjach hollywoodzkich, ale na studio Ghibli zawsze są chętni. A ze starą gwardią gimnazjalną wciąż można pogadać na bieżące tematy animowe, więc nie narzekam
Porównywanie anime i filmów jakoś wciąż mi zgrzyta. W moim przypadku, chyba ze względu na formę i "japońskość" twórcy anime mogą sobie pozwolić na więcej, naciągać charaktery, wprowadzać patosik, targać mną wewnętrznie- przymknę oko, ba będę w siódmym niebie. W przypadku filmu jestem jakoś bardziej wyczulona na te pozory autentyczności, nawet jeśli w zamierzeniu twórcy miało by być zerwanie z nimi, to gdzieś tam czaić się u mnie będą myśli, czy mnie to konsekwentnie przekonuje.
Shinyu - Pt cze 20, 2008 11:24 am
Ale ja tego nie staram się nawet porównywać. Po prostu nie zgadzam się z tym, że powinnam wybierać co lepsze - anime czy film? Jest mnóstwo filmów których nic nie przebije ale anime też ma zalety których nie ma żaden film. Dla mnie to dwie zupełnie inne dziedziny i dają mi zupełnie co innego. Filmy mają w sobie coś takiego prawdziwszego... i przecież jest w nich wielka różnorodność, bo możesz wybrać czy na przykład wolisz humor czeski, brytyjski czy idiotyzmy amerykańskie. Trochę mi to przeszkadza że anime, jako tworzone głównie przez Japończyków najczęściej przedstawia typowo japoński humor (którego nie znoszę, jak już kiedyś wspominałam ). Ale z drugiej strony największą zaletą jest właśnie to, o czym Ty wspomniałaś - twórcy mogą sobie pozwolić na wiele więcej W zależności od tego, czego chwilowo potrzebuję, chwytam za film lub "bajeczkę". Hmm, chyba właśnie dokonałam porównania, choć raczej chciałam pokazać że dla mnie to są dwie tak zupełnie inne rzeczy że żadne się do siebie nie umywa.
A tak co do znajomych jeszcze - w podstawówce nikt, w gimnazjum nikt, w liceum nikt (poza moją przyjaciółką i współlokatorką), na studiach nikt Wszystkich sobie znalazłam w internecie i utrzymujemy stały kontakt a ta sieć rozwinęła się na zasadzie "znajoma ma znajomego który uwielbia m&a i może wpaść na nockę".
Mam nadzieję że taka dyskusja i zahaczanie o film to nie jest offtop. W końcu cały czas staram się obracać w tym, co daje mi anime. Przepraszam jakby co
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL