Gdy zacierają sie granice. Anime źródłem zła?
h43m - So wrz 22, 2007 11:48 am
Czekacie na ostatni epizod âźSchool Daysâ albo kolejne epizody âźHigurashi no naku ni koru kaiâ? No to sobie poczekacie!
Z wiarygodnych źródeł (link) wyczytałem, że z powodu morderstwa, jakie wydarzyło się w KyĹtonabe (KyĹto), gdzie nastoletnia córka zabiła swojego ojca toporkiem, w dzień emisji ostatniego odcinka wyświetlono losowe obrazki. Co będzie dalej? Podobno telewizja nadal zastanawia się, czy w ogóle nadać ten epizod. Ci, którzy mają jako takie pojęcie o grze âźSchool Daysâ, wiedzą, co może się stać, a reszta łatwo się domyśli. Trwają też spekulacje na temat drugiego sezonu âźHigurashi no naku koro niâ. Odcinek 12. nie został nadany w ustalonym terminie, nie wiadomo też, kiedy zostanie wyświetlony.
Przypominam, że to nie pierwszy taki przypadek. Poprzednio, cztery lata temu, ten sam los spotkał âźFMP! Fumoffuâ z powodu porwania. Część odcinków, dotyczących porwania, nie została wyemitowania, pojawiła się dopiero w wydaniu DVD.
Co będzie dalej z tymi dwoma seriami? Czy przełożone zostaną również emisje innych seriali?
Przepraszam Autora postu za zmianę tytułu, ale sugestia Raela jest chyba słuszna. Temat ciekawy, warto więc nadać mu bardziej ogólnego charakteru. Pozdrawiam, el doctore
Dark Rael - Pn wrz 24, 2007 8:44 am
Kolejny argument do dyskusji 'anime to zło'. Dalbym temu inny tytul, bo nie odzwierciedla zawartosci.
Manni - Pn wrz 24, 2007 10:33 am
A może mi ktoś opowiedzieć co takiego niepokojącego dzieje się w tym "School Days"?
Dziwne, że zareagowali tak późno - w końcu już w poprzednim sezonie Higurashi mieliśmy SPOILER odcinek z podłożeniem w szkole bomby i przetrzymywaniem zakładników po spoilerze. Jestem w szoku, że do tego nikt się nie przyczepił...
h43m - Pn wrz 24, 2007 2:26 pm
A może mi ktoś opowiedzieć co takiego niepokojącego dzieje się w tym "School Days"?
jak bardzo chcesz sobie zaspojlować zakończenie, to poszukaj w youtube "shool days ending"
tuż przed nadaniem wspomnianego odcinka Higurashi nie stało się nic podobnego (a przynajmniej nic głośnego), więc nie było po co reagować. a znając charakter Higurashi, można łatwo stwierdzić, że wstrzymany odcinek miał moment morderstwa.
co do tytułu, bardziej obchodziło mnie dlaczego anime muszą się cofać z powodu wydarzeń na realu. w końcu to sięstało przed nadaniem odcinka, więc nie ma mowy o tym, aby to ten odcinek wpłynął na wydarzenie.
Dark Rael - Pn wrz 24, 2007 2:46 pm
bardziej obchodziło mnie dlaczego anime muszą się cofać z powodu wydarzeń na realu
Dla swietego spokoju, zeby nie dac pretekstu przeciwnikom przemocy, ktorzy zaraz zaczna szukac dookola winnego. Zamiast szukac prawdziwej przyczyny problemu, pokrzycza troche na tv, kino, gry i szum sie skonczy na niczym a prawdziwa przyczyna zostanie...
h43m - Pn wrz 24, 2007 3:34 pm
Ci cali przeciwnicy przemocy to tylko wielkie gadanie. Może na niektórych to działa, ale ci których to najbardziej dotyczy i tak myślą mięśniami, więc niewiele im to pomoże. Jak tak bardzo chcą działać, to niech zatrzymają GTA, a nie anime. Otaku przynajmniej nie przenoszą przemocy na rzeczywistość. Są jeszcze te amerykańkie filmy, w których "zawsze ktoś musi zginąć, aby film się sprzedał".
Idąc tropem nowego tematu, anime nie jest źródłem zła, a wręcz przeciwnie. Anime jest bardziej edukacyjne niż inne formy rozrywki. W końcu [hide=Higurashi spojler]w ostatnim odcinku Rena i Keiichi doszli do wniosku, że walka nic dobrego im nie da[/hide]
el doctore - Pn wrz 24, 2007 4:24 pm
Oczywiście - nie popadajmy w skrajność, że anime to już tylko słonko na niebie, kwiatki na łące i ... Aria Tak dobrze nie jest. Wiadomo, że są produkcje, które mogą nieprzygotowanym ludziom mocno namieszać w głowie. Jest masa bzdurnych, złych i niebezpiecznych anime (np. Gantz, Speed Grapher) i niestety - to jest wina twórców, że taki syf wychodzi. Łatwo wszystko zwalać na niedouczonych niedzielnych krytyków, ale czasem jednak mają rację, chociaż na temacie się nie znają. Są też serie bardzo ciężkie (np. Boogiepop Phantom czy nawet NGE), które po prostu nieprzygotowanemu odbiorcy mogą wiele krzywdy wyrządzić w sferze psychiki, bo do nich trzeba najnormalniej w świecie dorosnąć. Analogicznie rzecz się ma z grami czy filmami (Manhut, Silent Hill, System Shock 2, filmy gore). Żyjemy w takich czasach, że dostęp do wszystkiego co nas interesuje albo na co trafiamy przypadkiem jest niezmiernie łatwy. Niestety, łatwy dostęp znaczy też - przypadkowy i do przypadkowych ludzi. I póki, np. system edukacyjny nie wyrobi odpowiednich narzędzi, by przygotowywać ludzi na kontakt z tymi nowymi wyzwaniami, nową estetyką (np. anime), nie nauczy ludzi odpowiednio interpretować dane propozycje kulturalne, nie można jednoznacznie powiedzieć, że sztuka "nie jest niebezpieczna", bo jest i to często. Malarstwo Francisa Bacona może być przerażające i druzgocące wrażliwość mniej odpornych osób. Higurashi no Naku Koro Ni, z tą swoją słodką estetyką ale całkiem chorym klimatem i treścią, dla wielu osób też może być niebezpieczne. Coś tam zawsze w człowieku z tego klimatu pozostaje, nawet jak się do tego nie przyznaje albo sobie tego nie uświadamia.
Dark Rael - Pn wrz 24, 2007 5:07 pm
Oczywiscie Doctore, ale jednak takie cos jak GTA jawnie promuje przemoc i nikt z tym nic nie robi, a graja w to nawet dzieci z podstawowki. Zaloze sie, ze Higurashi puszczaja po nocy, wiec to raczej wina rodzicow. Choc z drugiej strony dziecko moze sobie sciagnac fansub, pozyczyc od starszych. Rodzice zeby nie wiem co nie upilnuja. Konkretnych winnych jak zwykle nie znajdzie.
Daldow - Pn wrz 24, 2007 6:12 pm
No na pewno problem edukacji na poziomie instynktownej (tak, istnieje coś takiego wbrew pozorom) reakcji na dobro i zło (to wbrew pozorom także istnieje) jest problememe bardzo ważnym. Czytałem całkiem niedawno (bodajże w przekroju, więc miał dość laicki charakter) artykuł o roli właśnie mediów w wychowywaniu dzieci. Wskazywano tam naturalnie na niebezpieczeństwa np kreskówki o atomówkach, które okazały się swoista groteską w stylu Tarantina a puszczane były na kanale dla dzieci.
