Jedzonko *^_^*



Solar - Pt sty 04, 2008 11:28 pm
Ręka do góry, kto nie lubi jeść. Hmmm... Nie widzę ani jednej łapy, więc pewnie dobrze trafiłam =p
Zamiast pisać rozległe wstępy na temat kuchni japońskiej, podam Wam od razu przepis na ciastka ryżowe

1. Wsypujemy ryż do jakiegoś naczynia, najlepiej od razu do garnka (mniej sprzatania będzie ). Ryż w torebkach nie wchodzi w grę, musimy je wtedy rozciąć i wysypać zawartość. Wlewamy wody, płuczemy ryż i wylewamy wodę. Powtarzamy do conajmniej kilka razy, woda musi zacząć być w miarę przejrzysta, a nie biała jak na początku.
2. Wlewamy czystej wody, powiedzmy tyle, żeby było jej dwa razy więcej niż ryżu. Gotujemy. Chodzi o to, żeby stał się miękki i kleisty, a cała woda wsiąkła w niego (częściowo wyparuje). Gdyby ryż nadal był twardy, a stał się już gęsty, możemy dolać wody. Mieszamy co chwila, żeby nic się nie przypaliło.
3. Wykładamy ryż na jakiś duży talerz i zostawiamy dosłownie na kilka minut do wystygnięcia, musi byc jednak ciągle ciepły. Gdy będziemy mogli go już trzymać spokojnie w ręku, lepimy z niego kulki, a do środka wkładamy suszoną śliwkę.
4. Zostawiamy na jakiś czas. Dość szybko zauważymy, że ryż, chociaż nadal miękki, przestaje się kleić i można nasze ciacha wziąć bez problemu w rękę.

Kilka moich uwag:
- można użyć ryżu bismati. Ślicznie pachnie i smakuje inaczej niż zwykły, biały ryż. Cena jest praktycznie taka sama.
- suszoną śliwkę można zastapić czymś innym, chociaż ponoć to ona tradycyjnie tkwi w ciastkach ryżowych. Ja osobiście nie lubię suszonych owoców, więc za pierwszym razem robiłam z pokrojonym na małe kawałki jabłkiem. Słowem - Wasz interes co wsadzicie do "snieżek".
- w jednej torebce jest wbrew pozorom dużo ryżu - spokojnie wyjdzie z niej około 5 kulek.
- ryżu się nie soli podczas gotowania, rozumiem jednak, że jesteśmy przyzwyczajeni do zdecydowanego smaku. Ważne jednak, by był wyraźny kontrast smakowy między ryżem a tym, co wsadzimy do środka.
- zamiast kulek można zrobić trójkąty, takie jak czasem widać na anime. Te czarne paski na jednym z boków to algi (radzę poszukać w sklepach w działach ze zdrową żywnością lub sklepach z takową).
---------------------------------------------------------------------------

I ode mnie na razie tyle, może ktoś wie, jak zrobic zupę miso (skąd wziąć pastę miso? Nigdzie nie widziałam o_O)?




Tomoko^^ - So sty 12, 2008 8:06 pm
Ciasteczka ryżowe.... Już mi slinka leci, przepis oczywiście wypróbuję^^

Mam jednak pytanko o przepis na ramen. nie bardzo chce mi sie grzebać w necie, więc jakby ktos był na tyle miły, żeby go napisać, była bym wdzięczna (i nawet zaprosiła do siebie na jedzonko^^).

Z góry thx^^



Pottero - Śr lut 27, 2008 2:37 pm
Prawdziwy ramen to instant ramen, tak przynajmniej wydedukowałem przez ponad trzy lata obcowania z anime . A taki w Polsce można kupić chyba tylko w niektórych hipermarketach.



Saygram - Śr lut 27, 2008 4:58 pm
Ja nie jem dużo. Wolę pić... Robienie kulek to dla mnie za duży wysiłek sam ryż wystarczy do tego coś do popicia.




Shinyu - Cz lut 28, 2008 9:46 am
Aaa te ciastka ryżowe to rozumiem onigiri? Pytam bo ciastka mi się kojarzą z ciastkami, a to takie raczej kulki są
Japońskie jedzenie nie jest fajne, ja bym w Japonii umarła z głodu. Ale onigiri to bym chętnie spróbowała



Pottero - Cz lut 28, 2008 5:04 pm
Sushi nie jest takie obrzydliwe, jak się spodziewałem, więc przypuszczam, że do japońskiego jedzenia ogólnie można by się przyzwyczaić. Ja tam bym najchętniej zjadł sukiyaki, ale nie chce mi się przyrządzać . Poza tym, Pottero w kuchni = tragedia, jeśli trzeba zrobić coś więcej poza spaghetti, paluszkami rybnymi, jajecznicą albo zupą chińską.



