Kontrowersje wokół filmów biograficznych o Johnie Lennonie
Noelka - Pn cze 28, 2010 5:00 pm
Osoby, które znały osobiście Johna Lennona nie są zadowolone z tego w jaki sposób przedstawiono ich przyjaciela w filmach "Nowhere Boy" czy "Lennon Naked".
Paul McCartney twierdzi, że dobrze, że takie filmy się ukazują, że są jakimś hołdem złożonym dla Johna, ale niestety przedstawiają jego fałszywy obraz.
Ostatnio przeglądając Daily Telegraph natknęłam się na artykuł napisany przez dziennikarza, który ma podobne zdanie co Paul. Poniżej moje bardzo luźne tłumaczenie tego artykułu:
Ten zgorzkniały, zagniewany mężczyzna nie jest tym Johnem Lennonem , którego znałem.
Ray Connoly twierdzi, że film niesprawiedliwie zinterpretował postać byłego Beatlesa, mimo, że interpretacja postaci opiera się na własnych słowach Johna.
Christopher Eccleston zagrał Johna Lennona w filmie Lennon Naked. John ukazuje nam się jako ponury, zagniewany znudzony człowiek. Czy naprawdę taki był? Czy stale był zgorzkniały i zawsze niezadowolony?
Nie, nie był. To nie był John Lennon, którego poznałem. Tak, to prawda, że chodził wkurzony, że miał cięty język, że był niecierpliwy, że nie zachowywał się w porządku wobec Cynthi i swojego syna Juliana, brał narkotyki co czasami powodowało, że był niezrównoważony.
Ale pamiętam go też jako szczodrego, bezpośredniego, dowcipnego kolesia, który umiał się śmiać sam z siebie. Często sobie myślę, że John by zrobił karierę jako komik.
Dlatego też dziennikarze, w przeciwieństwie do tych ukazanych w filmie, lubili go, tak jak i on lubił ich. Rozśmieszał ich, często robił z siebie głupca, i zawsze dawał świetne barwne cytaty.
Niestety większość tych cytatów, aktor grający Johna wypowiada bez tego kpiarskiego szerokiego uśmieszku, który zawsze towarzyszył prawdziwemu Johnowi. Przez to Lennon został sportretowany jako wiecznie rozgniewany facet. A to nie zgadza się z moimi wspomnieniami o nim.
Po rozpadzie The Beatles w 1970 roku, Lennon udzielił długiego wywiadu dla Rolling Stone, w którym opisuje czarna stronę kariery Beatlesów - wyczyny podczas tras koncertowych czy problemy z różnej maści używkami, o tym, że nigdy nie wybaczy kolegom z zespołu antypatii do Yoko Ono. Całość wywiadu jest przesiąknięta złością i pesymizmem.
Ci z nas co znali Johna osobiście, uśmiechali się tylko pod nosem czytając ten wywiad. Oto cały John, pomyśleliśmy, pojechał po bandzie jak zwykle. Wcześniej wielu z nas słyszało to co powiedział Lennon w wywiadzie, ale kiedy byliśmy z przyjaciółmi i kumplami te zniewagi traktowane były z ironią, jako małe żarty, i nigdy nie zostały one przelane na papier.
Później, sam John przyznał, że podczas wywiadu był naćpany i wyolbrzymił pewne rzeczy.
Niestety, w wielu biograficznych filmach dobrano cytaty eksponujące dramatyczne tezy, które w rezultacie wprowadzały błąd i nie przedstawiały prawdziwej postaci. I nawet gdy te cytaty zostały wiernie odtworzone, to i tak zostały one wyrwane z kontekstu i nie odzwierciedlały prawdziwego sensu wypowiadanych słów.
I tak fałszywy obraz Johna Lennona został przedstawiony w paru filmach jak Backbeat, Nowhere Boy czy Lennon Naked. Owszem John bywał trudny i okrutny, ale nie zawsze taki był.
Jako dziennikarz spędziłem mnóstwo czasu z Johnem i Yoko w latach 1968-1972. Nawet mi zaoferowano pracę jako asystent Lennona. Nie przyjąłem tej pracy, ale oglądając jego nagrania, filmy, odwiedzając go w Anglii, Kanadzie czy Nowym Jorku, będąc przy nim gdy opowiadał ze złośliwym uśmieszkiem o tym jak opuścił The Beatles, uważam, że go dobrze poznałem.
W filmie Lennon Naked pokazane jest jak John podyktował swojej sekretarce w nieco zjadliwy sposób przyczynę zwrotu orderu MBE do Królowej. Dla mnie ta scena jest bardzo naciągana. Mogę tak stwierdzić, ponieważ John wezwał mnie tego dnia, opowiadając o przyczynach zwrócenia orderu. I było to dalekie od zjadliwości jaka została ukazana w filmie. Nie jestem krytykiem filmowym, ale martwi mnie to, że osobowość kogoś, kogo sam dobrze poznałem została wielokrotnie zniekształcona.
Rita - Cz lip 01, 2010 7:57 pm
Oglądając "Backbeat", czy "Nowhere Boy" nie miałam wrażenia, by obraz Johna był jakoś wyjątkowo zniekształcony -- nawet jeśli w tym pierwszym filmie Lennon faktycznie był niezłym *asshole*, jak go nazwała Astrid, to jakoś byłam skłonna uwierzyć w taką mniej przyjemną stronę Johna i nie czułam jakiegoś wielkiego zgrzytu. Takie wrażenie odniosłam natomiast po obejrzeniu filmu "Two of Us", przedstawiającym wyimaginowane spotkanie Johna i Paula w Nowym Jorku w 1976 roku. Żeby nie spoilerować, powiem tylko, że jest tam pewna scena, w której John niezwykle arongancko i bezczelnie zachowuje się wobec starszego małżeństwa, które poprosiło go o autograf. Zapewne w zamyśle reżysera zachowanie to miało być bardzo "lennonowskie", jednak ja uważam, że takie przedstawienie Johna było mocno przesadzone.
"Lennon Naked" jeszcze przede mną, pewnie jak obejrzę, dopiszę tu jeszcze to i owo
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL