Fani anime



grzes00y - Śr sty 30, 2008 2:05 pm
Nie jestem pewien czy ten temat pasuje, ale chyba tak gdyż jednak jest powiązany z M&A.
Co sądzicie o fanach anime czy wszystkich innych którzy lubią oglądać anime ? Czy jest ich więcej niż jeszcze kilka lat temu czy może coraz mniej, albo jest ich prawie tyle samo co było wcześniej? Zastanawia mnie to gdyż niestety mało jest osób zainteresowanych anime w Polsce, a tylko część z nich wypowiada się na forum. Choćby to forum to przykład tego że prawie nikomu nie chce się porozmawiać o danym anime.




Endorama - Śr sty 30, 2008 3:02 pm
Hmmm.. Mysle, ze fanow anime jest coraz więcej. Internet jest teraz bardzo powszechny, wiec i anime jest bardziej dostepne niz kiedys. Lepiej tez stoimy z jezykiem, nie mowie tu oczywiscie o japonskim, ale o angielskim. Nie brakuje fansubów również w naszym ojczystym języku, ale podejrzewam, że solidna wiekszosc jest tlumaczona z angielskiego.

Należałoby tu wspomniec tez o starych fanach Daimos`a i innych anime które lecialy na Poloni1... Ale czy wtedy bylem fanem anime? Nawet nie znalem tego pojecia, a np. Generała Daimosa traktowałem jako kolejną bajke stawiajac ja na równi ze smerfami . Mysle, ze inni mysleli podobnie.



Luik - Śr sty 30, 2008 3:09 pm
No z moich obserwacji wynika, że każdego dnia anime i manga podbijają coraz więcej serc w naszym kraju. Gdy zaczynałem gimnazjum (ponad 3,5 roku temu ) w klasie było tylko kilka osób zainteresowanych DB i tyle. Ale w każdym kolejnym roku zainteresowanie stronę japońskich kreskówek rosło i gdyby teraz zgromadzić wszystkich z mojej byłej klasy, to w tej grupce było by co najmniej 2 prawie maniaków (w tym ja) i pewnie z 5-6 osób oglądających kilka dobrych tytułów rocznie. Tak więc z niemal braku zainteresowania wyrosła nowa pasja i to dość szybko. A przypuszczam, że liczba fanów wciąż będzie rosła, bo anime staje się nareszcie u nas dostępne.



grzes00y - Śr sty 30, 2008 3:38 pm
Lecz są również fani, którzy chyba przestają się interesować anime. Poza tym najlepszym sposobem na popularyzację anime były by emisje anime w telewizji, a obecnie coś takiego nie istnieje. Nie biorę pod uwagę programów rzadko dostępnych, których nie posiada większość kablówek jak i żadnych anime dla najmłodszych dzieci. Bo to się miesza ze zwykłymi kreskówkami i jest nie odróżnienia dla osób nie znających się w temacie.
Zobaczymy jak będzie z animax. Lecz jeśli będzie dostępny tylko na platformie cyfrowej to tak jakby go nie było. Chyba że wiele kablówek go wykupi.




Endorama - Śr sty 30, 2008 4:04 pm
Napewno kablówki wykupia sobie prawa do emisji tego kanału, sam fakt pojawienia sie kanału nic nie zmieni - bez odpowiedniej promocji, ludzie beda poprostu ten kanał przeskakiwac, myslac ze to kolejny minimax...



h43m - Śr sty 30, 2008 4:07 pm

Ale czy wtedy bylem fanem anime? Nawet nie znalem tego pojecia, a np. Generała Daimosa traktowałem jako kolejną bajke stawiajac ja na równi ze smerfami . Mysle, ze inni mysleli podobnie.
Oo tak, pamiętam jak myślałem, że anime, to taki kanał. U mnie zaczęło się dopiero po tym, jak ściągnąłem pierwsze anime, chociaż do końca też nie wiedziałem za co się biorę.
Osobiście, trudno mi stwierdzić, czy jest więcej fanów czy nie, bo w tamtych czasach nie byłem zbyt skory do poszukiwania innych fanów. Zmieniło się to dopiero jak na forum trafiłem. Natomiast mogę na pewno powiedzieć, że jak się powie "anime", to już nie patrzą sięna ciebie wielkimi oczami .
Również zwróćmy uwagę na to, że za sprawą kablówek rośnie ilość pseudo-fanów anime, czyli takich, co widzieli niewiele ponad DB, Pokemony i/lub Naruto i myślą, że są fanami anime, podczas gdy tak naprawdę niewiele o tym wiedzą. Przygoda się zaczyna w intenecie, ewentualnie na sklepowych półkach.



grzes00y - Śr sty 30, 2008 4:14 pm
Jak to za sprawą kablówek. To tamte kanały emitują same amerykańskie wersje anime dla dzieci i to się nigdy nie zmieni dlatego jakaś alternatywa musi być i co ważne równie dostępna. Bo jeśli do takiego jetixa mają dostęp miliony a do animaxa (podobnie jak teraz hypera czy axn sc-fi) będę tysiące to co z tego wyniknie ? To że nic się nie zmieni.



Pottero - Śr sty 30, 2008 4:19 pm

Również zwróćmy uwagę na to, że za sprawą kablówek rośnie ilość pseudo-fanów anime, czyli takich, co widzieli niewiele ponad DB, Pokemony i/lub Naruto i myślą, że są fanami anime, podczas gdy tak naprawdę niewiele o tym wiedzą. Przygoda się zaczyna w intenecie, ewentualnie na sklepowych półkach.

Zapomniałeś o tych, którzy po „PokĂŠmonach” czy „Narucie” przeszli na Internet i pierwsze, co obejrzeli, to „Elfen Lied” – po tych grzecznych bajkach to jest jak arcydzieło, więc nic dziwnego, że tyle jest kilkunastolatków, którzy twierdzą, że to najlepsze anime wszech czasów... Albo od razu zaczęli od „Elfen Lied”, pomijając pokĂŠwstęp i tak twierdzą. A żadne krzyki i płacze nie przekonają ich, że białe jest białe, a „EL” to gówno.

A co do samego tematu, to uważam, że ogólnie fanów jest więcej. Nie liczę tu rzecz jasna takich pseudofanów, o jakich wspomniał h43m, którzy mają na koncie tylko parę bzdur-masówek. A wszystko dzięki Internetowi, bo w naszym kraju tzw. rynek anime zaczął pączkować dopiero niedawno. Zgodzić muszę się również z tym, że dziś więcej osób wie, czym jest anime, nawet jeśli nazywa je „mangą” – przynajmniej w świadomości szerszej liczby Polaków zaistniały takie terminy.



grzes00y - Śr sty 30, 2008 4:27 pm

Zapomniałeś o tych, którzy po „PokĂŠmonach” czy „Narucie” przeszli na Internet i pierwsze, co obejrzeli, to „Elfen Lied” – po tych grzecznych bajkach to jest jak arcydzieło, więc nic dziwnego, że tyle jest kilkunastolatków, którzy twierdzą, że to najlepsze anime wszech czasów... Albo od razu zaczęli od „Elfen Lied”, pomijając pokĂŠwstęp i tak twierdzą. A żadne krzyki i płacze nie przekonają ich, że białe jest białe, a „EL” to gówno.

Musiałeś wspomnieć o tym anime ? Akurat temat do długiej "dyskusji".
Zresztą ja uważam że to jedno z najlepszych anime w dalszym ciągu, a dużo już tego widziałem z wielu gatunków. Więc na przyszłość nie mów nic złego o EL bo to anime jest prawie doskonałe, a twoje zdanie mało znaczy. Po ogólnych ocenach fanów widzę co innego.



el doctore - Śr sty 30, 2008 4:49 pm
No dobra. Ale o co chodzi w tym temacie? Jakaś teza przewodnia? Ma być więcej "fanów" czy lepiej żeby było ich mniej? Jeśli więcej - to po co? Przecież Azu odwiedza sporo osób, a po jakości wpisów na forum czy komentarzy, wcale nie widać, żeby to była jakaś niesamowita zaleta, że oglądają i dzielą się swoimi "opiniami". Czy ta rosnąca miłość do anime skutkuje tym, że więcej się anime sprzedaje? Wytwarza się jakieś środowisko, które coś sensownego proponuje poza tym, że zalicza kolejne tytuły i powymienia się fotkami?
Z drugiej strony: jeśli fanów anime jest w Polsce mało, to co z tym począć? Japońskie studia przestaną wypuszczać kolejne tytuły, bo w Polsce nikt nie wie, co oznacza termin "anime"? Powiedzmy, że kogokolwiek to interesuje.

prawie nikomu nie chce się porozmawiać o danym anime
Może to kwestia umiejętności prowadzenia takiej dyskusji i doboru ciekawych tematów?

na przyszłość nie mów nic złego o EL bo to anime jest prawie doskonałe, a twoje zdanie mało znaczy
O, widzę, stare demony powracają. Czas polerować zbroję.



Endorama - Śr sty 30, 2008 5:08 pm
Pottero musi wyciagac brudy przy kazdej okazji



XRay - Śr sty 30, 2008 5:20 pm

Czas polerować zbroję.
To ja odpalam swoją Valkirię



Daldow - Śr sty 30, 2008 5:33 pm

To ja odpalam swoją Valkirię
To ja chce taką taką jak Murakami "wyrzeźbił"

No ja tez nie rozumiem myśli przewodniej tej dyskusji. Chyba nawet o czymś podobnym można było rozmawiać tutaj, ale to oczywiście nie moja sprawa, tylko założyciela topicu

Ja tam tylko przytaknę za doctore, że ilość oglądających anime nijak się przekłada na ciekawe dyskusje, co już niestety nie jest bynajmniej winą ani Japończyków ani dystrybutorów anime w Polsce Więcej z racji marudnego tonu refleksji pozwolę sobie darować, co by autor topicu nie musiał podważać znaczenia mojej opinii

Pozdrawiam



grzes00y - Śr sty 30, 2008 6:04 pm
A na poważnie ta dyskusja ma celu zastanowienie się nad postępowaniem fanów anime bo jak tu widzę że niektórzy piszą takie głupoty że ci którzy oglądają Naruto czy inne podobne (pod warunkiem że wiedzą że to anime a nie tylko jakaś zwykła kreskówka) nie są prawowitymi fanami anime to przykro mi to czytać. Czy dana osoba lubi NGE, pokemona, naruto, ghost hunt, Gits to bez różnicy. To jest dokładnie taki sam fan anime i żadna osoba nie ma prawa powiedzieć że dlatego te anime lubi (naruto, bleach czy podobne) bo mało jeszcze widziała i nie ma pojęcia o lepszych produkcjach. Chwilami tak naprawdę jest, ale takie proste anime są często dużo lepsze niż te zagmatwane, wielowątkowe i często nudne produkcje, których popularność jest mniejsza właśnie dlatego niż na przykład różnych tasiemców które trwają długo i na długo pozostają w pamięci nie to co krótkie serie które często się szybko zapomina.



Muchal - Śr sty 30, 2008 6:37 pm
Moim zdanie poziom dyskusji o konkretnych tytułach nie jest zależne od tego jak "Wielkim" fanem jesteś i też od tego jakie i ile tytułów obejrzałeś. Ja zaczynałem od Berserka i Hellsinga, później wręcę wpadł mi Belach i Mdori no Hibi. Bardzo zafascynowałem sie tym gatunkiem i chciałem oglądać wiecej i więcej, ale bez dostępu do internetu i dorbrych sklepów było to niemożliwe. Ale gdy tylko uzyskałem dostęp to wymienionych środków dystrybucji zaczęła się moja niekończąca sie przygoda z anime. Nie mam pojęcia czy kiedyś przestanę oglądać czy też nie. Może po prostu z wiekiem będę bardziej selekcjonował tytuły i oglądał tylko te "poważne" w szerokim ujęciu. Dlatego uważam, że anime ma wielu fanów w naszym kraju ale znawców i koneserów jest o wiele mniej a tylko oni potrafią prowadzić dyskusje na wysokim poziomie i w sposób obiektywny. Ja taką osobą nie jestem nie siedzę w tym tak głęboko nigdy nie postarałem się aby poznać to wszystko od innej strony, historia, biografie twórców i szeroko pojęty background całego gatunku. Myślę, że dopiero wtedy można odnaleźć argumenty do głębszej dyskusji. Ponieważ rozmowy o kresce fabule itd zawsze będą pełne subiektywizmu osoby oglądającej. Aby oceniać obiektywnie tytuł trzeba też rozważyć dotychczasowe osiągnięcia twórcy przesłanki powstania scenariusza. Ja sam się nigdy nie interesowałem kto "to" napisał i dlaczego "to" napisał i co nim kierował. Ja sam wypowiadam się o każdym tytule oddając tylko swoje odczucia bądź pozytywne, bądź negatywne. Może kiedyś stanę się koneserem i będę w stanie poprowadzić godzinny rzeczowy wywód o konkretnym tytule, może nie ale fanem będę na pewno.



h43m - Śr sty 30, 2008 7:18 pm

(...) niektórzy piszą takie głupoty że ci którzy oglądają Naruto czy inne podobne nie są prawowitymi fanami anime
Mało tego, uważam, że jak ktoś nieważne ile, ale TYLKO ogląda, a potem nie potrafi o nim nic konkretnego powiedzieć (poza tym, że jest "fajne"), to taki ktoś nie powinien uważać się za fana. Bo termin "fan", jest skrótem od słowa "fanatyk" i różni się od zwykłego lubienia czegoś.


Moim zdanie poziom dyskusji o konkretnych tytułach nie jest zależne od tego jak "Wielkim" fanem jesteś i też od tego jakie i ile tytułów obejrzałeś.
A moim zdaniem, to bardziej zależy od tego ile potrafisz wyciągnąć z anime, bardziej niż z samej ilości.



Pottero - Śr sty 30, 2008 7:47 pm

Więc na przyszłość nie mów nic złego o EL bo to anime jest prawie doskonałe, a twoje zdanie mało znaczy. Po ogólnych ocenach fanów widzę co innego.

A Twoje jeszcze mniej... Zastanów się na przyszłość, co piszesz. Będę mówił w przyszłości źle o tym anime, bo mam do tego prawo, tak samo, jak Ty masz prawo twierdzić, że jest dobre. Daruj, ale to właśnie miałem na myśli, mówiąc o pseudofanach. Nagle okazuje się, że większość fanów tego tytułu to studenci, którzy dokładnie wiedzą, ile anime w życiu obejrzeli. Tak wynika z wypowiedzi tych, którzy bez ładu i składu się o nim wypowiadają, wychwalając je pod niebiosa, nie potrafiąc podać jednak żadnych konkretnych powodów. Zresztą, to samo tyczy się fanów np. przygód Uzumakiego czy Kurosakiego.

Ale koniec dyskusji o tym tytule, poświęcony jest mu osobny temat. Kolejny post z nim związany usunę, a jeśli sam takowy napiszę, to proszę innych moderatorów o jego usunięcie, chociaż poniekąd, w pewien sposób, trochę, wiąże się z tematem.



h43m - Śr sty 30, 2008 8:29 pm
No właśnie, z pseudofanami i studentami, żywy przykład: dziś nawet z kolegą gadałem i twierdził, że Naruto to świetne anime i że ma wiele nawiązań do kultury, no to pytam "jakie?". Odpowiedź: "Noo, jakieś tam są". Pytanie: "Widziałeś kiedyś anime związane z kulturami?" Odp. "Tylko Naruto widziałem". Poprawcie mnie, jak się mylę, ale dla mnie to nie jest żaden fan, tylko oglądający Naruto.



Xian - Śr sty 30, 2008 8:50 pm
Ostatnio zacząłem zastanawiać się nad znaczeniem słowa "fan". Myślę, że gdy byłem młodszy mogłem się nazwać fanem tego i owego. Teraz mnie to trochę śmieszy i kojarzy się z jakąś zapalczywością czy młodym wiekiem (czy powiedzmy nastoletnim, nie żebym dobiegał trzydziestki albo gorzej ). Faktycznie, oglądam sporo anime i trochę się interesuje zjawiskami go dotyczącymi, ale czy wpisałbym anime do rubryki "zainteresowania"? Przecież podobnie czytam książki, czy oznacza że jestem fanem literatury?
Chociaż, to może takie czepianie się słówek z mojej strony.

Generalnie martwi mnie trochę niski poziom tych fanów czy "fanów" anime. Myślę, że można wyróżnić osoby, które
1) za mistrzostwo świata uważają DB, Naruto i Bleach.
2) "wyewoluowały" i za szczytowe osiągnięcia japońskiej animacji uważają te nieszczęsne EL i Evangeliona czy Fullmetal Alchemist.
^ to tak ogólnie. Spójrzmy na przykład tutaj: http://forum.senpuu.net/viewtopic.php?t=4965
to temat o ulubionych/najlepszych anime na popularnym forum. Mnie lekko przeraża. Z jakimiś 90% wpisów nie zgadzam się całości albo po prostu bym je odwrócił i wpisał na listę najgorszych (a nie jestem miłośnikiem sztuki awangardowej czy jakiejś bardzo wysokiej). Czy to znaczy, że ze mną coś nie tak?
Anime to w większości popkultura, ale przecież o tym też można mówić w sposób cywilizowany i znaleźć osoby, które znają się na rzeczy (oczywiście to wszystko abstrahując od mojej skromnej osoby).

Całkowicie się zgadzam z tym zdaniem:

Dlatego uważam, że anime ma wielu fanów w naszym kraju ale znawców i koneserów jest o wiele mniej a tylko oni potrafią prowadzić dyskusje na wysokim poziomie i w sposób obiektywny. Ja taką osobą nie jestem nie siedzę w tym tak głęboko nigdy nie postarałem się aby poznać to wszystko od innej strony, historia, biografie twórców i szeroko pojęty background całego gatunku. Myślę, że dopiero wtedy można odnaleźć argumenty do głębszej dyskusji.
Umberto Eco pisał o czytelnikach pierwszego stopnia i drugiego, myślę, że można by to spokojnie przenieść na grunt anime.



el doctore - Śr sty 30, 2008 9:38 pm

Generalnie martwi mnie trochę niski poziom tych fanów czy "fanów" anime
A ja nie rozumiem Twojego umartwiania się. Czy wszyscy, którzy lubią oglądać anime, muszą od razu wykazywać się biegłością w wyłapywaniu wszelkiego rodzaju kontekstów, mieć w małym palcu historię gatunku, poszczególne dokonania poszczególnych reżyserów, animatorów, scenarzystów, itd.? Skoro daje im to frajdę, to - na zdrowie. Śmieszą mnie troski o stan świadomości, tzw. "fana", dopóki ów jest na tyle roztropny, by nie wdawać się w dyskusje i wartościować rzeczy, o których ma nikłe pojęcie. Jeśli ktoś uważa "Bleach", "Naruto", czy co tam innego za arcydzieło, przy którym opada mu szczęka, to super. Tworzy sobie strony w sieci, zwołuje koleżanki i kolegów i jest bosko. Niech się cieszą swoim szczęściem. Kiedyś może dorosną a jak nie - też dobrze. W końcu wszystkie popularne, acz może niekoniecznie najwybitniejsze tytuły też tworzą gatunek jakim jest anime i pompują kasę studiom, dzięki której owe mają fundusze, by porywać się na coś poważniejszego. I każdy jest w tym układzie wygrany.

"wyewoluowały" i za szczytowe osiągnięcia japońskiej animacji uważają te nieszczęsne EL i Evangeliona czy Fullmetal Alchemist
Podkreślenie moje, gdyż nie zgadzam się z twierdzeniem, że NGE jest serią "nieszczęsną". Tu właśnie pojawia się problem owych kontekstów. Mając je na uwadze, trudno NGE bagatelizować i proponuję brać na to poprawkę, by nie stać się "fanem". Tak się składa, że Azunime ma ambicje NIE BYĆ serwisem "fanowskim", gdzie wyznaje się miłość do poszczególnych tytułów, tylko próbuje zrozumieć, dlaczego np. NGE jest serią ważną dla japońskiej animacji. Jeśli ktoś jest w stanie o tym sensownie napisać, to proszę bardzo, tu są idealne warunki po temu. Dzięki temu przestaje się być "fanem" anime a staje normalnym, świadomym uczestnikiem kultury.



h43m - Śr sty 30, 2008 9:52 pm
No właśnie to słowo "fan". Jak go można precyzyjnie określić? Ktoś może podzieli się swoją definicją?
Z mojego punktu widzenia, jest jeden z terminów, którego używa się coraz łatwiej, bo po prostu ładnie brzmi. Przypadki były, jak ktoś się nazywał fanem tylko dlatego, żę coś/kogoś lubił. Dla mnie, jest to pół drogi od lubienia do fanatyzmu, czyli fan powiniem nie tylko patrzeć, słuchać czy oglądać, ale też wspomagać i/lub chcieć szukać wiedzy na dany temat.


Czy to znaczy, że ze mną coś nie tak?
Może to, że utożsamiasz "ulubione" z "najlepszymi"? Jak dla mnie to są dwie różne rzeczy. Można lubić jakieś anime, nawet jak się ma świadomość, że jest słabe.



grzes00y - Cz sty 31, 2008 8:04 am
Fanem na pewno nie można nazwać osoby która widziała kilka anime nie licząc tych emitowanych przez telewizję. Uważam że przynajmniej z kilkadziesiąt tytułów z różnych gatunków powinna obejrzeć. Nie kilkaset bo to już przesada, nie wspominając już o czasie jaki trzeba mieć i nic innego nie robić.
Elfen Lied to akurat podobny wysoki poziom jak NGE z tym że znacznie różne. Ja te anime oglądałem praktycznie po sobie i oba mi się bardzo spodobały. Nie przeczę że mogą być nawet lepsze ale nie wiele ich. Pamiętam że jeszcze lepsze od EL było Fate Stay Night, ale od NGE nic takiego nie ma jeśli mowa o tym gatunku. A jeśli są fani co się nie zgadzają to najlepiej niech wymieniają swoje najlepsze tytuły żeby zaprzeczanie miało sens.
Poza tym oczywiste jest że sposób podejścia do anime może być różny dla każdej osoby, ale zastanówcie się co to jest anime. To po pierwsze ma sprawiać przyjemność przy oglądaniu, a dana osoba najlepiej wie co komu sprawi przyjemność i żaden krytyk, recenzent itp nie wie tego lepiej.
Niektórzy lubią znać zdanie innych dlatego czytają różne opisy recenzje bo po to one są. Ale w wyborze anime również pomagają różne rankingi choćby ten na anidb czy reakcje wielu fanów po obejrzeniu.



Dark Rael - Cz sty 31, 2008 9:32 am
Slowo fan wlasciwie wzielo sie z muzyki, mozna byc fanem jakiegos zespolu. Powiedzmy ze my z doctore jestesmy fanani gainaksu Ostatnio w stosunku do anime lubie nazywac siebie entuzjastą. Fan to ktos kto troche wiecej oglada, a my sie tym pasjonujemy.

Ale jest jeszcze jeden aspekt bycia fanem. Nie ma prawa nim sie nazywac ktos, kto nie wspiera tworcy, mysle ze wiecie co chce powiedziec... A wiec wiekszym fanem jest ktos kto oglada anime wylacznie w tv i na dvd niz ten co widzial tysiac anime sciagnietych z netu. Pamietajcie, twórcy anime, takich ludzi nie nazywaja fanami, uzywaja raczej slow typu: pijawka, pirat, czy nawet zlodziej.



Endorama - Cz sty 31, 2008 9:59 am
Dark, sugerujesz, ze masz czyste rece? Nie wierze, ze wszystkie zrecenzowane przez Ciebie anime zostaly zakupione w formie dvd, czy tez obejrzane w telewizji

Co do h43m`owego podejscia do definicji fana: jezeli mam samochod terenowy i lubie hardcorowa terenowa jazde i codziennie wjezdzam w teren na kilka godzin, to nie moge sie nazwac fanem tej rozrywki, bo nie wiem kto byl pilotem kierowcy ktory zajal 8 miejsce w przedostanim rajdzie "Paryz-Dakar"? Doctore ma tu o wiele zdrowsze podejscie



el doctore - Cz sty 31, 2008 10:17 am

Dark, sugerujesz, ze masz czyste rece?
Dark ma o wiele czystsze ręce niż większość z wypowiadających sie tutaj userów, bo daje od siebie coś sensownego a nie tylko hurtowo "zalicza" kolejne tytuły. Pasja, która zamienia sie w jakieś działanie, to jest dopiero wielka rzecz. Rael próbuje tworzyć ciekawy i sensowny serwis o anime, więc w dużym stopniu przyczynia się do popularyzacji tego gatunku w Polsce. Co Wy, Drodzy Użytkownicy Azunime, z tym zrobicie, to już inna historia.



Endorama - Cz sty 31, 2008 10:27 am
No masz i wyszedlem na zlego

Nie mialem tu zamiaru niczego wytykac, podziwiam Dark`a jako webmastera Prosze tez spojrzec na ten piekny usmiech na koncu akapitu...



el doctore - Cz sty 31, 2008 10:31 am

Prosze tez spojrzec na ten piekny usmiech na koncu akapitu...
Toż przecież widzę i o nic nie posądzam



Dark Rael - Cz sty 31, 2008 10:34 am
Nie napisalem ze sam mam czyste. Ta zasada odnosi sie i do mnie. Napisalem to, bo ludzie nie zdaja sobie sprawy, ze na miano fana trzeba sobie zapracowac. Jesli Doc ma racje, zapewne troche odpracowalem winy, jezeli to pomoze w popularyzacji, to troche lzejszy kamien na sercu. Licze ze z animaksem bede bardziej jak czlowiek ogladal anime, tak jak jest z hyperem, acz na mala skale.



Pottero - Cz sty 31, 2008 11:52 am
Jednakowoż biorąc pod uwagę obecną sytuację na „rynku anime” w Polsce, nie ma innego wyjścia, jak poszukać w Internecie. Zawsze można trochę powmawiać sobie, że mamy coś takiego jak „swobodny dostęp do kultury” i „dozwolony użytek”, które to pojęcia są w naszym prawie niezbyt dobrze sprecyzowane, ale przynajmniej może nam być trochę lżej na sercu. Gdyby nie Internet, prawdopodobnie dziś nie interesował bym się anime – to właśnie dzięki Sieci obejrzałem z 95% tytułów, które znam. Póki co, kupuję wszystkie anime, które wydaje „Kino Domowe” i Monolith, a także co ciekawsze tytuły z oferty Anime Gate i Imperialu. Stoi ładnie na półeczce ze 40 płyt, ale marna to pociecha, skoro mimo wszystko i tak niewiele u nas wychodzi... I jak tu można być prawdziwym fanem, skoro tak naprawdę nie bardzo mamy okazję wspierać twórców? Nie odpowiadajcie, to pytanie retoryczne, odpowiedź może wywołać jakąś bezsensowną wymianę zdań .



Luik - Cz sty 31, 2008 11:57 am
Twoja praca na 100% stworzy nowe pokolenia ludzi ściągających anime z neta, o to się nie martw

Zgadzam się z tym, że żeby nazwać się fanem anime w jakiś sposób trzeba wspierać twórców, ale też w ramach możliwości. Niestety u nas nie ma warunków do poznawania nowych anime w odpowiedni (dla twórców) sposób, bo nawet jeśli coś do sklepów, lub TV trafi to sto lat po premierze, jak już nawet autorzy zapomną, że coś takiego kiedyś zrobili.

Jeśli pojęcie "fan" jest takie niewygodne możemy używać, czegoś innego. Np. czy ilość ludzi interesujących się anime (na skalę większą niż Naruto, czy Bleach) wzrasta?

Nie należy taż umniejszać znaczenia "tasiemców" z procesie popularyzacji anime. Bo te łatwo dostępne i popularne tytuły są świetną wejściówką do świata anime. Sam zaczynałem moją przygodę od Dragon Ball'a. Wielu zaczyna od "tasiemca" jakiegoś i wraz z oglądaniem zaczyna się zastanawiać "co jeszcze może mi dać anime?" "Czy inne tytuły taż są takie dobre?" "Czy są inne produkcje tego typu?" itp. A po jakimś czasie wpadają w anime już po uszy.

O tym czy można mówić już o fanie, cze jeszcze nie w stosunku do kogoś świadczy też coś innego. Mianowicie znajomość klasyki. Zwrócił mi na to uwagę el doctore gdy próbowałem przekonać go do EL. Zarzucił mi konkretnie, że to przez brak znajomości tej klasyki lubię EL (niestety nie chciał podać tytułów, więc dalej nie wiem o jakie klasyczne tytuły mu chodziło). Uważam, że ktoś kto obejrzał masę produkcji nieznanych, lub uważanych za kiepskie, ma mniejsze prawo nazywać się fanem niż ten, który obejrzał kilkanaście produkcji "sztandarowych". Takich, które kształtowały rozwój danego gatunku, tworzyły jakiś nowy, lub były w nim "kamieniem milowym"



h43m - Cz sty 31, 2008 1:39 pm
@Endorama - nie wiem gdzie w moim poście wyczytałeś, że potrzebna jest szczegółowa wiedza. Jest tylko szeroko rozumowana chęć, do dalszego pogłębiania weidzy. Poza tym, z Twojego opisu wynika tylko tyle, że lubisz sobie pojeździć, a w jakiej skali to mało ważne. Co innego, jak w celu poszerzenia granic, będziesz jeździłw różne miejsca.


Zgadzam się z tym, że żeby nazwać się fanem anime w jakiś sposób trzeba wspierać twórców, ale też w ramach możliwości.
To znaczy, że mamy do czynienia z podziałem na faktyczne działanie, a chęć wsparcia?

To o czym mówił doctore, czyli jego QBar. Wystarczy wejść na główną stronę Azunime i przewinąć w liście na nick doktora.



Endorama - Cz sty 31, 2008 2:29 pm
Ech jak sie bedziemy tak wgryzac w szczegoly, to ja tez moge napisac, ze nigdzie nie napisalem, ze jezdze tylko w jednym miejscu.



Luik - Cz sty 31, 2008 6:50 pm
Macie zamiar się teraz o to kłócić kto co napisał, a co napisać powinien? Bo zdaje się, że temat nie do tego został założony. Obaj doskonale wiecie o co chodzi i cała reszta jest raczej zbędna.

h43m może jestem jakiś tępy, ale nie za bardzo wiem o co chodzi w części wypowiedzi skierowanej do mnie, lub przynajmniej następującej po zacytowaniu mnie.



h43m - Cz sty 31, 2008 7:10 pm
Czy to znaczy, że silna chęć wsparcia wystarczy, czy trzeba jednak jakoś zadziałać?



Solar - Cz sty 31, 2008 7:23 pm
Uważam, że ktoś kto obejrzał masę produkcji nieznanych, lub uważanych za kiepskie, ma mniejsze prawo nazywać się fanem niż ten, który obejrzał kilkanaście produkcji "sztandarowych"



Xian - Cz sty 31, 2008 7:30 pm

Slowo fan wlasciwie wzielo sie z muzyki, mozna byc fanem jakiegos zespolu. Powiedzmy ze my z doctore jestesmy fanani gainaksu Uśmiech Ostatnio w stosunku do anime lubie nazywac siebie entuzjastą. Fan to ktos kto troche wiecej oglada, a my sie tym pasjonujemy.
Z tym się całkowicie zgadzam, również co do Gainaksu.
Z poniższym całkowicie się nie zgadzam.


Ale jest jeszcze jeden aspekt bycia fanem. Nie ma prawa nim sie nazywac ktos, kto nie wspiera tworcy, mysle ze wiecie co chce powiedziec... A wiec wiekszym fanem jest ktos kto oglada anime wylacznie w tv i na dvd niz ten co widzial tysiac anime sciagnietych z netu. Pamietajcie, twórcy anime, takich ludzi nie nazywaja fanami, uzywaja raczej slow typu: pijawka, pirat, czy nawet zlodziej.
Rozumiem, że gdy wychodzi cotygodniowy Shonen Jump, to go kupujesz, kupujesz tomik z tytułem, który czytasz, gdy wchodzi film, to idziesz do kina, gdy z tego tytułu robią serią anime, to oglądasz ją w TV, potem kupujesz DVD i grę na jej podstawie. Przy okazji nabywasz figurki i inne gadżety. Masz taką możliwość? Ja nie mam, mieszkam w Polsce, więc nie widzę sposobu wspierania twórców. Dużo ściągam z internetu, ale też dużo kupuję (i myślę, że to jest reguła i pierwszy argument przeciw ludziom, którzy chcą nas wsadzać do więzień). Kupując polskie wydania wspieram co najwyżej polski rynek anime.
I druga kwestia - moim zdaniem, każdy sam powinien siebie określić czy jest fanem czy nie. Jakieś odgórne prawo do nazywania się fanem czy zasługiwanie na to budzi mój sprzeciw.


Jesli Doc ma racje, zapewne troche odpracowalem winy
Pardon, czujesz się winny, że obejrzałeś anime z internetu, gdy nie ma możliwości nabycia polskiego wydania, dobrze zrozumiałem?


bo daje od siebie coś sensownego a nie tylko hurtowo "zalicza" kolejne tytuły. Pasja, która zamienia sie w jakieś działanie, to jest dopiero wielka rzecz.
To prawda, tylko nie każdy ma talenty i możliwości, żeby przemienić swoją pasję w jakiś proces twórczy czy przekazanie czegoś innym. Ja na ten przykład, staram się nie "zaliczać", ale robić z tym coś dla siebie, na swój użytek. I nie nazwę tego "biernością".


Śmieszą mnie troski o stan świadomości, tzw. "fana", dopóki ów jest na tyle roztropny, by nie wdawać się w dyskusje i wartościować rzeczy, o których ma nikłe pojęcie.
Pomijając fakt, że większość w takie dyskusje się wdaje, to mi naprawdę jest nie do śmiechu. Nie zamierzam też zamieniać anime w sztukę wysoką (a widziałem już takie próby), to po pierwsze.
Rozumiem, że dobrze się czujesz w swoim kręgu znajomych, z którymi możesz sobie porozmawiać na temat na odpowiednim poziomie i nie potrzebujesz nikogo więcej. Mnie martwi, że takich osób jest niewiele i nie ma kto edukować czy pokazywać reszcie, na co warto zwrócić uwagę. Jeśli ktoś uważa "Bleacha" za mistrzostwo świata, to jeśli ktoś dorzuci, że w "Mai-HIME" postaci są wiarygodne psychologicznie, a ktoś trzeci, że "Elfen Lied" to szczyt artyzmu, to się wszystko kotłuje na jednym poziomie. Nikt się nie zainspiruje, nie sięgnie po coś innego, nie rozpocznie studiów. A ja chciałbym, powiedzmy, znaleźć jakieś krytyczne opracowania czy analizy. Coś wyrastającego poza poziom "podoba mi się/nie podoba".


Podkreślenie moje, gdyż nie zgadzam się z twierdzeniem, że NGE jest serią "nieszczęsną". Tu właśnie pojawia się problem owych kontekstów. Mając je na uwadze, trudno NGE bagatelizować i proponuję brać na to poprawkę, by nie stać się "fanem".
Ja co prawda ślubowałem milczenie nt. Evangeliona... Jeśli jednak nie pasuje ci słowo "nieszczęsna", to zamieńmy na "problemowa". Chociaż ja bym powiedział "problematyczna".
Ja bym Evangeliona rozpatrywał głównie w kontekście społecznym, abstrahując od dzieła, ale nie o to mi chodziło. Wszystko warto badać, ale miałem na myśli raczej podejście: "NGE - głębia, przekaz, ach, och" i podobne epitety i do tych epitetów się ograniczające.



Solar - Cz sty 31, 2008 7:37 pm
Jeśli ktoś uważa "Bleacha" za mistrzostwo świata, to jeśli ktoś dorzuci, że w "Mai-HIME" postaci są wiarygodne psychologicznie, a ktoś trzeci, że "Elfen Lied" to szczyt artyzmu, to się wszystko kotłuje na jednym poziomie. Nikt się nie zainspiruje, nie sięgnie po coś innego, nie rozpocznie studiów.



el doctore - Cz sty 31, 2008 8:10 pm

moim zdaniem, każdy sam powinien siebie określić czy jest fanem czy nie
Trudno z tym stwierdzeniem polemizować.

Nie zamierzam też zamieniać anime w sztukę wysoką
A to niby dlaczego? Anime, jak każda aktywność stricte artystyczna, jest w stanie generować dzieła wybitne. Ja bez problemu zgodzę się z tezą, że sztuką wysoką jest np. Mind Game czy Wings of The Honneamise.

A ja chciałbym, powiedzmy, znaleźć jakieś krytyczne opracowania czy analizy
No, z tym to jest faktycznie krucho. Po polsku to ze świecą szukać. Jedynie zachodnie sklepy internetowe. Niestety.

Coś wyrastającego poza poziom "podoba mi się/nie podoba"
Akurat teksty przekraczające ten poziom, to nawet u nas są. Mam nadzieję.