Problemem są najmłodsze dzieci, które nie mają jeszcze socjalizacji pierwotnej za sobą. Ich powinno trzymać się z dala od przemocy (przy czym bezsprzecznie badania wykazały znacznie bardziej szkodliwy wpływ gier wideo) w mediach. Jednocześnie można popierać inicjatywy medialne, które nie zawierają realistycznej przemocy (choć niektórzy twierdza ze ta nierealistyczna potrafi być groźniejsza) bo rozwijają one m.in inteligencję.
Co jednak z nastolatkami, którzy teoretycznie powinni mieć elastyczny, ale jednak nie "gumiasty" kręgosłup moralny? Czy to dla nich ma jakiekolwiek znaczenie?
Poza tym, nie zapominajmy o jednym i najważniejszym. Mówimy o Japonii. To nie jest Polska, gdzie zdejmuje się rażący emerytów billboard bo trzeba zarobić parę punktów wyborczych. Mamy tam do czynienia z pokoleniem, które wyrosło pośród neonów i miliardów kolorów wylewających się z każdego rogu. Dodając do tego genetyczną skłonność wschodnich azjatów do popadania na schorzenia epileptyczne i uszkodzenia układu nerwowego, to dostajemy obraz społeczeństwa które płaci ogromną cenę cudu technologicznego. Do tego dochodzą rodzice pracoholicy, którzy nie wychowują swoich dzieci.
No i właśnie. Tysiąc problemów, ale winny jest zawsze jeden. Znacznie łatwiej wstrzymać dystrybucję problematycznego anime/filmu/gry niż powiedzieć Japończykom, żeby zajęli się swoimi dziećmi (doprowadzając do ruiny PKB Japonii) albo zdjęli wszystkie błyskotki z ulic i pogrążyli się w ciemnych alejkach a la stary Paryż czy Londyn.
Ja specjalnie nad wstrzymaniem emisji obu seriali nie rozpaczam, ale to ciekawy sygnał sugerujący, że pragmatyczni Japończycy uciekają od swoich problemów cywilizacyjnych w sposób najprostszy i krótkowzroczny...
h43m - Wt wrz 25, 2007 11:15 pm
Po pierwsze, według mnie, nierzeczywista przemoc jest nieco lepsza, bo przynajmniej w jakiś sposób wiadomo, że coś takiego nie powinno się stać i jako tako zarysowuje granicę między naszą rzeczywistością a rzeczywistością wirtualną. rzeczywista przemoc natomiast może wydawać się na tyle normalna, że niektórzy myślą może warto spróbować.
Skoro też mowa o Japonii (nie jestem znawcą kulturowym, więc nie mam tak wielkiej pewności), ludzie tam mają raczej tendencję do zamykania się w sobie z powodu wzrastającej presji otoczenia i słabych związków międzyludzkich. Pamiętamy, że to tam powstał termin Hikkikomori, oraz że aż 20% męskiej młodzieży Japonii przynależy do tej grupy (więcej). Z drugiej strony jednak, prawdą jest, że osoby o zaburzeniu schizoidalnym (hikkikomori można uznać za skrany przypadek tej choroby) mogą okazać agresywność w sytuacjach, gdy każe im się przystosowywać do kontaktów międzyludzkich.
Również można podkreslić, że to jest Japonia, a nie Polska, czyli kraj w której sześciolatnowie walą w mur i krzyczą "k*rwa masz". Oczywiście bez urazy dla ortodoksyjnych Polaków - usłyszałem to od mojej nauczycielki.
Wracając do tematu dwóch anime wymienionych w początkowym poście, School Days będzie tylko nadany podczas wydarzenia podczas wydarzenia w Tokyo (szczegóły nieznane / źródło). Higurashi Kai wstrzymane tylko na niektórych stacjach i prawdopodobnie będzie dalej nadawane mimo drugiego, podobnego morderstwa (źródło).
Kotonoha - Cz lis 01, 2007 6:13 pm
Mam 13 lat i nie myślcie sobie że nie jestem dojrzała i nic nie wiem,bo wiek nie ma tu nic do rzeczy.Oglądałam "school days" i prawie wszystkie jego zakończenia.Oglądałam także "Higurashi no Naku Koro Ni".Te filmy,a raczej bajki mocną mną wstrząsnęły,to znaczy że potraktowałam sobie je zbyt poważnie,chciałam byc taka jak Kotonoha czy też Setsuna.Moi rodzice nigdy nie pozwolili mi oglądać "Atomówek",czy też innych takich złych bajek.Moim zdaniem to nie wina rodziców że dzieci oglądają takie bajki.Rodzic nie jest cały czas przy dziecku i nie dopilnuje!Tacy rodzice to by byli tyrani .To prawda że takie seriale z anime jak właśnie np.School days mogą bardzo mocno wpłynąć na psychikę dziecka.Dziecko nie wie czy wtedy w jakim jest świecie nie wie że tamto co oglądał to fikcja.Miesza mu to w głowie,jednak lubie serial "school days ale teraz oglądam go z dystansem.Nie ukrywam także,że gdy oglądałm odcinek gdzie [hide]Kotonoha popełniła samobójstwo[/hide] popłakałam się:P.To tyle co mogę napisać.I prosze nie myśleć sobie że jestem małym dzieckiem i nic nie wiem o życiu i w ogóle nie powinnam się odzywać.
Pozdrawiam:Kotonoha Katsura ^^
h43m - Cz lis 01, 2007 6:56 pm
Wiek tu nie ma wielkiego znaczenia, lecz różnicę robi ilość doświadczenia z anime jak i ze społeczeństwem. Sposób w jaki się wypowiadasz wystarczy, aby zarobić Ci trochę szacunku i świetnie świadczy o Tobie, więc nie musisz w ogóle wspominać swojego wieku, chyba że koniecznie chcesz isę tym chwalić, co nie wpłynie na Twoją opinię zbyt pozytywnie.
Z drugiej jednak strony chciałem podkreślić kilka rzeczy. Po pierwsze, tok rozmowy już daleko odbiegł od SD czy Higurashi, jakoże zajmuje się szerszym zagadnieniem, który został ujęty w temacie. Po drugie, nie podoba mi się to jak używasz słowa "bajka", bo to oznacza utwory wierszowane pisane prozą i zawierające morał. Którko mówiąc, nie pochwalam mowy potocznej w poważnym temacie. Również "Atomówki" należą do nieco innej kategorii filmów animowanych, bo w przeciwieństwie do większości anime (ale nie jest anime), są tworzone właśnie dla dzieci.
Wracając do treści dyskusji, chciałbym zauważyć, że dzieci trzeba trzymać z daleka od wielu produkcji właśnie dlatego, że nie rozróżniają rzeczywistości od fikcji. Z tego właśnie powodu puszcza im się kaczory, które gadają, śpiewają i tańczą (odn. Kaczora Donalda), czy też takie "Atomówki". Umiejętność rozróżniania rzeczywistości i fikcji jest już dowodem uzyskania poziomu wyższego niż jakiegośtam gracza/oglądacza, który wychodzi na ulicę z siekierą nasladując jedynie swoją ulubioną postać. Dlatego też nie widzę wiele zła w tym, aby małym dzieciom się zakazywało oglądania anime. Z drugiej strony, puszczanie im niektórych tytułów (zwłaszcza zachodnich tytułów) może im pomóc ustalić granicę rzeczywistości i fikcji od podstaw, zanim sięgną po rzeczy, których granica nie jest tak oczywista.
PS. Odcinek który wspominasz nie jest odcinkiem, tylko alternatywnym zakończeniem z gry.
Dark Rael - Cz lis 01, 2007 6:57 pm
Jak pokazuje przyklad Kotonohy (witaj ) tego sie nie kontroluje i nie wiem, czy w przypadku p2p nie jest to gorsza strona problemu niz samo piractwo.