Luik - Cz lut 28, 2008 6:39 pm
Ja raczej bym się do ichniego jedzenia nie przyzwyczaił. Przecież oni jedzą tylko ryż, glony i czasem owoce morza!!! A gdzie prawdziwe mięso? Gdzie wieprzowina i wołowina? Jak można bez tego żyć?
Zdecydowanie kuchnia japońska nie jest dla mnie zachęcająca. Ryż, zielsko i kraby... to nie dla mnie.



Shinyu - Cz lut 28, 2008 8:13 pm
Mięcho to oni tam mają w plasterkach Cholernie drogie warzywa, za pomidory płaci się od sztuki, nie od kilograma. A znajoma która wyjechała na parę miesięcy schudła kilkanaście kilo. Bynajmniej się nie odchudzała... takie tam żarcie. Jeżeli ja bym miała jeszcze schudnąć choć 5 kilo to bym do szpitala trafiła.
A sukiyaki to które? Kojarzę nazwę ale mój mózg jest chwilowo w stanie gąbczastym, więc nie potrafię sobie przypomnieć.



Pottero - Cz lut 28, 2008 10:20 pm
Sukiyaki to właśnie smażona wołowina . Tutaj możecie znaleźć przepis. Gdyby usunąć z niego warzywa i zieleninę, poza papryką, powinno być nawet smaczne.

Shinyu, przekonałaś mnie – wyjeżdżam do Japonii, przyda mi się schudnąć z piętnaście kilogramów. A tak w ogóle, to ciekawe, co jedzą sumotari albo te japońskie dzieci-mutanty, że są tacy grubi?



sketch - Pt lut 29, 2008 12:49 am
nie no, aż tak źle to z tym mięchem nie jest. Choć prawda, że Japonia to kraina rybą słynąca. dla zainteresowanych kuchnia okiem gaijina: http://www.creativa.amu.edu.pl/japonia/menu.html wraz ze zdjęciami, krótkim opisem co jest czym i za ile (kurs yena to jakoś 100Y = 3zł ?^^')
zastanawiam się, jak niektóre specjały smakują...



Pottero - Pt lut 29, 2008 4:17 am

zastanawiam się, jak niektóre specjały smakują...

Za przeproszeniem, niektóre zapewne jak crap, niektóre może nawet jak holy crap. Rezygnuję z wyjazdu do Japonii, zbytnio przeraża mnie to, że wsuwają tam tyle warzyw – bueee... Nie przejrzałem co prawda wszystkich specjałów, bo muszę się zbierać sprzed komputera, ale z tych dotychczasowych to zjadłbym ramen bez warzyw, a także zestaw hamburger na ostro i frytki. I może parę innych, gdyby nie dali do nich warzyw.



Shinyu - Pt lut 29, 2008 9:46 am
Pottero, jak chcesz schudnąć to lepiej do Anglii i żreć przez miesiąc marchew. Też znam taki przypadek. Kilkanaście kilo w dół I brak rodzinki wokół która próbuje dokarmić.
Ja jadłam japońską suszoną ośmiorniczkę i popijałam sake. Ośmiorniczkę trzeba jeść z zakrytym nosem, bo tak jedzie rybą że uh... Jeszcze częstowałam wszystkich z klasy licealnej. Ale jak ktoś zdążył powąchać, to nie ruszył. Sake słabe.
A w Japonii też mają fast foody, co wynika z prezentacji tej dziewczyny na creativa, dlatego dzieciaki mają na czym przytyć
Nabrałam ochoty na onigiri z łososiem i majonezem.



Solar - Pt lut 29, 2008 10:41 am
Jeśli chodzi o japońską, niezbyt sycącą nas kuchnię to raz, że ludzie zachodu nie są przyzwyczajeni, a dwa, że ponoć to wszystko zależy od ewolucyjnego przystosowania. Dla przykładu Polak może się (teoretycznie) szczerze pochorować od takiej rybno-ryżowej diety, bo jego organizm potrzebuje znanych mu już ziemniaków (które jakby nie patrzeć rosną u nas dopiero od paru wieków). Idąc tym tropem, pomarańcze też nie są dla nas.

Btw. My krzywo patrzymy na kuchnię japońską, a tacy Hiszpanie krzywo patrzą na naszą. Po owsiance mają rozwolnienie, a gotowane ziemniaki to dla nich pasza dla świń (jedzą frytki jak już)