Jeśli jednak nie pasuje ci słowo "nieszczęsna", to zamieńmy na "problemowa". Chociaż ja bym powiedział "problematyczna"
Ależ tu nie chodzi o właściwe słowo i kwestię, czy Ci się podoba Evangelion czy nie. Po prostu jest to seria bardzo ważna z historycznego punktu widzenia, ważna dla środowiska otaku, ważna dla mecha anime, ważna dla samego Gainaxu, ważna jako opis pewnego stanu ducha społeczeństwa japońskiego, ważna...., itd. Można ciągnąć długo tę wyliczankę. O to mi chodziło a nie o osobiste preferencje. Ja też mogę lubić czy też nie lubić NGE, ale to nie ma większego znaczenia.

Ja bym Evangeliona rozpatrywał głównie w kontekście społecznym, abstrahując od dzieła, ale nie o to mi chodziło.
No, chociażby z tego powodu.



Xian - Cz sty 31, 2008 8:31 pm

A to niby dlaczego? Anime, jak każda aktywność stricte artystyczna, jest w stanie generować dzieła wybitne. Ja bez problemu zgodzę się z tezą, że sztuką wysoką jest np. Mind Game czy Wings of The Honneamise.
Jasne, tylko ty mówisz o poszczególnych tytułach, a ja patrzyłem całościowo - na gatunek.


No, z tym to jest faktycznie krucho. Po polsku to ze świecą szukać. Jedynie zachodnie sklepy internetowe. Niestety.
Śledzę trochę polską książkę fantastyczną i mogę powiedzieć, że jakoś się tym problemem zajęto - szerzej, bardziej holistycznie, naukowo - także przez osoby z "prof." i "dr hab.", a nie tylko ze środowiska. No, ale "Fantastyka" zaczęła wychodzić na początku lat 80. i jakby nie patrzeć minęło już 30 lat. Mam nadzieję, że i nasze poletko w tym kierunku się rozwinie.


Akurat teksty przekraczające ten poziom, to nawet u nas są. Mam nadzieję. Uśmiech
Azunime: +++


Ależ tu nie chodzi o właściwe słowo i kwestię, czy Ci się podoba Evangelion czy nie. Po prostu jest to seria bardzo ważna z historycznego punktu widzenia, ważna dla środowiska otaku, ważna dla mecha anime, ważna dla samego Gainaxu, ważna jako opis pewnego stanu ducha społeczeństwa japońskiego, ważna...., itd. Można ciągnąć długo tę wyliczankę. O to mi chodziło a nie o osobiste preferencje. Ja też mogę lubić czy też nie lubić NGE, ale to nie ma większego znaczenia.

Zgoda, ja po prostu próbuję piętnować bezrefleksyjny zachwyt. Elementy "za", które wymieniłeś nie są w ogóle opisywane. Mówienie w duchu "Evangelion - wielkie dzieło" i ograniczanie się do tego, do niczego konstruktywnego nie prowadzi.



Daldow - Cz sty 31, 2008 9:15 pm

Jasne, tylko ty mówisz o poszczególnych tytułach, a ja patrzyłem całościowo - na gatunek.
A ja się w tym miejscu wtrącę w rozmowę. Otóż skąd to absurdalne przypuszczenie że coś takiego jak anime jest GATUNKIEM? Anime to japoński trend animacyjny, a animacja z kolei wpisuje się w przebogatą gamę ekspresji artystycznej. Mówienie o anime jako o spójnym tworze wykazuje jedynie pewne niezrozumienie tematu. To tak tylko w gwoli wyjaśnienia.

A w języku angielskim trochę tego stuffu napisano. Sporo całkiem solidnych artykułów o genezie akademickiej z Uniwerku w Kaliforni wypłynęło, że o drukowanych publikacjach np. Susan Napier, które można po korzystnym kursie dolara nabyć nie wspomnę.

W ojczystym języku nie masz nawet po co szukać. Nie ma co się dziwić; mało powstało tego o animacji rodzimej czy europejskiej żeby zaraz zajmować się odległą Azją. Umówmy się jednak że my tu powolutku próbujemy budować podstawy do czegokolwiek, a moim małym marzeniem jest od dawna wstrzelenie się Azunime w coś naprawdę poważnego. Tylko do pracy, rodacy!


Zgoda, ja po prostu próbuję piętnować bezrefleksyjny zachwyt. Elementy "za", które wymieniłeś nie są w ogóle opisywane. Mówienie w duchu "Evangelion - wielkie dzieło" i ograniczanie się do tego, do niczego konstruktywnego nie prowadzi.
No jeśli o to ci chodzi, to jestem skłonny przyznać ci rację. Sytuacja Evangeliona - jak wspominałem na IRCu dziś - wygląda trochę na "Evangelion wielkim anime jest". A tak naprawdę ja powiem szczerze: nie lubię NGE, ale jest to potężny kawałek współczesnego anime, które naprawdę jest ważne dla tego nurtu i nie tylko co już podkreślał sam doc. Trzeba tylko wiedzieć na czym owe znaczenia polega, zamiast owtarzac mantry...

I tu sie jakaś dyskusja przynajmniej zawiązuje o czymś. Myślałem już, że sie utopicie w tych pseudodefinicjach "fana". Kogo to tak właściwie obchodzi?

Azunime +++




el doctore - Cz sty 31, 2008 9:35 pm
O, to mnie Daldow w zasadzie wyręczył i powtarzać nie ma sensu, ale

Jasne, tylko ty mówisz o poszczególnych tytułach, a ja patrzyłem całościowo - na gatunek
A można zmierzyć wartość anime jako całości, że tak się retorycznie zapytam? Na podstawie procentowego udziału rzeczy wybitnych w tłumie miałkich artystycznie? W ten sposób to można każdą dziedzinę sztuki potraktować równie surowo, bo nigdzie nie ma tak, że rzeczy wybitne dominują ILOŚCIOWO nad całą resztą. A tytułów anime - dzieł sztuki znalazłoby się o wiele więcej, swoją drogą.

Śledzę trochę polską książkę fantastyczną i mogę powiedzieć, że jakoś się tym problemem zajęto - szerzej, bardziej holistycznie, naukowo - także przez osoby z "prof." i "dr hab.", a nie tylko ze środowiska
Zdaje mi się, że mówiliśmy o anime a nie o s-f, ale może się mylę. Nie za bardzo wiem skąd ta analogia z "Fantastyką", którą konsumowałem zaciekle lata świetlne temu. Od paru lat jednak przeszedłem na ścisłą dietę. Czyżby tam teraz o anime pisali, bo mi się wydaje, że sytuacja wygląda tak, jak Daldow napisał.

Mówienie w duchu "Evangelion - wielkie dzieło" i ograniczanie się do tego, do niczego konstruktywnego nie prowadzi
Zapewne. Pozostaje więc tylko liczyć na rzetelne teksty albo wpisy na forum, które podadzą argumenty "za" lub "przeciw" temu twierdzeniu.



Xian - Cz sty 31, 2008 10:09 pm

A ja się w tym miejscu wtrącę w rozmowę. Otóż skąd to absurdalne przypuszczenie że coś takiego jak anime jest GATUNKIEM?
Przypuszczałem, że ktoś się przyczepi, ale na dobrą sprawę, to czym jest anime (jakieś ontologiczne pytanie mi wyszło, ale to niechcący )? Czy powiedzenie, że anime jest gatunkiem animacji związanym z Japonią jest błędem?


spójnym tworze wykazuje jedynie pewne niezrozumienie tematu
Czyli dostrzegasz więcej różnic niż podobieństw? Ja twierdzę, że da się anime zamknąć w jakiś łamach (oczywiście, niektóre tytuły są niesforne i nie chcą się zamknąć w szufladkach), konwencjach i opisać używając wspólnej nomenklatury. Te uczone, obco brzmiące terminy, które można znaleźć np. w słowniczku Azunime (chyba nie muszę podawać Ci linka? ) wydają się dość uniwersalne w opisie anime.


A w języku angielskim trochę tego stuffu napisano. Sporo całkiem solidnych artykułów o genezie akademickiej z Uniwerku w Kaliforni wypłynęło, że o drukowanych publikacjach np. Susan Napier, które można po korzystnym kursie dolara nabyć nie wspomnę.

Więc pozostaje mi zbierać dolary.


Zdaje mi się, że mówiliśmy o anime a nie o s-f, ale może się mylę. Nie za bardzo wiem skąd ta analogia z "Fantastyką", którą konsumowałem zaciekle lata świetlne temu. Od paru lat jednak przeszedłem na ścisłą dietę. Czyżby tam teraz o anime pisali, bo mi się wydaje, że sytuacja wygląda tak, jak Daldow napisał.
Nic wspólnego nie ma, po prostu wydało mi się trochę analogiczne, wyjście z "getta" i zajęcie się tematem bardziej na poważnie.


A można zmierzyć wartość anime jako całości, że tak się retorycznie zapytam? Na podstawie procentowego udziału rzeczy wybitnych w tłumie miałkich artystycznie? W ten sposób to można każdą dziedzinę sztuki potraktować równie surowo, bo nigdzie nie ma tak, że rzeczy wybitne dominują ILOŚCIOWO nad całą resztą. A tytułów anime - dzieł sztuki znalazłoby się o wiele więcej, swoją drogą.
Przyznaję Ci rację. Po prostu niektóre dziedziny sztuki tak ex definitione bardziej kojarzą się mi ze sztuką wysoką, a niektóre nie. Może błędnie.



Daldow - Cz sty 31, 2008 11:00 pm

Przypuszczałem, że ktoś się przyczepi, ale na dobrą sprawę, to czym jest anime (jakieś ontologiczne pytanie mi wyszło, ale to niechcący Smutek )? Czy powiedzenie, że anime jest gatunkiem animacji związanym z Japonią jest błędem?

W sposób równie (ja nawet bardziej) ogólny, acz w przeciwieństwie do terminu gatunek POPRAWNY już anime umieściłem pośród tworów kulturowych. Twoje określenie nie jest nawet dyskusyjne. Jest całkowicie błędne. Nazywanie gatunkiem ma tyle samo sensu co mówienie np. o kinie hiszpańskim jako o gatunku kinematografii. Nie wydaje ci się to trochę jak lokata?


Czyli dostrzegasz więcej różnic niż podobieństw?
Dostrzegam częściowo tendencje wspólne porównywalne np. do specyfiki danego kina narodowego. Tylko definicja anime w sensie najwęższym pozwala na jakieś szczegółowe koncepty. A tych tytułów, które uciekają powszechnie utartej wizji anime nie jest wcale tak niewiele jak sugerujesz i zdziwiłbyś się jak odmienne potrafią od nich być.


Więc pozostaje mi zbierać dolary
Zapomniałem dodać, że wspomniane artykuły (nie książki) można przy odrobinie pracy znaleźć w sieci. Jako podpowiedź powiem, że wiele Uniwersytetów publikuje mniejsze prace swoich badaczy .


Po prostu niektóre dziedziny sztuki tak ex definitione bardziej kojarzą się mi ze sztuką wysoką, a niektóre nie. Może błędnie.
Jeśli mnie ktoś pyta o zdanie, to ZDECYDOWANIE błędnie.


Nie odbiegacie przypadkiem od tematu fanów?
Wreszcie o czymś można pogadać, a ty tu znowu o tych farmazoństwach i nudziarstwach



grzes00y - Pt lut 01, 2008 2:18 pm

, to jeśli ktoś dorzuci, że w "Mai-HIME" postaci są wiarygodne psychologicznie, a ktoś trzeci, że "Elfen Lied" to szczyt artyzmu, to się wszystko kotłuje na jednym poziomie.
O właśnie właśnie to dobry przykład żeby napisać coś takiego. Można dane anime uwielbiać, a jednocześnie widzieć w nim wiele wad, ale uznać że przy ogólnej ocenie wady te wpływają w minimalny sposób na przyjemność z obejrzenia danego tytułu. Można również przy pierwszym oglądaniu praktycznie nie dostrzegać żadnych wad. Można również widzieć wady, ale czytając jak niektórzy niekulturalnie oceniają to anime(wyzywając je) pisać na złość że jest świetne, idealne. Najgorzej jest jeśli ktoś mówi że nie ma żadnych wad czyli jest w 100% idealne. Mai Hime to taka mieszanka bo trochę komedii i dramatu (aczkolwiek zakończenie jak w SM). Ale bardzo mi się spodobał ten tytuł choćby w dużej mierze dzięki genialnej wprost muzyce(Ensei). Mógłbym oczywiście powiedzieć że wiele zachowań jest durnowatych do potęgi, ale tak jest w 90 % procent anime. Poza tym i tak Hime dużo lepsze od Otome. Elfen Lied też zarzucano nierealne zachowania i tym podobnie ale to szczegóły nie mające większego wpływu na odbiór. Ja jestem w stanie wiele wybaczyć anime pod tym warunkiem że dawka nie śmiesznej głupoty nie przekroczy pewnych granic. Przykładowo School Rumble to genialna komedia lecz niestety chwilami zachowania Tenmy i Harimy mimo że według twórców nadal miały śmieszyć to u mnie powodowały odwrotny efekt gdyż zaczynały bardzo wkurzać.
Na zakończenie to powiem że najlepsze są anime trafiające szybko do dużej grupy ludzi bo chyba oto każdemu chodzi. Co z tego że niby są jakieś wybitne anime skoro tylko mała część osób będzie tym zainteresowana bo powiedzą że albo nudne, albo nie ten klimat. Co z tego że recenzenci i krytyka ocenią dane produkcje na 10/10 skoro i tak popularność będzie ich mała. Najważniejsze jest to żeby jak najwięcej osób to obejrzało i im się spodobało. W Polsce to nie możliwe bo jak ktoś się nie interesuje anime to raczej nie obejrzy.



Pottero - Pt lut 01, 2008 3:19 pm
Tutaj się nie zgodzę, bo gdyby wszystkie anime tworzone były pod publiczkę, żeby spodobały się jak największej ilości osób, już dawno nie było by niczego, co ten, powiedzmy, gatunek mógłby nam zaoferować – oglądalibyśmy ciągle jakieś sztampowe i wtórne nudy, jak „Naruto”, „Bleach” czy „Elfen Lied”. Są ludzie, którym zależy przede wszystkim na dobrze opowiedzianej, interesującej i oryginalnej historii, która niekoniecznie musi być absolutnym majstersztykiem graficznym czy dźwiękowym. Bardzo dobrze, że takowe powstają, bo zainteresowani mogą sobie z morza masówek wyłowić właśnie takie opowieści i do nich się ograniczyć. Mimo wszystko dobrze, że nie kręci się tylko takich anime, bo sytuacja byłaby analogiczna – kiedyś w końcu nastąpiło by zmęczenie materiału i zabrakło by oryginalnych, wciągających tytułów. Jakąś masówkę można obejrzeć, w końcu nie samymi arcydziełami człowiek żyje, ale skoro Ty, grzes00y ograniczasz się tylko i wyłącznie do nich, to szczerze Ci współczuję, bo nigdy nie w pełni nie poznasz tego, co tak naprawdę oferują nam anime. Nie zgodzę się również z tym, że najważniejszym priorytetem każdego twórcy anime jest trafienie do jak największej liczby odbiorców i odniesienie komercyjnego sukcesu. Weźmy chociażby Studio 4°C, które tworzy anime ambitne, nie licząc na mnóstwo kasy, a chcąc zadowolić wymagającego widza.

Jest jeszcze jeden minus takiego gloryfikowania sztampy – załóżmy, że ktoś nie jest obeznany z anime i zechce się przekonać, cóż to takiego jest. Zdecyduje się na „EL”, albo jeszcze gorzej „Gantza”, bo te tytuły są wychwalane pod niebiosa. Obejrzy, stwierdzi, że to chłam nie do obejrzenia, i na tym może skończyć się jego przygoda z anime – jego pierwszy kontakt z tym typem kina to zawód i może nie zechcieć więcej oglądać.

Masówki są potrzebne, ale nie można ograniczać się tylko i wyłącznie do nich, twierdząc, że tylko one są potrzebne. Sam powiedz, czym było by dzisiaj anime, gdyby nie filmy Miyazakiego czy starsze produkcje Gainaksu?



grzes00y - Pt lut 01, 2008 3:27 pm
Człowieku nie mierz tak samo Naruto, Bleach do Elfen Lied. Gantza jeszcze nie widziałem ale widzę że na przykład FMP jest świetne.
Powiedz mi co ty gadasz za brednie że ja się ograniczam do czegoś. Oglądam to co mi się podoba i odpowiednio po obejrzeniu oceniam.
Jak ktoś mi poda świetne anime to obejrzę i ocenię czy rzeczywiście są świetne.
Gdzie ja pisałem o ograniczaniu się do masówek ? Takie prymitywne wnioski wyciągać to się nie spodziewałem.



sketch - Pt lut 01, 2008 3:51 pm

Człowieku nie mierz tak samo Naruto, Bleach do Elfen Lied.

Ale dlaczego?
Przecież Pottero bardzo wyraźnie zdefiniował kryterium wg którego zestawił te trzy tytuły ze sobą. Wymienił sztampowość i masowość, moim zdaniem nie ma tu żadnego zgrzytu logicznego. Zaproponuj jakieś inne ktyrerium, które byłoby obiektywnie przekonujące i nie odwołujące się do osobistych sympatii. Jeśli to Ci przeszkadza ; )



grzes00y - Pt lut 01, 2008 3:53 pm
Choćby ilość odcinków i przeznaczenie wiekowe. To wystarczający powód. Anime robione pod publikę to nie wada a zaleta. Choćby ecchi. Jakby większość osób tego nie chciało to by tego unikano.
Elfen Lied to na pewno oryginalne anime. Mniejsza z krwią i przemocą. To nie o to chodzi, ale nie widziałem takiej historii jeszcze z takimi postaciami.



Xian - Pt lut 01, 2008 4:07 pm

Nazywanie gatunkiem ma tyle samo sensu co mówienie np. o kinie hiszpańskim jako o gatunku kinematografii. Nie wydaje ci się to trochę jak lokata? Przewraca oczami
Czy problem polega na zastosowaniu jakiejś typologii? Bo oczywiście, możemy jej nie stosować, ale jeśli stosujemy, to nijak błędne wydaje mi się stwierdzenie, że kino hiszpańskie to gatunek kinematografii. Nie zamierzam się przy tym upierać, więc może mi to jeszcze inaczej wytłumaczysz.


Zapomniałem dodać, że wspomniane artykuły (nie książki) można przy odrobinie pracy znaleźć w sieci. Jako podpowiedź powiem, że wiele Uniwersytetów publikuje mniejsze prace swoich badaczy.

Znalazłem taką ksiażkę w Empiku
Cena znośna, więc chyba zamówię. Niestety nie jestem obeznany z akademickim angielskim, no ale się zobaczy.



sketch - Pt lut 01, 2008 4:28 pm

Choćby ilość odcinków i przeznaczenie wiekowe. To wystarczający powód.

pozytywnie czy negatycznie waloryzujący, bo nie rozumiem? Jest dużo dobrych anime, z ilością odcinków powyżej 50, jeśli dobrze wnioskuję, że jednak ilość ma być czymś umniejszającym wartość.
I niestety nie są to powody aż na tyle dużego kalibru, żeby umniejszyć sztampowość, o której była mowa.