Powinienem tu przykladnie zabronic ogladac tych anime, przez kilkunastolatkow, ale czy one posluchaja? To bylo pytanie retoryczne...
h43m - Cz lis 01, 2007 7:01 pm
Powinienem tu przykladnie zabronic ogladac tych anime, przez kilkunastolatkow
Ej, mi też?
Moim zdaniem, zwykły werbalny zakaz może zadziałać przeciwnie, czyli tylko skusi wiele osób do obejrzenia go.
@Kotonoha - dlaczego Twój post wyleciał: jak chcesz rozmawiać o konkretnych anime, to zapraszam do odpowiednich działów. Temat ich nie dotyczy, ale możne nawiązać. Pozdrawia Moderacja.
Sevi.exe - Wt gru 18, 2007 3:27 pm
Nie jest jednak tak, ze dzieci zawsze musi ciągnąć do takich serii. Mówię tutaj o "dzieciach", chodzi mi jednak o nieco starsze dzieci, od 10 lat wzwyż.
Sam mam lat 12, a gore oglądać nie lubię, szczególnie w wydaniu takim, jak endingi z SD. Owszem, Higurashi no Naku Koro ni oglądałem, ale nie dlatego, że tam "tak fajnie się krew leje", lecz dlatego, że było to anime ze wszech miar dopracowane i dobre. School Days natomiast jest tylko bezsensownym tworem napakowanym po brzegi groteską i psychozą. Jak dla mnie, nie ma sensu ni potrzeby puszczać tego dla szerszej publiki.
Matrixen - Wt gru 18, 2007 4:11 pm
school days nie jest wcale zlym anime a wrecz powiedzial bym ze dobrym...
Porusza wazne tematy w zyciu przecietnego licealisty no i mala przestroga na przyszlosc
Koniec jest dla mnie naprawde orginalny bo jeszcze z takim anime sie nie spotkalem. Jak dla mnioe school days zaliczam do anime udanych...
Higarushi ahh klimat ktore poprostu lubie
ale do takich anime trzeba miec naprawde juz okreslony wiek poniewaz takie male dzieci moga źle zrozumiec przekaz scenariuszu i sobie jeszcze ubzdurac conieco...
luki_102 - So sty 19, 2008 11:31 pm
Ja mam 13 lat;]
Nie lubie jak ludzie mowia ze przez anime gry itp. staje sie brutalniejszym itp.. owszem nie uwazam ze nie ma to wogule wplywu ale moim zdaniem to w duzej mierze zalezy od psychiki ogladajacego...
School Days ogladalem i prawde mowiac ogladajac 12 odcinek mialem dola prez pol dnia ;/
Co nie znaczy ze to zle anime... wrecz przeciwnie... mozna z niego wyniesc kilka dobrych zeczy
zonk486 - Pt sie 07, 2009 8:01 pm
to, czy dane anime jest złe, czy niedobre, powinni decydować rodzice, bądź osoba, która jest za siebie odpowiedzialna (lub jak to ładnie prawnie nazywają, jest pełnoletnia). O tym, czy dane anime jest dla kogoś przeznaczone, czy nie, powinny decydować oznaczenia wiekowe, które u nas są ustawiane według chorych barierek. Przykładem tego jest Onegai teacher, które według kreskowka.pl jest oznaczone jako +18 (nie wiem osobiście dlaczego, bo zam bym je oznaczył na max +15/+16). a są serie, które powinny być tak oznakowane, a nie są. Więc nie ma takiego, co by to dobrze oznaczył. Druga kwestia to stosowanie oznaczeń wiekowych zarówno przez rodziców, jak i zamych oglądaczy anime. Ja sam mam zaledwie 18 lat, ale jak patrzałem, gdy rodzic kupuję grę z serii "Włatcy móch" (ewidentne +18) dla 10-letniego (na wygląd) dziecka, to aż mnie zalewało. Moim zdaniem wina leży głównie po stronie rodziców, ponieważ oni mają niepisany obowiązek sprawdzenia, czy dane anime jest dla ich "pociech" odpowiednie...