Ps. Firma Tao Tao ostatnio wypuściła na rynek dobre zupki, jedna pachnie i smakuje trochę limonką



sketch - Pt lut 29, 2008 11:43 am
Mnie się udało dorwać w jednym sklepie z importowaną żywnością trochę japońskich cukierków. Najpierw ze "zdechłą" śliwką, co było dość interesującym doznaniem, bo siłą przyzwyczajenia myślałam, że cukierek musi być słodki. Ten był z wierzchu słodko śliwkowy, a nadzienie ze zbitej galaretko podobnej masy było słono-sfermentowane. Dość... interesujące. Drugie opakowanie to były cukierki o smaku matchy z mlekiem, nie jestem fanem bawarki, a już zielonej bawarki tym bardziej więc trochę mnie odrzuciło, ale inni zaprzyjaźnieni konsumenci uznali, że super i w ogóle bomba, więc jak kto lubi. Miałam też taką przyprawo-posypkę jaką stosują na przykład do posypywania okonomiyaki, niby taka do wszystkiego (makaron, ryż, jajka, ryby, taka nasza vegeta?;)), w skład jej na pewno wchodziły glony, sproszkowana ryba i coś jakby ususzone żółtko jajeczne? Za każdym otwieraniem torebki współlokatorzy wiedzieli co się święci bo rybą czuć było w całym mieszkaniu. Ale nie powiem, smaczne smaczne.



Pottero - Pt lut 29, 2008 2:03 pm

Pottero, jak chcesz schudnąć to lepiej do Anglii i żreć przez miesiąc marchew. Też znam taki przypadek. Kilkanaście kilo w dół I brak rodzinki wokół która próbuje dokarmić.

Przez cały miesiąc jechać na jednej rzeczy? I to jeszcze warzywie?! Nigdy w życiu! Nie przepadam za warzywami, jak już, mogę zjeść ziemniaki, ogórki kiszone, paprykę w niektórych potrawach czy czosnek lekko rozsmarowany na upieczonym chlebie i jeszcze parę innych, ale pomidorów, cebuli, ogórków w innej postaci niż kiszone i całej reszty nie jadam. Nawet w Holandii, jako biedny Polaczek, przez trzy miesiące jechałem głównie na spaghetti, sandwichach, paluszkach rybnych, ryżu i zupach chińskich. A jak się dało, to wsuwałem krokiety, bigos (jedyny wyjątek – kapustę jadam tylko w bigosie) i inne polskie żarło. A i tak mi się udało zrzucić coś koło dziesięciu kilo .


Sake słabe.

Mnie też jakoś niespecjalnie zachwyciło, mętnie smakuje, prawie jak woda. Nie ma to jak wódka, paląca w gardło, czy siarkowy posmak komandosa.


Jeśli chodzi o japońską, niezbyt sycącą nas kuchnię to raz, że ludzie zachodu nie są przyzwyczajeni, a dwa, że ponoć to wszystko zależy od ewolucyjnego przystosowania. Dla przykładu Polak może się (teoretycznie) szczerze pochorować od takiej rybno-ryżowej diety, bo jego organizm potrzebuje znanych mu już ziemniaków (które jakby nie patrzeć rosną u nas dopiero od paru wieków). Idąc tym tropem, pomarańcze też nie są dla nas.

Prawda, w końcu flaczki nie na darmo uznane zostały swego czasu przez Brytyjczyków za najobrzydliwszą potrawę, ale później coś to pobiło. Ale jest też inna kwestia – nie wszyscy Polacy przepadają za polską kuchnią. Poza mną znam też masę innych osób, które nie tkną flaczków, golonki (chociaż to chyba nie nasz wynalazek?), żurek z płuckami itp. Ja tam osobiście czuję obrzydzenie do owoców morza, jakoś nie mogę się przemóc, żeby zjeść krewetki czy inne temu podobne cusie. Ale na przykład Niemcy uwielbiają nasz bigos (swoją drogą, Rammstein zawsze, gdy jest w Polsce, idzie na miasto do jakiejś knajpki na bigos właśnie).


Btw. My krzywo patrzymy na kuchnię japońską, a tacy Hiszpanie krzywo patrzą na naszą. Po owsiance mają rozwolnienie, a gotowane ziemniaki to dla nich pasza dla świń (jedzą frytki jak już)

Ciekawe, czym są dla nich pierogi . Chyba jakąś ekskluzywną paszą dla świń .


Mnie się udało dorwać w jednym sklepie z importowaną żywnością trochę japońskich cukierków. Najpierw ze "zdechłą" śliwką, co było dość interesującym doznaniem, bo siłą przyzwyczajenia myślałam, że cukierek musi być słodki. Ten był z wierzchu słodko śliwkowy, a nadzienie ze zbitej galaretko podobnej masy było słono-sfermentowane.

Czy to nie były przypadkiem jakieś montypythonowskie cukierki? Wiesz, crunchy frog, tudzież ‼crunchy, raw, unboned,
real dead frog”? Kto nie kojarzy skeczu, niech czym prędzej zajrzy tutaj.



sketch - Pt lut 29, 2008 3:33 pm

Czy to nie były przypadkiem jakieś montypythonowskie cukierki?

o, zdecydowanie chociaż jeszcze nie tak drastyczne jak ‼crunchy, raw, unboned,
real dead frog”. Byłyby naprawdę smaczne gdyby nie ta sfermentowana śliwka. Za jakiś czas poeksperymentuję dalej.