Anime robione pod publikę to nie wada a zaleta.

Bezpieczniej byłoby przyznać, że i wada i zaleta (w takiej czy innej kolejności).


Elfen Lied to na pewno oryginalne anime. Mniejsza z krwią i przemocą. To nie o to chodzi, ale nie widziałem takiej historii jeszcze z takimi postaciami.

Tu już kometarz sobie podaruję... ; )



grzes00y - Pt lut 01, 2008 4:55 pm
Mnóstwo osób chciało kontynuacji Elfen Lied. To anime ma tylko 13 odcinków. Manga jest o wiele dłuższa i ma inne zakończenie. To anime jest oryginalne a jeśli sądzisz że nie jest to czekam na tytuły innych bardzo podobnych anime. Chyba że przez oryginalne co innego rozumiecie. Tłumaczyłem już że mniejsza z krwią i przemocą i nagością w tym anime. Są to elementy przyciągające przed ekran ale na pewno nie są głównym czynnikiem decydującym o popularności Elfen Lied.



Pottero - Pt lut 01, 2008 4:55 pm

Choćby ilość odcinków i przeznaczenie wiekowe. To wystarczający powód. Anime robione pod publikę to nie wada a zaleta. Choćby ecchi. Jakby większość osób tego nie chciało to by tego unikano.

Jak już mówiłem w poprzednim poście, anime tworzone pod publikę również są potrzebne, ale tylko i wyłącznie jako jakieś urozmaicenie. Nie wyobrażam sobie, że można by było jechać tylko na czymś takim. Lubię ecchi, dobrze się przy tym bawię, ale nigdy nie umniejszałem anime ambitnym, eksperymentalnym, głębokim, ze złożonymi fabułami itd. – takie też lubię oglądać. I wcale nie uważam, że ich niemasowość jest wadą, wręcz przeciwnie. Lepsze to od kilkuset odcinków bzdetnej serii, gdzie ¾ to fillery.


Elfen Lied to na pewno oryginalne anime. Mniejsza z krwią i przemocą. To nie o to chodzi, ale nie widziałem takiej historii jeszcze z takimi postaciami.

A ja znam całe mnóstwo takich historii, chociaż nie w formie animowanej, ale to już jeden czort. Kosztują około dziesięciu złotych, kupić je można w prawie każdym kiosku, a potocznie nazywa się je harlequinami. Nie przedstawiają żadnej wartości artystycznej, służą jedynie dostarczeniu taniej rozrywki i miałkiego romansu. „EL” jest takie samo, z tym, że rozgrywa się w Japonii i jest bardziej krwawe. Fabuła i bohaterowie są jednak na tym samym poziomie.


Tłumaczyłem już że mniejsza z krwią i przemocą i nagością w tym anime. Są to elementy przyciągające przed ekran ale na pewno nie są głównym czynnikiem decydującym o popularności Elfen Lied.

Nie sądzę... Małolatów chyba właśnie to najbardziej przyciąga przed ekrany.



grzes00y - Pt lut 01, 2008 5:04 pm
Dla mnie w EL najbardziej się spodobała ta piękna i wzruszająca historia.
Ani jedna osoba krytykująca EL tego nie zauważa. W kółko tylko piszą te swoje bzdury o płytkich postaciach, nierealnych zachowaniach, krwi, przemocy, nagości.
Więc o ile wielu fanów anime jest zaślepionych to wielu recenzentów także bo nie dostrzega zalet.
Choćby ty przeginasz z tym co piszesz.
Czyli jednak prawdą jest że nie znacie ani jednej historii, anime podobnego do tego. Więc to jedynie utwierdza mnie w tym że to co mówię jest prawdą.



Muchal - Pt lut 01, 2008 5:46 pm
Ta cała batalia o EL przypomina mi wydarzenie z przed kilku lat gdy zostałem na piętnowany przez swoją "ekipę" wygłaszając pogląd, że St. Anger Metallici to bardzo dobra płyta, pewnie niektórzy z Was uznają mnie za debila ale jest gotów bronić jej niczym Rejtan Polski. Tak samo można się odnieść do dyskusji o EL. To że ktoś to uważa za wspaniałe anime wcale go nie dyskredytuje tak samo Bleach i Naruto obydwa tytuły oglądam świadom ich wad i masowości ale jakoś nie mogę sie doczekać następnych odcinków. Tak samo myślę, że nie dyskredytuje mnie to że nie znam się na anie jego twórcach i tak dalej. Lubię oglądać, czerpię z tego pozytywne odczucia ale jakoś większą radochę sprawia mi lektura rozpraw i tytułów poświęconych polskiej konstytucji. A to wcale nie czyni ze mnie fana polskiego sejmu. Więc nikt mi nie powie, że tylko dlatego że nie wiem kto reżyserował Ghost in the Shell to jestem gorszy od tego co wie. A co do samego pojęcia fana może ktoś podejmie się tego zadania i kreśli pojęcie Animefan z kilku definicji zawsze możemy wybrać wspólnie tą którą uważamy za najbardziej odpowiednią.



sketch - Pt lut 01, 2008 6:56 pm
Bardzo mi się podoba określenie:"czerpanie radochy" i podpisuję się pod nim dwoma rękoma. No i właśnie tu się zaczyna trochę problem, bo co innego czerpać radochę a co innego być inkwizitorem danego anime.
A gdybyś grzes00y spróbował chociaż troszkę spojrzeć na EL z tej innej strony, którą, może niesłusznie, wszyscy tak brutalnie próbują pokazać?
Piękna i wzruszająca historia, jak ją nazwałeś, jest historią z gruntu kiczowatą. I właśnie dlatego możesz ją nazwać "piękną i wzruszającą", bo taki właśnie już jest kicz, bezwstydnie wyciągający z nas wszystko to co w naszych wrażliwych główkach miało być odzwierciedleniem prawdziwej miłości. I jeszcze czyniący z tego niby dzieło. I to jest przeestetyzowane. I to jest groźne. Neron wkrótce spali Rzym...

A co do fanów. Przypomniały mi się dyskusje toczone u początków magazynu kawaii. Wtedy zastanawiano się nad tym kto ma, a kto nie ma prawa nazywać się "prawdziwym otaku", ale duch tamtych zamierzchłych czasów był trochę inny. Przesycony cierpiętniczością z powodu niezrozumienia przez rodzinę, otoczenie rówieśnicze, generalnie brzydki świat, prawdziwy fan wypłakiwał się na ramieniu innego prawdziwego fana i razem ramię w ramię oglądali sailorki. Kiedy indziej licytowali się w swoim cierpieniu, a potem podkradali sobie vhs'y z entą kopią evangeliona (pochwalę się: mój pierwszy End of Eva był czarno-biały i dźwięk miał tylko w pewnych momentach).
Jak to wygląda dzisiaj? Znormalniało. W końcu mamy jakiś polski rynek anime. Niszowy, ale zawsze. Absurdalne dyskusje o satanizmach wciąż są, ale przynajmniej wiemy, że świat wciąż się kręci. A przynajmniej ja to tak odbieram, z przymróżeniem oka. Czy jest potrzeba definiowania animefana? Jak dla mnie to byłaby próba wyciągnięcia jakiegoś podzbioru z większego zbioru i tak w kółko. Zapętlimy się. I gdzie tu "czerpanie radochy"?



grzes00y - So lut 02, 2008 1:22 pm
Tak tak a ty znowu swoje. Nie jestem recenzentem i uważam za głupotę krytykowanie przeze mnie anime skoro mi się spodobało bo anime się ogląda się dla przyjemności.
Co to mnie obchodzi czy to było dzieło czy nie. Ważne że się spodobało i co najważniejsze prawie wszyscy tak myślą wliczając w to nagrody jakie to anime otrzymało(anidb).
Odnośnie Kawaii i tamtych fanów mogę co nie co powiedzieć bo jakiś czas temu miałem wszystkie numery i je przeczytałem. Niektóre z tamtych listów były po prostu idiotyczne i miałem wrażenie, że albo rodzicie wielu tych dzieci to skończeni kretyni albo tamci fani piszą te listy dla kpin(choćby coś w stylu że rodzice kazali zniszczyć i spalić jakieś mangowe rzeczy, nawet to co kosztowało pieniądze). Jeśli to nie były kpiny to brak mi słów.



Dark Rael - So lut 02, 2008 2:20 pm

wliczając w to nagrody jakie to anime otrzymało(anidb)

Nie sa te nagrody niczym specjalnie znaczacym, bo przyznali je przecietni widzowie, a nie znawcy. Znawcy to przyznaja nagrody takie jak mainichi. To tak na marginesie.



sketch - So lut 02, 2008 3:23 pm
A ja myślę, że tamte listy, wtedy, to była całkiem poważna sprawa. Ale z dzisiejszej perspektywy to może wywoływać jak w Twoim przypadku poirytowanie.
Ja mogę tylko dodać, że w przypadku mojej mamy i jej "form prześladowczych" też nie było za ciekawie. Ale, całe szczęście zmieniło się z czasem. I to za sprawą Cowboya Bebopa, hehe. W miarę upływu odcinków na Hyperze tajemniczo zjawiała się przed telewizorem. Co prawda przy ostatnim odcinku zasnęła, nie mniej jednak CB przełamał lody.



Pottero - So lut 02, 2008 3:31 pm
Heh, ja co prawda czasów „Kawaii” nie pamiętam, ale za łebka oglądałem „Sailor Moon”. Rodzicom nie przeszkadzało to do czasu, gdy we „Wiadomościach” i innych serwisach informacyjnych powiedzieli, że w Japonii kilkaset dzieci trafiło do szpitala z objawami epilepsji po obejrzeniu bajki, chyba to były „PokĂŠmony”. Dostałem zakaz oglądania „SM”, ale kto by się tym przejął, skoro to było tak wciągające, że nie można było przestać oglądać? Później oglądałem „Dragon Balla”, to tylko z politowaniem na to patrzeli i stwierdzali „stary koń, a jakieś bajki ogląda”. Dziś niewiele ich obchodzi, co oglądam. Wiedzą, że oglądam anime, nauczyłem ich rozróżniać terminy „anime” i „manga”, zapewne dalej trwają przy tym „starym koniu”, ale zazwyczaj nic nie mówią, co najwyżej czasem ojciec przedrzeźnia seiyū. Ale coś takiego ma za sobą chyba większość polskich fanów anime.



grzes00y - So lut 02, 2008 3:34 pm

Nie sa te nagrody niczym specjalnie znaczacym, bo przyznali je przecietni widzowie, a nie znawcy. Znawcy to przyznaja nagrody takie jak mainichi. To tak na marginesie.
Ci przeciętni widzowie są takimi samymi znawcami jak ci znawcy o których piszesz. I tak lepsza jest opinia 1000 przeciętnych fanów niż 10 recenzentów, znawców, krytyków.
PS: Co do rodziców to zależy jak samemu się do tego podchodzi. Uważam że prawie wszyscy rodzice są za głupi w tym temacie więc najlepiej nic im nie tłumaczyć bo to i tak nic nie da.



Sevi.exe - So lut 02, 2008 3:43 pm
Ci przeciętni widzowie są takimi samymi znawcami jak ci znawcy o których piszesz



Dark Rael - So lut 02, 2008 3:43 pm
Grzes00y nie kompromituj sie prosze Cie.



el doctore - So lut 02, 2008 3:43 pm

Ci przeciętni widzowie są takimi samymi znawcami jak ci znawcy o których piszesz. I tak lepsza jest opinia 1000 przeciętnych fanów niż 10 recenzentów, znawców, krytyków.
A to fakt, jak w tym powiedzeniu: "Skoro miliard Chińczyków je ryż, to znaczy, że MUSI on być dobry". To, o czym piszesz, nie jest pozbawione pewnej logiki - w końcu tysiąc "przeciętnych" fanów ma dużo większe szanse przekrzyczeć dziesięciu krytyków. No, to sobie krzyczcie, Panie grzesiu. Patrząc z boku, to nawet zabawnie wygląda.



grzes00y - So lut 02, 2008 4:03 pm
Ciężko to co piszę do was dociera, ale chyba nic na to nie poradzę.
Mam na myśli tylko jedno. Jest anime i 1000 na 1200 osób po obejrzeniu powie że bardzo dobre. Z tych 200 osób 100 powie że przeciętne. Z tych 100 osób to 50 powie że słabe. Pojawi się 10 znawców, recenzentów itp którzy również powiedzą że słabe bo coś tam i coś tam. No i co wtedy. Wtedy właśnie ocena tych znawców jest mało ważna bo mało osób będzie interesować, a jeśli już to dla podobnych im osób. Bo osoba szukająca dobrego anime jak zauważy że dla tylu osób się spodobało to prawie na pewno dla niej również się spodoba. Możliwe że podobnie jest w przypadku EL.



Pottero - So lut 02, 2008 4:07 pm

Ci przeciętni widzowie są takimi samymi znawcami jak ci znawcy o których piszesz. I tak lepsza jest opinia 1000 przeciętnych fanów niż 10 recenzentów, znawców, krytyków.
PS: Co do rodziców to zależy jak samemu się do tego podchodzi. Uważam że prawie wszyscy rodzice są za głupi w tym temacie więc najlepiej nic im nie tłumaczyć bo to i tak nic nie da.


Drogi grzes00y, proszę, zanim coś napiszesz, zastanów się sto razy, bo to robi się coraz bardziej żenujące. Wróć do nas, gdy skończysz gimnazjum, albo lepiej liceum, i będziesz gotowy do podjęcia dyskusji na poziomie, z jakimiś argumentami, odpowiednio przemyślanymi. Nie chcę, żeby zabrzmiało to chamsko, ale sam z siebie robisz pośmiewisko.


Ciężko to co piszę do was dociera, ale chyba nic na to nie poradzę.
Mam na myśli tylko jedno. Jest anime i 1000 na 1200 osób po obejrzeniu powie że bardzo dobre. Z tych 200 osób 100 powie że przeciętne. Z tych 100 osób to 50 powie że słabe. Pojawi się 10 znawców, recenzentów itp którzy również powiedzą że słabe bo coś tam i coś tam. No i co wtedy. Wtedy właśnie ocena tych znawców jest mało ważna bo mało osób będzie interesować, a jeśli już to dla podobnych im osób. Bo osoba szukająca dobrego anime jak zauważy że dla tylu osób się spodobało to prawie na pewno dla niej również się spodoba. Możliwe że podobnie jest w przypadku EL.


Jak już powiedział el doctore: jedz gówno, miliony much nie może się mylić. Weź może pod uwagę to, że 95% spośród tego tysiąca to nastolatki, które niewiele więcej widziały, więc uważają to anime za ósmy cud świata. „Naruto” ma tysiące fanów, a ile spośród nich to ludzie dorośli? Niewielki odsetek, reszta to dzieciarnia, która o anime ma niewielkie pojęcie. Średnio wyrobiony zjadacz anime, jak np. ja, przeważnie uzna to za jeden wielki schemat, którego nie warto oglądać do końca. Na początku może się podobać, ale w pewnym momencie wszystko robi się wtórne. Ci wyrobieni w tym momencie odpadają, pozostaje tylko dzieciarnia, która ma mnóstwo czasu i może to dalej oglądać. Dorosły człowiek wybierze coś innego, krótszego, żeby poznać coś więcej, a nie ograniczać się do jednego i tego samego.



grzes00y - So lut 02, 2008 4:49 pm
Zdanie tej dzieciarni jest tak samo ważne jak twoje i tobie podobnych. Poza tym radzę baczniej zwracać uwagę na słowa kierowane do mnie bo nie wszystkie są do zaakceptowania przeze mnie. Nigdy nie oglądałem Naruto, Bleach no trochę Naruto widziałem na Jetix i nie wolno 13 odcinkowego anime porównywać z bardzo długimi tasiemcami bo to głupota.
PS: Porównujesz muchę(zresztą nie tylko ty) do człowieka ? Jesteście żenujący do potęgi.



Sevi.exe - So lut 02, 2008 4:59 pm

Zdanie tej dzieciarni jest tak samo ważne jak twoje i tobie podobnych.
Dzieciarnia ma własne gusta, tak jak każda inna osoba. Ty zdajesz się nie rozumieć, że gusta NIE są obiektywną rzeczą.


Poza tym radzę baczniej zwracać uwagę na słowa kierowane do mnie bo nie wszystkie są do zaakceptowania przeze mnie.
Pleciesz największe bzdury, jakie na tym forum można przeczytać. Że tej wypowiedzi nie zaakceptujesz? Mi to, mówiąc delikatnie, malowniczo zwisa.


i nie wolno 13 odcinkowego anime porównywać z bardzo długimi tasiemcami bo to głupota.
Dlaczego? Uzasadnij swoje zdanie. Nie można porównać, przykładowo, folderu Moje Dokumenty z Pałacem Kultury, bo są to dwie, zupełnie różne, należące do innych kategorii rzeczy. Nie wiem natomiast, dlaczego nie można anime do anime porównywać.


PS: Porównujesz muchę(zresztą nie tylko ty) do człowieka ? Jesteście żenujący do potęgi.
Zazwyczaj nie posługuję się wikipedią jako wiarygodnym źródłem, ale tutaj artykuł od prawdy nie odbiega...
http://pl.wikipedia.org/wiki/Przys%C5%82owie



Muchal - So lut 02, 2008 5:35 pm
Bardzo was proszę od much się odczepcie Grzesiu szczerze z każdą następną twoją wypowiedzią coraz mniej cię rozumie. Albo wytocz obiektywne i solidne argumenty które zburzą mur przed tobą postawiony albo przestań w niego walić bo będziesz miał guza. I sokoro dla Ciebie EL jest takim arcydziełem, niech będzie, dla Ciebie i tysięcy wielbicieli na świecie, ale przestań nawracać ludzi i wmawiać im na siłę rzeczy z którymi się nie zgadzają, bo to mi sie wydaje chcesz uczynić na tym forum. Jeden lubi czekoladę a drugi ryż ludzi nie zmienisz tak samo jak ich upodobań. Wracając do mojej wojny o St. Anger do dzisiaj wszyscy moi znajomi twierdzą, że to szajs, a dla mnie jest to płyta z górnej półki. Jednak to,że tak uważamy nie jest dla nas przeszkodą w codziennym życiu, po prostu każdy ma swoje zdanie. I nikt nikogo na siłę nie próbował przekonać do swojej racji. I na tym opiera sie urok tego świata. Pomyśl jakby to było jakbyśmy wszyscy byli tacy sami?