Syunikiss - So sie 08, 2009 5:10 pm
myśle, że shoty i lolikony to przegięcie
Lily - Pn kwi 05, 2010 12:01 pm
Jak dla mnie to zależy do ludka. Po obejrzeniu Higurashi ziewałam i śmiałam się z naciągniętych i niby brutalnych scenek plus debilizmu tych słodkich dziewczynek. Ale znajdzie się ktoś, kto nie będzie mógł spac czy popłacze się ze strachu. Norma.
Uznajemy jednak, że anime jest źródłem zła. Wielkie piersi i krwawe masakry sprawiają, że ludzie stają się jeszcze gorsi niż są. Jednakże skoro anime to dochodzą też wszelkiej maści horrory, thillery czy nawet komedie. A reżyserzy czy scenarzyści działający przy takich produkcjach to od razu an krzesło powinni iśc, bo serio muszą miec spaprane umysły wymyślając tego typu rzeczy. No to co.? Nie oglądamy nic, bo a nóż znajdzie się po.jeb, który zacznie zabijac.? Nie żyją świeczki. Przestańmy się ubierac i jedzmy się na wzajem. Amen.
A co do Władcy Móch (ktoś wcześniej wspomniał). Najbardziej chora, wcale nie śmieszna i najdurniejsza z durnych produkcji polskich. Nawet 'Wojna polko-ruska' to przy tym objawiajacy sie logiką i przeznaczony dla mózgowców film.
Aż trudno uwierzyc, że nadal są tak zacofani ludzie na świecie. Ehh ><
roof_flies_off - Wt kwi 06, 2010 5:32 pm
"Wojna polsko-ruska" to w moim mniemaniu pozycja fenomenalna i jedna z najbardziej niedocenionych przez ogół odbiorców produkcji filmowych ostatnich lat.
Chociaż przy każdej próbie zdefiniowania właściwej treści tego dzieła, dokonane zostaje duże uproszczenie oraz gwałt na jego wieloznaczności i mnogości możliwych, absolutnie indywidualnych interpretacji; to by dać obraz tego, jak ten film MOŻE, chociaż oczywiście nie musi być odebrany:
http://www.kino.org.pl/index.php?option ... Itemid=314
Polecam również wszystko co na temat "Wojny" napisał Tadeusz Sobolewski.
Temu filmowi samemu trzeba nadać znaczenie. Może to być pełna żywiołowości charakterystyka współczesnego, polskiego społeczeństwa, może nawet traktat o istocie istnienia, wystarczy szukać.
Czy fakt, że w tym tytule nic nie zostaje podane na złotej tacy i cztery razy nazwane po imieniu, obniża jego wartość?
"Wojna" to coś więcej niż tylko nielinearną , surrealistyczną narracja, niż niemożliwa do logicznego uporządkowania według norm właściwym dla dnia codziennego fabuła. Ale to "coś", prawda zawarta w tym filmie, jest równie nieokreślona i efemeryczna, jak ten dziwny surowiec, który nas ciągle niszczy i tworzy na nowo - emocje.
Zadaj sobie proszę te pytania: czy przedstawiana w dziele filmowym prawda będąca konstrukcji jasnej i przejrzystej faktycznie pozostaje prawdą, a nie staje się jedynie prawdą rzekomą, marną imitacją absolutu?
Jaką wartość ma taki Holiłódzki morał?
I czy naprawdę wolisz Emmericha od Żuławskiego?
Dla formalności:
Mówiąc o pochodzeniu zła wspomnijmy "Władcę much" Williama Goldinga, bądź też "Piknik na skraju drogi" Strugackich. Popatrzmy na świat wokół i zostawmy anime, Marilyna Mansona oraz inne dzieła szatana w spokoju. - Brzmi to trochę jak jakiś niepełnosprytny manifest, ale co tam.
Shinyu - Pt kwi 09, 2010 7:02 am
Mówisz, film. A co z książką - w końcu pierwowzór?
roof_flies_off - N kwi 11, 2010 2:02 am
Się przyznam bezczelnie, że jeszcze książki nie czytałem, film natomiast widziałem parokrotnie.
Jako, że Lily właśnie temat ekranizacji poruszyła, poczułem się dość kompetentny by stanąć w jej obronie
Daldow - N kwi 11, 2010 7:25 am
Się przyznam bezczelnie, że jeszcze książki nie czytałem, film natomiast widziałem parokrotnie.
Ja z kolei mając niezbyt pochlebną opinię na temat książki, filmu nie obejrzałem wcale. Książka razi ignorancją, a wśród jej nielicznych zalet można chyba uznać jedynie językową konsekwencję i umiejętność stworzenia oryginalnego jak na normy polskiej literatury języka. Co do treści zaś, to pozostanę sceptykiem twórczości jej autorki. Moim zdaniem na moment powstania książki nie było w niej zbyt wiele prawdziwej pisarki czy intelektualistki, co dobitnie wykazała brakiem treściowej koncepcji. Mówisz o tym, że film nie podaje wszystkiego na tacy. Jeśli tak jest to mam nadzieję, że nie masz tu na myśli surrealizmu wersji książkowej, która w kopniętej nowomowie próbuje ukryć to, że niewiele poza egzaltacją ma do przekazania. Zdaję sobie jednocześnie sprawy, iż ta narracyjna maniera pozwala wyciągnąć z historii tak naprawdę wiele bardziej lub mniej dogodnych tez, do których z kolei każdy opisujący dzieło kultury ma prawo.
Nie jestem najmniejszym nawet autorytetem w zakresie literatury, ale książka zniechęciła mnie w stopniu znacznym do filmu i obawiam się, że twoja pozytywna o nim opinia raczej tego nie zmieni
Shinyu - Pn kwi 12, 2010 2:36 pm
Ja właściwie niczego dodawać nie muszę, bo myślę dokładnie to samo, co Daldow. Wyczuwam w książce natrętne silenie się na stworzenie dzieła ponadczasowego, ujmującego swoją brutalną bezpośredniością. Niektórzy dali się na to nabrać, wykrzykując peany na cześć nowatorskiego stylu, mnie książka razi sztucznością. Napisana byle jak, chaotycznie, chyba miała zachwycać, ale jest bez sensu. To nie dlatego, że jej nie rozumiem. Rozumiem, ale po prostu uważam za głupią.
Dlatego też filmu nie ruszyłam, choć słyszałam o nim (co mnie zaskoczyło) opinie pozytywne. Ale także słowa, że film jest "nie do ogarnięcia". Dlatego zastanawiam się, czy ludzi nie ekscytuje w tym właśnie ta niejednoznaczność i chaotyczna papka. W filmie tego może nie być widać, ale w książce wyraźny jest ten brak treściowej koncepcji, o której Daldow wspomniał.
Tyle na ten temat.
roof_flies_off - Wt kwi 13, 2010 9:40 pm
Dziękuję, że mnie oświeciłaś.
Niektórzy dali się na to nabrać, wykrzykując peany na cześć nowatorskiego stylu, mnie książka razi sztucznością.
Prawdę mówiąc nie wiedziałem, że dałem się nabrać. Jeżeli nie widziałaś filmu, to w ramach ciekawostki dodam, że dialogi posiada niemal w całości pochodzące prosto z książkowego oryginału i są one jego szalenie istotną częścią.
W każdym razie, film obejrzałem po raz pierwszy tylko dlatego, że mi się wybitnie nudziło i akuratnio był pod ręką. Może Ci się wydać to szokiem, ale przed seansem nie czytałem ŻADNEGO tekstu na jego temat, a całą swoją wiedzę o nim opierałem na niezbyt wygórowanych ocenach na portalach takich jak imdb, czy filmweb.
A tu proszę! Cud! Jednak bez wsparcia stada lewackich krytyków pokochałem ten film, odczuwając go całym sercem, interpretując na wielu płaszczyznach, przez wiele kontekstów. Każda z kolejnych interpretacji była tylko częścią większej składowej, ogólnego wrażenia - eklektyzmu i synkretyzmu zarazem. Wrażenia niestabilnego, plastycznego, ale przez to również żywego i prawdziwego.
I by uzyskać taki obrót sprawy, wcale się nie siliłem. Chłonąłem każdą kolejną scenę, każde kolejne ujęcie, każde słowo wypowiadane prze bohaterów. Bez przymusu, ze spontaniczną radością i dziką satysfakcją - zupełnie naturalnie. Po prostu pozwoliłem się temu filmowi porwać.
Natomiast w kwestii sztuczności, silenia się na stworzenie arcydzieła przez niedouczoną grafomankę, jak również braku spójnej koncepcji. Prawda, dziewczyna się przyznała, że pisząc "Wojnę" po prostu bawiła się bohaterami, ciekawiło ją jak sytuacja w jej książce się rozwinie, co też im jej wyobraźnia zgotuje. W innych wywiadach dokonuje interpretacji różnych motywów przewijających się przez jej książkę. Jakiś dzielny jej obrońca może rzec(niekoniecznie będąc przy tym blisko prawdy) - "Dziewczę tak czuło, a pióru pomogło wylać na papier jej frustracje. Teraz, gdy dojrzała, z perspektywy czasu jest w stanie lepiej zrozumieć dlaczego dopuszczając się niczym nieskrępowanego tworzenia właśnie to umieściła w swojej książce."
W wywiadach telewizyjnych widać było: wadę wymowy; niegramatyczną składnię; brak umiejętności wyartykułowania chociażby jednego trzymającego się kupy argumentu. Nie powiem by był to dobry prognostyk na "dalszą drogę z Masłowską". Jednak gdy zrobisz parę pierwszych kroków...
Niespodzianka - to słowo aż cieśnie się na usta. Polska literatura być może odnalazła swojego Nikifora *
I nie obchodzi mnie, czy Masłowska faktycznie miała na myśli to, co wyciągnęli na wierzch krytycy, czy jest geniuszem, czy idiotką. Nie obchodzi mnie to tak długo, jak jej prace, czy w tym wypadku, ich pokłosie będzie mnie poruszać i do mnie trafiać. Bo "Wojna polsko-ruska" może stymulować. A fakt, że Ciebie to nie rusza, nawet gdy rozumiesz treść, nie oznacza, że żaden człowiek inteligentny, że pozwolę i siebie do tego grona zaliczyć, nie może się tym tytułem szczerze zachwycić.
*Dalej książki nie czytałem, więc wybaczcie zdecydowaną obronę tego tytułu.
PS
Przepraszam, że podczas tej dyskusji powtarzam pewne rzeczy już parokrotnie.
Można by przytaczać dziesiątki pasjonujących wywodów opartych na "Wojnie polsko-ruskiej". W jednak filmie nie było dużo "mięsa" i by ono się pojawiło widz sam musiał to swoje, prosto z serca, zaangażować. Sama "Wojna" niewiele znaczy, ale przecież człowiek musi postrzegać sztukę przez pryzmat swojej wiedzy, jak również odczuć i to one mogą nadać jej wartość. To po prostu naturalne. Chciałbym wiedzieć czy Twoim zdaniem zainspirowane/oparte na tym tytule wywody są zasługują na uwagę, czy też może ze względu na ich pochodzenia, godne są jedynie deprecjonującego miana nadinterpretacji.
PS 2
Tak troszeczkę poza główną częścią wiadomości dodam, że przynajmniej moim zdaniem film jest błyskotliwie zrealizowany pod względem formalnym. Sankju.
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL