Książki - ankieta (nie tylko dla humanistów ^_-)



sketch - Śr lut 13, 2008 4:39 pm
Zauważyłam, że brak nam tematu poświęconego książkom. Jest o muzyce, o filmach, o grach i innych rozrywkach ale książek (książek, nie mang ^_-) brak. Wierzę, że jako tako mamy do czynienia z renesansem literatury w dobie popularności Harry'ego Pottera . W związku z tym chciałam założyć taki temat, w którym możnaby było pochwalić się swoimi ulubionymi pozycjami. Proponuje to jako formę rozrywki, coś na kształt ankiety. I aby miało to niejaki walor recenzencko-edukacyjny prosiłabym oprócz standardowego: podobało mi się/nie podobało mi się, napisać co k o n k r e t n i e jest w danej pozycji książkowej takiego, co mogłoby skłonić nas do na przykład sięgnięcia po tą pozycję.
Proponuję odpowiedzi na takie pytania:

1. Ostatnio czytałam/em książkę ... (tytuł, autor i kilka ? słów na temat)
2. Ostatnio czytałam/em bo musiałam/em książkę (jak wyżej ^^')
3. Ulubiona książka z lat dziecięcych ...
4. Znienawidzona lektura (szkolna, gimnazjalna, licealna, and so on)...
5. Szczególnie polecam ...

Mam tez nadzieję, że temat ten jakoś będzie się rozwijać, że nie poprzestaniecie na jednym wpisie i zechcecie się podzielić swoimi książkowymi doświadczeniami, tym samym sprawiając, że wycieczki do księgarni, empiku, czy biblioteki będą znacznie ciekawsze
onegaishimasu! ^^




Pottero - Śr lut 13, 2008 5:01 pm
Ostatnią książką, jaką przeczytałem, była polska wersja „Harry’ego Pottera i insygniów śmierci” . Książka sama w sobie nienajgorsza, chociaż od zakończenia tak znanego cyklu oczekiwałem czegoś więcej. Nie podobał mi się ten schemat: długo, długo nic, nagle znikąd pojawiają się śmierciożercy, Harry i spółka cudem wychodzą z opresji, a później od nowa – długo, długo nic... Zakończenie słabe, ale epilog już żenujący. A szkoda.

W chwili obecnej czytam „Prędkość” Deana Koontza, ale postępy są prawie niezauważalne – czytam tylko w pracy na przerwie śniadaniowej, pół godziny dziennie. W domu jakoś wolę przy komputerze urzędować.

Ulubiona książka z lat dziecięcych – „Dzieci z Bullerbyn”. Do dziś mam do niej sentyment, przynajmniej raz rocznie czytam ją po raz kolejny. Miłe, przyjemne, niezobowiązujące – czysta przyjemność czytania i wspomnienie dzieciństwa. Później długo nic nie czytałem, dopóki nie wpadł mi w ręce „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” – odkąd przeczytałem tę książkę, znów zacząłem czytać. Staram się przeczytać przynajmniej dwie książki na miesiąc, co ostatnio nie bardzo się udaje, chociaż zdarzały się miesiące, kiedy pochłaniałem ze sześć.

Prawdę mówiąc, spodobało mi się niewiele lektur szkolnych, większości z nich nawet nie przeczytałem, chociaż zaczynałem. Tylko Shakespeare’a i Orwella, który co prawda jest chyba jeszcze na spisie lektur, ale w moim liceum akurat się go nie przerabiało, przeczytałem całych. A nienawidzę wszystkich grubych lektur – „Lalki”, „Krzyżaków”, „Potopu”, „Quo vadis?”, „Chłopów”... Kiedyś pewnie przeczytam, ale póki co, nie nadszedł jeszcze na to czas. Nie cierpię „Pana Tadeusza”, bo okropnie się czyta tyle tekstu pisanego wierszem, i Homera – z własnej woli zabrałem się za „Iliadę”, którą przerabia się tylko we fragmentach, ale przeczytałem tylko kilkadziesiąt stron i sobie podarowałem – takiego języka to już w ogóle nie trawię...

Co polecam? Oczywiście „Harry’ego Pottera” . A poza tym dwie najpopularniejsze książki wspomnianego wcześniej Orwella. Do tego jeszcze „Biegając z nożyczkami” – przekomiczna książka, szybko dałem się wciągnąć i aż żal mi było, gdy skończyłem czytać. Trudno uwierzyć, że to, co w niej opisał autor, wydarzyło się naprawdę...



Luik - Śr lut 13, 2008 5:19 pm
Książki... przeczytałem już bardzo wiele (w większości z własnej chęci) i będę czytał dalej. Dziwi mnie, że niektórzy przewidują ich koniec...

1)"Pięć lat kacetu" Stanisława Grzesiuka. W kilku słowach: szczere wyznanie człowieka, który dokonał prawie niemożliwego: przeżył 5 lat w niemieckich obozach koncentracyjnych.
2)"Quo vadis" Henryka Sienkiewicza. Chyba nie muszę pisać o czym to? Powiem tyle: jakby wszystkie lektury były takie, to bym już nigdy na początku roku nie czekał ze strachem na podanie spisu lektur, które będą omawiane w danym roku.
3)Zdaje się, że to będzie "Tomek..." Lubiłem(i lubię dalej) wszystkie tytuły opowiadające o przygodach Tomka Wilmowskiego napisane przez Szklarskiego. Pierwszą książkę z serii przeczytałem w wieku 11 lat, a ostatnią chyba 13... Tomek wraz z ojcem i grupką przyjaciół podróżuje po całym świecie przeżywając wiele niesamowitych przygód.
4)"Siłaczka" Stefana Żeromskiego Jak dla mnie nic z tego nie wynika, a jest koszmarnie nudne. Jedyny plus to to, że jest krótkie.
5)"Władca pierścieni" J.R.R. Tolkien. Świetna dopracowana baśń, dla trochę starszych.

Pottero naprawę nie lubisz dzieł Sienkiewicza? Mnie wciągają niesamowicie. Trylogię przeczytałem całą 2 lata temu z własnej woli (to, że zajęło mi to 8 miesięcy to inna sprawa)



sketch - Śr lut 13, 2008 5:39 pm
1. Nie będę myślę zbyt rewolucyjna, jeśli chodzi o tematykę tego forum. Ostatnią wybraną pozycją przed sesją egzaminacyjną, była "Kafka nad morzem" Murakamiego. Podobało się. Myślę, że ze względu na bohaterów, mniej wciągnęła mnie fabuła, która jest owszem- bardzo w stylu murakamiowego realizmu magicznego, ale tego co osiągnął w "kronice ptaka nakręcacza" chyba już nie powtórzy. Tutaj mamy dwóch bohaterów i dwie osie fabuły im odpowiadające i splatające się ze sobą. Tworzy to niejakie napięcie, które moim zdaniem rozchodzi się po kościach na sam koniec, ale sza ; ) Jest tam pan Nakata rozmawiający z kotami i mój idol w kwestiach światopoglądowych i nie tylko: pan(i) Oshima.
2. Ruth Benedict "Chryzantema i miecz. Wzory kultury japońskiej" - trochę musiałam, a trochę chciałam. Musiałam, bo mialam do napisania pracę, a książka była jedną z pozycji na liście lektur. Przyjemne z pożytecznym, a co! Zdecydowanie przedawniona pozycja, mimo to jeśli przyznać rację autorce i faktycznie możemy mówić o pewnych stałych wzorcach w kulturze, może się okazać, że wiele z wyszczególnionych zwyczajów, czy przywar zostało, albo przybrało trochę inne formy. Doszukiwanie się analogii w obrazach, jakie daje nam anime/manga, książki japońskich autorów może być ciekawym doświadczeniem dla każdego.
3. "O psie, który jeździł koleją" R. Pisarskiego- to był szok poznawczy... Jedna z pierwszych samodzielnie przeczytanych książek i w dodatku z tragicznym zakończeniem, które najpierw do mnie nie dotarło, a potem wywołało falę sprzeciwu.
4. "Pan Tadeusz"- zdecydowanie. W dodatku zaniechałam czytania po którejś tam księdze i już do Mickiewicza nie wróciłam. To będzie raczej trwała secesja.
Dla równowagi muszę powiedzieć, że chyba ulubioną lekturą był "Mistrz i Małgorzata". Lubię konsekwentnie prowadzone, wyraziste postaci, a szatan- Woland zdecydowanie do nich się zalicza.
5. Polecam "Koniec drogi" Johna Bartha. Trochę komizmu, trochę tragizmu. Główny bohater cierpi na kosmofrenię, co w praktyce pogłębia jego stan apatii wobec świata i niemoc podejmowania decyzji w codziennym życiu.Zaczyna się to zmieniać, gdy poznaje pewne małżeństwo. Niby tradycyjny trójkąt miłosny, on, ona i on, ale ale, zakończenie z jedną bardzo sugestywną sceną, wywarło na mnie mocne wrażenie.

Ps. Wielka, wielka prośba, by niespoilerować za bardzo ; )
(... dopiero na ten weekend dorwę się do ostatniej części Pottera!)




Pottero - Śr lut 13, 2008 6:08 pm
Murakamim warto się zainteresować? Widziałem ostatnio w Tesco parę jego książek i pomyślałem, że którąś kupię, ale odstraszyła mnie cena – najtańsza kosztowała dwadzieścia pięć złotych, książki niezbyt grube, a jakość wydania taka sobie... Jeśli chodzi o książki, to, jeśli już mam jakąś kupić, wolę wziąć coś w grubej okładce, dobrze wydanego i takiego, żeby naprawdę mnie interesowało – w końcu ma to przetrwać lata na biblioteczce. A jeśli warto się tym autorem zainteresować, to który z tych tytułów twoim zdaniem najlepiej wybrać: „Kafka nad morzem”, „Koniec świata i hard-boiled wonderland”, „Na południe od granicy, na zachód od słońca”, „Norwegian Wood”, „Po zmierzchu”, „Przygoda z owcą”, „Sputnik Sweetheart”, „Tańcz, tańcz, tańcz” czy „Wszystkie boże dzieci tańczą” (tylko te są dostępne u mnie w bibliotece, tytuły podałem za katalogiem bibliotecznym)?

P.S. Zaspojlerować to ja dopiero mogę .



Solar - Śr lut 13, 2008 6:15 pm
1. "Miłość Peonii" - autorką jest Lisa See, która pisze głównie o chińskich kobietach w dawnych czasach. Muszę przyznać, że "Miłość Peonii" czytało się dobrze. Opowiada o młodej dziewczynie zafascynowanej miłosnym dramatem pt. "Pawilon peonii". Doświadczając tęsknoty za swoim obiektem westchnień zaczyna pisać do ukochanego dzieła komentarz. W końcu wycieńczona umiera, ale to dopiero początek powieści. Warto sprawdzić, co zdarzyło się później. Chociaż, mimo oryginalnego pomysłu na fabułę, książka wydała mi się nieco gorsza od "Kwiatu Śniegu i sekretnego wachlarza" tej samej autorki. Kwestia gustu.
2. "Mistrz i Małgorzata". Jedyna lektura szkolna, jaka mi się podobała, ale to może dlatego, że przeczytałam ją już dawno temu, nie wiedząc, że będę miała to w szkole Fabuła lekka i dowcipna, mimo że komentuje sprawy brdzo poważne. Kici, kici, Behemocie
3. Szczerze mówiąć nie pamiętam. Z pewnością podobały mi się wspomniane "Dzieci z Bullerbyn" oraz "Mała księżniczka".
4. Wszystkie, za to że muszę je czytać.
5. "Lolitę" Nabokova @_@ Ten styl, ten język, te wykwintne słowa lejące się jak jedwabisty syrop prosto do mózgu... Fabułę można streścić w trzech dłuższych zdaniach, ale nie o to chodzi w tej książce, która jest w rzeczywistości czymś w rodzaju pamiętnika głównego bohatera i treść stanowią przede wszystkim jego przemyślenia, opis różnych wrażeń itp. Tak czy siak - jak dla mnie coś wartego swojej opini arcydzieła literackiego.



Pottero - Śr lut 13, 2008 6:42 pm

5. "Lolitę" Nabokova @_@ Ten styl, ten język, te wykwintne słowa lejące się jak jedwabisty syrop prosto do mózgu... Fabułę można streścić w trzech dłuższych zdaniach, ale nie o to chodzi w tej książce, która jest w rzeczywistości czymś w rodzaju pamiętnika głównego bohatera i treść stanowią przede wszystkim jego przemyślenia, opis różnych wrażeń itp. Tak czy siak - jak dla mnie coś wartego swojej opini arcydzieła literackiego.

Ano, wszystko prawda. Nabokov w ładnych słowach opisuje coś, co dla większości ludzi jest nie do pomyślenia – romans czterdziestolatka z dwunastolatką. Humbert Humbert uprawia z Dolores seks, kilka razy o tym wspominając, ale napisał to takim językiem, że... nie każdy zdawał sobie sprawę z tego, co zaszło. Swoją drogą, ekranizacja Lyne’a z 1997 roku również dobra, spodobała mi się bardziej niż Kubrickowska.



el doctore - Śr lut 13, 2008 7:28 pm
Rozumiem, że ograniczamy się do prozy?
Do tych tytułów wracam / wracałbym, gdybym miał czas:

Thomas Pynchon - 49 idzie pod młotek
(absurdu i teorii spiskowych nigdy dość)
Lewis Carroll - Alicja w krainie czarów / Alicja po drugiej stronie lustra
(najbardziej magiczna książka ever)
Lawrence Durrell - Kwartet aleksandryjski
(wszechświat w ujęciu gnostyckim, heretyckim i freudowskim)
Lawrence Durrell - Kwintet awinioński
(jak wyżej)
Vladimir Nabokov - Pnin
(jak się pisarz przegląda w napisanym i na odwrót)
Jane Bowles - Dwie poważne damy
(dla podpitych panien z dobrych domów, które chcą zażyć brudnej uciechy w portowych spelunkach)
Malcolm Lowry - Pod wulkanem
(otwarta, krwawiąca rana, polana alkoholem)
Flann O'Brien - Sweeney wśród drzew
(najpiękniejsze są książki o niczym)
Flann O'Brien - Trzeci policjant
(jak wyżej)
Andrzej Bobkowski - Szkice piórkiem
(rower, bagietki, sery, wojna, wino, słońce)
Witold Gombrowicz - Dziennik / Trans-Atlantyk
(straszno i śmieszno)
Gustave Flaubert - Pani Bovary
(Nabokov obgryza paznokcie z zazdrości)
John le Carre - wszystko
(świat podwojony, potrojony, nie wiadomo kto wróg a kto przyjaciel, ale wszyscy są szpiegami)



Xian - Śr lut 13, 2008 7:33 pm
Jakie rozczytane towarzystwo.

1. Ostatnio czytałem książkę.
Pisarze nawróceni Joseph Pearce. Praca dotyczy licznych nawróceń do Kościoła Katolickiego wśród inteligencji w Anglii na początku XX wieku. Opisuje tło epoki, sylwetki pisarzy, ich wzajemne relacje, podłoże twórczości, sytuację katolicyzmu w ówczesnym czasie. Tak się składa, że wiele moich ulubionych pisarzy znalazło się wśród tej grupy nawróconych. Możemy poznać bliżej towarzystwo Chestertona i Belloca, ale też Grahama Greene'a, Evelyna Waugha, C. S. Lewisa czy T. S. Eliota (ci dwaj ostatni akurat zostali anglikanami). Trochę mnie raziła chronologiczna metoda przedstawienia, bo informacje o niektórych pisarzach były porozrzucane po kilku rozdziałach. Niemniej jednak gorąco polecam, zwłaszcza jeśli ktoś jest miłośnikiem tych pisarzy.

2. Ostatnio czytałem, bo musiałem książkę. Dramaty Luigi Pirandello. Lektura. Nie znam się na dramacie, więc musiałbym powtórzyć tu wyuczone formułki z historii literatury, a wolałbym tego uniknąć.

3. Ulubiona książka z lat dziecięcych ...
Z tak bardzo dziecięcych to Kubuś Puchatek. Z bardziej chłopięcych to Tomek Wilmowski i jego przygody na całym świecie. Mocne. Swoją drogą zastanawiam się, jakbym to teraz odczytał.

4. Znienawidzona lektura. Niezbyt lubię Żeromskiego ("Syzyfowe prace", umm) niemile wspominam też te nowelki z podstawówki. Znienawidzona? Żadnej nie mam.


. A nienawidzę wszystkich grubych lektur – „Lalki”, „Krzyżaków”, „Potopu”, „Quo vadis?”, „Chłopów”... Kiedyś pewnie przeczytam, ale póki co, nie nadszedł jeszcze na to czas.
IMO nie ma powodów do chwalenia się tym.



sketch - Śr lut 13, 2008 7:44 pm

A jeśli warto się tym autorem zainteresować, to który z tych tytułów twoim zdaniem najlepiej wybrać: „Kafka nad morzem”, „Koniec świata i hard-boiled wonderland”, „Na południe od granicy, na zachód od słońca”, „Norwegian Wood”, „Po zmierzchu”, „Przygoda z owcą”, „Sputnik Sweetheart”, „Tańcz, tańcz, tańcz” czy „Wszystkie boże dzieci tańczą” (tylko te są dostępne u mnie w bibliotece, tytuły podałem za katalogiem bibliotecznym)?

Murakamiego dobrze się czyta. Z tych wszystkich dostępnych na naszym rynku japońskich autorów on jest najbardziej przystępny dla takich "europejskich" czytelników jak my. Może stąd jego popularność, w końcu z roku na rok w księgarniach można dostać jakąś kolejną jego pozycję. Osoby, których jakoś "nie kręci" Japonia również bardzo dobrze się w jego książkach odnajdują. I można go dostać w choć trochę lepiej zaopatrzonej bibliotece, co jest zdecydowanym plusem. Z tych, które masz tam dostępne proponuję "Norwegian Wood", choć on jest jeszcze najmniej magiczny i może dobrze, bo jak wspominałam tylko w "Kronice ptaka nakręcacza" ów magiczny realizm wyszedł mu przekonująco. To takie wynurzenia mlodego chłopaka lawirującego między dwiema dziewczynami. Do jednej ma sentyment, a ona nie może się pozbierać po samobójstwie ich wspólnego przyjaciela. A druga pojawia się w jego życiu przypadkiem. Jest ekscentryczna, nie lubi nudy, ma dość hmm... oryginalne recepty na życie. Główny bohater nie jest tak denerwujący jak młodzian z "Kafki...", który mnie przynajmniej cholernie denerwował. Jak będziesz miał okazję to dorwij "Kronikę ptaka nakręcacza", myślę, że gdybym miała jakoś podsumować dorobek Murakamiego to właśnie "Kronika..." i "Norwegian Wood" byłyby tymi pozycjami najlepiej za autorem przemawiającymi.


P.S. Zaspojlerować to ja dopiero mogę .

Nie no, plisu!!! może po weekendzie? Potem możemy debatować a nawet jakiś nowy dział otworzyć, co by podyskutować nad marnością zakończenia



Shinyu - Cz lut 14, 2008 10:26 am
Sketch, podziwiam Cię że wytrwałaś. Właśnie rozmawiam z grupą znajomych o siódmym tomie i w internecie nie dałoby się przeżyć tych 8 miesięcy bez natknięcia się na jakikolwiek spoiler. Ja musiałam przeczytać po angielsku (oczywiście w empiku za darmochę ) żeby mieć spokój. I przynajmniej teraz lekturę polskiego tomu mogę odkładać, bo tak to przepadłabym 27 stycznia i zawaliła dwa egzaminy x)

1. Dobrze, napiszę co ostatnio czytałam, bo nie musiałam... ale tu by sie trzeba cofnąć do wakacji, i niestety nie pamiętam. Ale aktualnie jestem za połową "Prawdy" T. Pratchetta. Co nieco rozrywki aby oderwać się od nudnych podręczników akademickich.
2. Musiałam czytać Johna Locke "Myśli o wychowaniu" na egzamin. Ale łatwe do strawienia a same poglady Locke uważam za ciekawe, więc nie było tak źle.
3. W dzieciństwie pamiętam że zachwyciła mnie jakaś lektura o kotku który nie miał ogona. Ale raczej dlatego, że od zawsze marzyłam o kocie. Prócz tego lubiłam dziewczęce książki - "Mała księżniczka". No i kocham też i wracam do "Małego księcia" ale nie wiem czy wiek 13 lat to dzieciństwo jeszcze
4. Znienawidzone to były pewnie same lektury. Mickiewicz. Sienkiewicz. Żeromski. Ale żeby nie było schematycznie - że okropne było to co tylko w szkole przeczytałam - wrzucę jeszcze pierwsze trzy tomy "Sagi o Ludziach Lodu". Nie pamiętam autorki, ale to było tragiczne. Jeszcze się nie otrząsnęłam.
5. Hoho, no i jest dobry podpunkt
Może na początek szczególnie polecam z fantasy - świat dysku Pratchetta, który jest świetny na odprężenie. Angielski humor, hyhy. Poza tym co nieco z polskich autorów - Piekara, Pilipiuk i "Kłamca" Ćwieka.
Poza tym polecam Gombrowicza. Tak, wiem, pewnie dla większości z Was znienawidzona lektura, ale ja od zawsze uwielbiałam jego dzieła. To jest dopiero pisarz, który nie boi się pisać tego co myśli. Tym mi właśnie zaimponował i tym mnie jego utwory fascynują.
Skoro został wspomniany już Orwell, może też pójdę dalej tą tematyką, bo akurat interesuję się literaturą utopijną i antyutopijną. Oczywiście "1984", ale dużo lepszy wydał mi się "Nowy wspaniały świat" A. Huxleya a wygrywa "Kongres futurologiczny" S. Lema. Genialne dzieła. Wyobraźnia niektórych pisarzy wydaje się nie mieć granic. Żałuję że brakuje mi czasu na zapoznanie się z większą ilością utworów Lema. Podobny wątek można również znaleźć w "Fundacji" Asimova, chociaż ostatnie dwa tomy już słabsze były. Genialny był także "Nightfall" przetłumaczony chyba na "Nastanie nocy". Poza tym P. Dick - na razie czytałam tylko jego opowiadania ale już mnie zachwyciły swoim bolesnym absurdem.

A skoro mamy forum o anime to może i polecę "Bezsenność w Tokio" Bruczkowskiego. Wybitne to nie jest, ale jak wiele osób tutaj sie interesuje Japonią to mogą dużo ciekawostek z lektury wynieść. Po połowie książka robi się przynudnawa ale ogólne wrażenie dobre



Solar - Cz lut 14, 2008 2:25 pm
wrzucę jeszcze pierwsze trzy tomy "Sagi o Ludziach Lodu". Nie pamiętam autorki, ale to było tragiczne.



Pottero - Cz lut 14, 2008 3:09 pm

wrzucę jeszcze pierwsze trzy tomy "Sagi o Ludziach Lodu". Nie pamiętam autorki, ale to było tragiczne.
Margit Sandemo.

Ja skapitulowałam na 6 tomie.



sketch - Cz lut 14, 2008 3:55 pm

Sketch, podziwiam Cię że wytrwałaś. Właśnie rozmawiam z grupą znajomych o siódmym tomie i w internecie nie dałoby się przeżyć tych 8 miesięcy bez natknięcia się na jakikolwiek spoiler. Ja musiałam przeczytać po angielsku (oczywiście w empiku za darmochę ) żeby mieć spokój. I przynajmniej teraz lekturę polskiego tomu mogę odkładać, bo tak to przepadłabym 27 stycznia i zawaliła dwa egzaminy x)

Ha, ha! Ja też nie wiem jak to zrobiłam... Było to miejscami trudne, bo dwójka moich znajomych zaopatrzyła się w ostatni tom zaraz po angieskim wydaniu i dopóki jedno z nich było w trakcie, a drugie po, zachowywali się dość honorowo i o spoilerach mowy nie było. A ja tak długo czekałam na wydanie polskie, bo mamy w zwyczaju z chłopcem moim czytywać sobie wieczorami w ramach dobranocki A z internetu jakoś wieści do mnie nie docierały - uff. Słyszałam kilka spekulacjii ogólne marudzenie na zakończenie, a koleżanka podsumowała, że przynajmniej J.K. rozwinęła swój styl, tyle.


A skoro mamy forum o anime to może i polecę "Bezsenność w Tokio" Bruczkowskiego. Wybitne to nie jest, ale jak wiele osób tutaj sie interesuje Japonią to mogą dużo ciekawostek z lektury wynieść. Po połowie książka robi się przynudnawa ale ogólne wrażenie dobre

O, i tu się zgodzę. Bardzo miło czyta się Bruczkowskiego. W środku zawsze pełno małych niespodzianek, nawet raz skorzystałam z przepisu ^_^ też serdecznie polecam, bo to przyjemna, niezobowiązująca lektura, z mnóstwem humoru, niby o niczym, taka na luzie.

ps. Chcialam jeszcze dodać, że cieszę się, że temat się rozwija, a nawet pojawiają się dyskusje!



Tomoko^^ - Cz lut 14, 2008 7:25 pm
oki teraz ja^^

1.więc ostatnio czytam Wiedźmina (pora nadrobić zaległości xD), streszczać nie będę, każdy wie o czym jest ;P
2.nie skończyłam lekturki szkolnej (jak wszystkich zresztą) Zbrodnia i kara, a dobra książka, się zawezmę i przeczytam bo warto, jedna z lepszych lektur.
3.zdecydowanie Huckelbery Finn i Tomek Sawyer (przygody młodych chłopców, bardzo fajne)
4.hmm...Kamienie na szaniec, poprostu nie lubię książek wojennych :/
5.oczywiście Wiedźmina i Ognie na skałach Ziemkiewicza, fajne fantasy z wątkiem miłosnym i takim czymś co wciąga (normalnie w 2 dni przeczytalam ;P)

ps.fajny pomysł Sketch z tym tematem, btw. czemu nie grasz w słówka?



sketch - Cz lut 14, 2008 7:36 pm

ps.fajny pomysł Sketch z tym tematem, btw. czemu nie grasz w słówka?

ach! miło miło! Temat trochę z egoistycznych pobudek: jak mam czas to nie wiem co czytać... A słówka faktycznie zamarły. Ale skoro Tomoko chce to ja już się biorę za japoński słownik :D



Shinyu - Cz lut 14, 2008 9:15 pm
Widzę że wszyscy podzielacie moje zdanie o Ludziach Lodu Największym mankamentem tej sagi było to, że nie dało się nijak przywiązać do postaci. Po trzech tomach którakolwiek z nich musiała już umrzeć ze starości a rolę głównego bohatera sprawował ktoś inny. Czyli taka budowa jak w harlequinach - tu się produkuje opowieści, a nie projektuje postaci. Ja za to chwyciłam bo moja ciocia mi polecała i sentyment ma. To było jej dzieciństwo. Właściwie to ciekawe zjawisko, ciotka która interesuje się fantasy

Sketch, ja nawet jak czytałam to się od spoilerów nie uchroniłam. Dwie takie same sytuacje mi się przydarzyły. Mówię kuzynowi/bratu że czytam siódmy tom, a jeden i drugi odpowiadają mi "X zginie". Co i tak okazalo się nieprawdziwe, ale czułam się przykro.

U Bruczkowskiego najciekawszy był motyw z nocnymi wyprawami gaijinów na "zakupy". To dla mnie nie do pomyślenia, że wystarczy się przejść nocą i nabyć działający zestaw kina domowego wraz z instrukcją i pilotem. Nawet znajoma która przebywa w Japonii potwierdziła, że jej udało się zdobyć mikrofalę do tamtejszego mieszkania i coś jeszcze. Szkoda tylko że do Europy tego zabrać nie można, bo jest inne napięcie w gniazdkach Naprawdę, nawet chciałabym się tam przejechać, tylko szkoda że jako kobieta... eh.

jak mam czas to nie wiem co czytać.



sketch - Cz lut 14, 2008 11:11 pm

Mówię kuzynowi/bratu że czytam siódmy tom, a jeden i drugi odpowiadają mi "X zginie". Co i tak okazalo się nieprawdziwe, ale czułam się przykro.

Oj, to faktycznie nie [hide]fair. Miałam podobnie ze śmiercią Dumbledora, która potem no... nie zaskoczyła. [/hide]
Co by trochę zmienić klimat powiem, że mieszkam z jednym takim gościem, który uwielbia spoilery. W momencie, w którym zaciekawi się go jakimś tytułem będzie drążył aż się nie pociągnie wątku do końca. Pytam się dlaczego odbierać sobie przyjemność z niespodzianki? Ale to ten typ człowieka, który zaczyna książkę i od razu wertuje na ostatnie strony...


Zazdroszczę niesamowicie. Ja nie mam czasu. A jak mam raz na parę miesięcy, na przykład teraz, to tego jest za dużo. I jak mnie ktoś w ankiecie spytałby jak często książki czytam, to ze wstydem musiałabym przyznać - jedną na jakieś 3, 4 miesiace? Szczęśliwie nadrabiam w wakacje (wtedy conajmniej dziesiątka leci). Podręczników do egzaminów nie liczę.
Ja podręczników też nie wliczam. Nie powiem, czasem zdarzają mi się lektury- perełki, taki urok studiów humanistycznych, że w końcu coś się dorwie, ale ciężko odczuwać z tego przyjemność, zwłaszcza jak ma się zmęczenie materiałem. Teraz po sesji, więc zanim zacznie się znowu czytanie słusznych lektur można rozpastwić się w tych książkach które grzecznie czekały na swoją kolej. Też sobie pozwól na takie rozbestwienie czy żak, czy maturzysta, czy gimnazjalista, każdemu się należy!



Pottero - Pt lut 15, 2008 4:20 am

Pytam się dlaczego odbierać sobie przyjemność z niespodzianki? Ale to ten typ człowieka, który zaczyna książkę i od razu wertuje na ostatnie strony...

Ja nie widzę w tym nic złego . Gdy kupiłem sobie „Insygnia śmierci” po angielsku i zacząłem czytać, to w końcu nie wytrzymałem – po paru minutach przerzuciłem na epilog, bo inaczej by mnie ciekawość rozsadziła. Takie miałem warunki – gdybym od razu nie poznał zakończenia, przez jakieś trzy tygodnie chodziłbym jak struty, zastanawiając się, jakie ono będzie (czytałem w Holandii, gdzie większość czasu zajmowała mi praca, a po pracy zawsze się ze znajomymi imprezowało, więc czasu na czytanie było niezbyt dużo).



Shinyu - Pt lut 15, 2008 9:24 am
No tak, Tobie Pottero to zajęło 3 tygodnie, mi 3 dni A w momencie kiedy zginęła ważna postać nawet się rozpłakać nie mogłam, bo po pierwsze - byłam w empiku, a po drugie - kumpela właśnie napisała smsa że się na studia dostała
Sketch, ukryj szybko drugie zdanie swojej wypowiedzi. Niektórzy jeszcze do szóstego nie dojechali. Albo wymaż po prostu.
Jedna znajoma była też wściekła, bo pracowała w kiosku i codziennie przerzucała i układała gazety. Kiedyś w Fakcie dali wielki nagłówek że pewna ważna postać z HP zginie. Nie było po prostu rady się uchronić przed takim spoilerem, bo to się aż rzucało w oczy. Spoiler ostatecznie się okazał również nieprawdziwy.
Na studiach w sumie dużo lektur samemu się wybiera, ale o ile lepiej czytać coś dla siebie, niż czytać ze świadomością że ktoś mnie będzie z tego pytał i muszę zapamiętać jak najwięcej... Rozbestwiam się teraz, ale w poniedziałek kolejny rok akademicki i się skończy rumakowanie



sketch - Pt lut 15, 2008 5:08 pm

Takie miałem warunki – gdybym od razu nie poznał zakończenia, przez jakieś trzy tygodnie chodziłbym jak struty, zastanawiając się, jakie ono będzie (czytałem w Holandii, gdzie większość czasu zajmowała mi praca, a po pracy zawsze się ze znajomymi imprezowało, więc czasu na czytanie było niezbyt dużo).

Umiejętność wybierania priorytetów godna salarymana ;) no, ale rozumiem w czym rzecz. Z moim współlokatorem to trochę inaczej, jemu się to przenosi na wszystko. Choć zauważyłam pewną zmianę od kiedy zaczął oglądać Higurashi. Jest w połowie drugiej serii i strasznie korci go żeby dowiedzieć się co dalej, ale chyba za punkt honorowy postawił sobie by obejrzeć i samemu zweryfikować swoje podejrzenia. Plus plus.


Kiedyś w Fakcie dali wielki nagłówek że pewna ważna postać z HP zginie. Nie było po prostu rady się uchronić przed takim spoilerem, bo to się aż rzucało w oczy.

Całe szczęście wiedza zaczerpnięta z brukowców walorów jako takich nie posiada. Ale wściec potrafi ostro.
A odnośnie "rumakowania", wydaje mi się, że pierwszy miesiąc można jeszcze tak trochę z przymróżeniem oka (chyba, że ma się sesję ciągłą), jeszcze się poobijać. Ale do zła nie namawiam ^_-



Shinyu - Pt lut 15, 2008 8:10 pm
Za dużo mam tego niechcianego czytania. W pierwszym semestrze to miałam do przeczytania i opracowania około 150 stron na tydzień z różnych przedmiotów. Na ksera wydałam 200 złotych. Strasznie mi szkoda, że nie mogę czegoś przyjemnego poczytać. A sesja to był koszmar, większość notatek na kompie i przez miesiąc byłam nierozłączna z moim notebookiem. Aż mi niedobrze od niego. Cóż, siedzenie przy kompie nie sprawia mi przyjemności...

A poezję czytacie, ludzie?
Przyznam że ja jej nie pojmuję, ale erotyki Leśmiana są cudne.



sketch - Pn lut 18, 2008 6:20 pm
Z poezją mam pewne problemy... Odkąd w myśl nowej matury uczono nas poszukiwać dominanty kompozycyjnej moja przyjemność estetycznego wczucia się w tekst zaczęła przypominac mocno przytępiony ołówek. Ale dawać no mi tu i poetów tutaj



Shinyu - Pn lut 18, 2008 7:19 pm
Ah, dominanta kompozycyjna! Też pamiętam ten ból. Modliłam się żeby na maturze był jakiś temat bez poezji. Jak mi ktoś pokazuje wiersz czy pisze swój własny to nie owijam w bawełnę tylko walę prosto z mostu - jestem tępa, nie rozumiem. Chyba że to Leśmian. Ale dlatego, że on jest uroczy nawet jak się go nie rozumie.
Nowy semestr, nowa wyprawa do biblioteki i nowy stos do czytania. Chociaż zapowiada się całkiem ciekawie. Dużo psychologii. Co jak co, ale narzekać na brak rozrywki nie mogę. Szkoda tylko, że podczas moich jakże długich pięciodniowych ferii zdążyłam przeczytać tylko jedną nieambitną lekturę...

Nie offtopuję, prawda?

Zawsze można rzucić jakieś kontrowersyjne nazwisko i sobie podyskutować... Rowling juz była to może Sienkiewicz! Coelho! Albo "Kod Leonarda da Vinci" ;P
A strasznie dużo osób mnie pyta czy czytałam "Samotność w sieci"



Grabiarz - Pn lut 18, 2008 7:37 pm
No więc taK:
1. ostatnia moja przeczytana książka to "Linia ognia" Tomasza Pacyńskiego. Bardzo lubię tego pisarza, więc ta książka (zbiór opowiadań) też mi sie podobała. A jest to dziejąca się obecnie opowieść fantasy o dwojgu zadymiarzy, którzy poprzez eksterminację bohaterów bajek chcą pokazać dzieciom okrucieństwo świata. Brzmi debilnie ale to wciąga jak narkoman po wizycie u dealera momentami smutne i dołujące, ale częściej wesołe i anarchiczne. Klimat troche jak w moim ukochanym "Black Lagoon", postaci są wredne i bardzo brzydko mówią.
BTW. W książce występuje też Szatan, mówiący w obcych językach i w pewnym momencie zwraca się do głównej bohaterki: "Bakayaro"
2.Botanika, Szweykowscy, 2 tomy : I.Systematyka, II.Morfologia- masa bohaterów, skomplikowani wewnętrznie, ale nudni, bardzo szczegółowe opisy przyrody, zero dialogów
3. Króciótka książeczka - Łysek z pokładu Idy - Gustaw Morcinek - często wracam do tej książki. Wzruszające losy konia pracującego w kopalni. Bardzo ładna i jak na lekture cieniutka. Lubiłem też książki o dr Dolittle i ogólnie wszystkie książki o zwierzętach
4. "Granica" - zmusiłem sie żeby to przeczytać bo miałem przeczucie że bedzie na maturze rozszerzonej. I była. Na podstawowej. W gimnazjum kazali nam Tadzia czytać. Ta książka jest magiczna! 5 minut po przeczytaniu danego fragmentu nie wiedziałem co się w nim wydarzyło
5. Tu bym sie mógł rozpisać więc polecę autorów: Tad Williams (dla miłośników fantasy), Dumas (przygodówki) Puzo (gangsterka!)
poezji w zasadzie nie czytam, jednak podobają mi się wiersze Baczyńskiego i jakieś pojedyncze wiersze o tematyce wojennej innych autorów



Solar - Pn lut 18, 2008 8:13 pm

Rowling juz była to może Sienkiewicz! Coelho! Albo "Kod Leonarda da Vinci" ;P
A strasznie dużo osób mnie pyta czy czytałam "Samotność w sieci"


Książki Coelho miałam w rękach dwie - "Alchemika", którego kupiłam w antykwariacie i "Demona i pannę Prym". O "Alchemiku" powiem lakonicznie - ujdzie. Drugą książkę wzięłam, by wyrobić sobie zdanie o tym pisarzu. Nie podobała mi się ani trochę i jej nie skończyłam. Też bym chciała jak bohaterka iść pewnego, zwyczajnego dnia drogą i nagle, bez zapowiedzi, bez specjalnych przemyśleń odkryć, że najbardziej na świecie boję się samej siebie - i oczywiście ta Złota Myśl zaważy na całym moim życiu z całą moją świadomością, jakby została zesłana mi przez jakąś wyższą siłę.
Coelho potraktował opisy czegokolwiek bez uczuć. Dwa, trzy słowa opisujące co robi bohaterka, czy gdzie ona się znajduje i koniec. Miałam wrażenie, że czytanie tego "dziełka" to jak macanie zimnego, bladego kurczaka z supermarketu. Jak bajki dziecka, które jeszcze nie potrafi powiedzieć o bohaterach nic więcej niż "poszła, wzięła, zobaczyła".
Moja opinia? Proste historie dla prostych ludzi, napisane prostym językiem, żeby zrozumieli. Złości mnie to tym bardziej, że Coelho robi za "oświeconego". A to już było i na dodatek w jego wersji jest prymitywne.

Już wolę coś, czego do końca nie zrozumiem, ale przynajmniej będę musiała przez to wysilić mózg szukając sensu i ewentualne wnioski będą MOJE, a nie podane na tacy i wypisane WIELKIMI LITERAMI.

A z poetów czytuję tylko jednego - Stachurę Mam parę ulubionych tekstów jego autorstwa i do nich często wracam.

***
W kontemplacji aluminium
mieści się również skandynawski ogród Hesperyd
i dachy powolne lśniącym salamandrom
które deszcz namaszcza
wonna przynęta na nozdrza
a możliwe że na stopy lunatyków

Wspomniałem ogrody
bo mogą nie wierzyć sceptycy
w późne powracanie okazałosci jesiennej
i dzbany pełne ociekajace smukłością
na karki wysoko pokornych kobiet
a możliwe że na stopy lunatyków



sketch - Pn lut 18, 2008 9:04 pm
Coelho... Chyba dobry dla gimnazjalistów moja uczęszczająca do liceum siostrzenica jakiś czas temu była wielką fanką, jej znajomi podobno również, stąd wyrobiłam sobie ten możliwe, że krzywdzący wniosek. Typ książek, które "wskazują drogę". Czytałam Alchemika bo podobno był podobny do Małego Księcia i chyba Nad brzegiem rzeki.... Podobne opinie o książkach "czyniących z nas lepszych ludzi" słyszałam o autorze Oskara i panny Róży. Nie wzruszyło, może gdzieś mi brakuje wrażliwości by "odczuwać" takie książki- nie wiem. Dla usprawiedliwienia powiem, że mam na półce sprezentowaną którąś kolejną jego książkę, która wyszła na fali: Kiedy byłem dziełem sztuki, miałam ogromne skojarzenia z Portretem Doriana Greya, gdyby jeszcze próba kopiowania była choć trochę udana. Ale technicznie, literacko - w tym sensie, mało mnie przekonuje.
Samotność w sieci należy do tej grupy książek, których nie ruszę, chyba, że zadziała jakaś siła wyższa, która zmusi. Koleżanka spróbowała jednego wieczora i cóż... Inne dwie koleżanki rozpętały między sobą żarliwą dyskusję odnośnie zakończenia (zginął, nie zginął? a w którym miejscu to zasugerowano? no przecież w tej taksówce!). Jakby nie patrzeć: same koleżanki się za to biorą
A skoro jesteśmy przy literaturze popularnej i jej autorach: co z Jonatanem Carrollem?



Shinyu - Wt lut 19, 2008 10:22 am
Niestety nie czytałam

Oj, ja Coelho czytałam całkiem sporo. W gimnazjum (kto by pomyślał). Alchemik, Demon i Panna Prym, Na Brzegu Rzeki Piedry Usiadłam i Płakałam, 11 minut, Piąta Góra, Weronika Postanawia Umrzeć i to chyba wszystko. A to wszystko dlatego że mi się nudziło a miałam znajomych całkiem nieksiążkowych, i nie było nikogo kto by mi polecił coś naprawdę dobrego. Więc czytałam wtedy wszystko to, co leżało w sklepach na półkach z napisem "bestseller". Niestety.
Na jednym forum ostatnio o nim pisałam, więc może tylko powtórzę - zwykły człowiek, który lubi czasem coś poczytać, ale jakoś szczególnie rozgarnięty nie jest, polubi jego książki. Zauważyłam że Coehlo cieszy się popularnością wśród młodzieży. Oh, ten jego oryginalny sposób pisania o walce dobra ze złem, o poszukiwaniu sensu życia i takie tam... ruszy każdego nastolatka który przechodzi kryzys tożsamości (we własnym mniemaniu). Wielka objawiona prawda w łatwych słowach. Tak zwana filozofia dla kur domowych. Patos dla mas. Ot. Najśmieszniejsi są ludzie którzy chcą zrobić wrażenie intelektualistów i chwalą mi się że czytali ostatnio Coelho.

A o Samotność w Sieci pytał mnie ostatnio kolega No i nie generalizujmy - same koleżanki się za to biorą. Co to właściwie może znaczyć? Że jak koleżanka, to się bierze za coś gorszego? ;P Jak chodziłam do gimnazjum to rzeczywiście, koleżanki się zabierały za jakieś romansidła i taką literaturę niezbyt ambitną, ale koledzy wtedy niczego nie czytali. Chyba tylko Twój Weekend, bo nawet na CKM ich mózgi były zbyt ciasne. A teraz też część kolegów nie czyta, a ci którzy czytają, to głównie fantasy.



el doctore - Wt lut 19, 2008 11:05 am

Tak zwana filozofia dla kur domowych. Patos dla mas. Ot. Najśmieszniejsi są ludzie którzy chcą zrobić wrażenie intelektualistów i chwalą mi się że czytali ostatnio Coelho.
To może byście w końcu zaczęli pisać o pozycjach naprawdę ISTOTNYCH, bo jak na razie, to wałkujecie temat Coehlo, Pottera i Samotności w sieci. Swoją drogą, coś mi mówiło, że tak to się skończy.



XRay - Wt lut 19, 2008 11:22 am
No ja na ten przykład ostatnio przeczytałem po raz drugi zresztą, "Historię Fizyki" profesora Wróblewskiego. Wystarczająco ISTOTNE ?



Solar - Wt lut 19, 2008 11:33 am

Shinyu napisał(a):
Tak zwana filozofia dla kur domowych. Patos dla mas. Ot. Najśmieszniejsi są ludzie którzy chcą zrobić wrażenie intelektualistów i chwalą mi się że czytali ostatnio Coelho.


To może byście w końcu zaczęli pisać o pozycjach naprawdę ISTOTNYCH, bo jak na razie, to wałkujecie temat Coehlo, Pottera i Samotności w sieci. Swoją drogą, coś mi mówiło, że tak to się skończy.



Shinyu - Wt lut 19, 2008 11:35 am
Ktoś ma chyba zły humor. To normalne, że w takim ogólnym temacie się rozmawia o tytułach popularnych, nawet jeżeli są nasiąknięte tylko krytyką, bo są to tytuły znane wszystkim. Istotna dla mnie jest literatura utopijna, ale czy ktoś tutaj to podchwycił? Niewiele osób wie w ogóle kto to był Morus, co dla mnie jest niesłychane, a co z utopiami Campanelli, Gabriela de Foigny, Bergeraca i wieloma innymi? Jedna tylko osoba wspomniała o Orwellu, a literatura antyutopijna też jest niesamowicie obszerna. W każdej powieści s-fi znajdziemy jakiś wątek utopijny bądź antyutopijny, bardziej banalny bądź mniej. A czy ktoś podchwycił Gombrowicza? W mojej klasie licealnej na 33 osoby tylko dwie go lubiły, kilka miało stosunek neutralny a reszta szczerze go nie znosiła. Tak już jest z literaturą niszową, że czyta ją mało osób, dlatego trudno się spodziewać żeby tutaj ktoś znał moje ulubione tytuły. A jeżeli ktoś inny zacznie wypisywać swoje, to zapewne i ja nie będę ich kojarzyła. Takie smaczki nie zawsze do wszystkich trafiają.



el doctore - Wt lut 19, 2008 2:13 pm

Odbiegacie panowie.
Hmm, jakby tu nie odbiec od tematu? Może jak się z tego zrobi tytułową ankietę, to wtedy Moderacja nas nie zeżre?
ANKIETA
1. Czy książka, jako pewna rzeczywistość, nadaje się do dyskusji?
Odp. Nadaje się, tak samo jak kształt i osiągi samochodu czy układ przestrzenny mieszkania oraz cena metra kwadratowego tegoż.
2. Czy są tytuły książkowe, o których rozmowa prowadzi donikąd?
Odp. Jak widać, są.
3. Jakie jest prawdopodobieństwo zabrnięcia w ślepą uliczkę "niszowości", gdy porzuca się decyzję prowadzenia rozmowy o tytułach prowadzących donikąd?
Odp. Duże.

Nie marudź, tylko sam rzuć jakiś ciekawy tytuł
Ależ Solar, Brutusie, przewiń łaskawie ten temat wstecz, a znajdzie o co prosisz.



sketch - Wt lut 19, 2008 4:27 pm

Co nienapisane - nie istnieje, jak to się mówi.
A granice mojego języka są granicami mojego świata ?
No, taki wstęp.
Uważam, że rozmowa o literaturze popularnej wcale nie prowadzi do nikąd. Mówimy o pewnych gustach, które podobają się masie mieszczuchów. I nie mówmy, że kicz jest z gruntu zjawiskiem negatywnym, bo każdy z nas ma jakieś na niego zapotrzebowanie.


Czy książka, jako pewna rzeczywistość, nadaje się do dyskusji?

Podzielę się swoimi przemyśleniami, ale są one bardzo intuicyjne, żaden ze mnie znawca, a na studiach codziennie uświadamiam sobie, że jestem ogórkiem zielonym, albo marchewką co ledwo wystaje z ziemi, więc w razie czego polemizujcie.
Jestem w trakcie lektury Rolanda Barthesa, on wprowadza bardzo ciekawe rozróżnienie na dwie metafory krytyczne: dzieło i tekst. Ze względu na to jak potraktujemy w tym przypadku książkę różna będzie nasza interpretacja. Książka jako dzieło mówi, że poszukujemy w niej jakiejś prawdy objawionej, ukrytego sensu. Wydaje mi się, że dawno dawno temu (^_-), w dalekich czasach gimnazjum, liceum, czy podstawówki takie było moje podejście do większości książek. Czułam, że Kundera jest moim mentorem, że twory literackie Witkacego wyrażają jakiś niedostępny dla mnie stan jego pokręconej duszy, i tak dalej...
W coś takiego dobrze by się wpisał fenomen popularności nieszczęsnego Coelho czy tego od Samotności w sieci.
A idą troszkę dalej, dzieło wikła nas w jakąś ideologię, której wyznawcami stajemy się. A ideologie, jak wiadomo, niebezpieczne są...
W przypadku potraktowania książki jako tekstu chodzi o samą przyjemność czytania. Odstawiamy sensy, prawdy, powroty do wielkiej macierzy wszechrzeczy i mentorstwo na bok, jako coś mniej ważnego i wchodzimy na pole gry. Niejednoznaczność, która stanowi opór przy ostatecznym sklasyfikowaniu danej książki sprawia nam przyjemność. Lubimy jak się nas zaskakuje, kiedy mamy do czynienia z nowością, nawet niewielką w przestrzeni tego co oswojone, co się jakoś powtarza.
Dziś na przykład zamiast czytać kolejną książkę J. Carrolla zastanawia mnie fakt, jak to jest możliwe, że niemal równocześnie bez jakichś widocznych przepływów pomiędzy, w trzech różnych miejscach na świecie: Japonii (Murakami), Ameryce Południowej (CortĂĄzar, Marquez), Austrii (Carroll), rozwija się w literaturze, przybierający różne formy realizm magiczny.

W kwestii pozycji ISTOTNYCH może jakiś natchniony duch ekspercki się ujawni? Ja wiem, że to babranie się w definicje, ale to co dla mnie jest wartościową pozycją niekoniecznie musi być dla innych. Będziemy poruszać w granicach jakiegoś określonego kanonu (<- ? tu pytanie do objawionego ducha eksperckiego, albo gógla jakiegoś), bo po niezadowoleniu widzę, że jednak nie chodzi o luźną polemikę. Trochę szkoda, ale to i plus, jakieś wyzwanie.



el doctore - Wt lut 19, 2008 6:48 pm

Mówimy o pewnych gustach, które podobają się masie mieszczuchów.
Oj, oj, z tym deprecjonowaniem mieszczuchów to bym uważał. Wypinając sie na ich gusta czy ową formację społeczną oraz pomijając fakt, że nie ma już chyba czegoś takiego, jak "mieszczaństwo", to połowy literatury by nie było. Na pewno większości francuskiej (Balzak, Flaubert, Proust, itd.), niemieckiej (Tomasz Mann, Bernhard, Musil, itd.) i zapewne polskiej - prawie całego Dwudziestolecia, wcześniej - Prusa, a może i Gombrowicza. A nie, on był "ziemiaństwo" z Ziemiańskiej. Czyli też nawrócony mieszczuch.

Dziś na przykład zamiast czytać kolejną książkę J. Carrolla zastanawia mnie fakt, jak to jest możliwe, że niemal równocześnie bez jakichś widocznych przepływów pomiędzy, w trzech różnych miejscach na świecie: Japonii (Murakami), Ameryce Południowej (CortĂĄzar, Marquez), Austrii (Carroll), rozwija się w literaturze, przybierający różne formy realizm magiczny.
Naprawdę? Zastanawiasz się nad takimi rzeczami? Jestem pełen podziwu. Ale dobra, więc co to jest ten "realizm magiczny"? Czy to przypadkiem nie jest taki worek bez dna, w który można wrzucić dosłownie wszystko, odkąd nie ma już żadnych znaczących nurtów literackich dających się opisać w ramach jakiejś zwartej formacji światopoglądowo - estetycznej? Poza tym, np. taki Murakami, którego co prawda nie znam za dobrze, ale to co znam ("Norwegian Wood", "Kafka nad morzem"), średnio mi się podoba, jest pisarzem japońskim tylko poniekąd. Bardzo przesiąkł Europą a może Ameryką i gdzieś to tam w nim zostało. Dlatego może jest tak bliski ludziom z naszego kręgu kulturowego. Co innego Mishima. To jest dopiero "realizm magiczny", niepotrzebujący żadnego sztafażu magicznego. Opisuje rzeczywistość tak odmienną, że magiczność bierze się tutaj chociażby z podglądania życia aktorów kabuki.

Trochę szkoda, ale to i plus, jakieś wyzwanie.
Nie, no dyskutujcie sobie o czym chcecie. W końcu po to jest forum.

Acha. Jeszcze a propos tego "realizmu magicznego". Zapewne jest też coś na rzeczy w tym, że wielu ludzi uważa, iż jest on pewnym objawem tęsknoty za duchowością. Bliżej nieokreśloną. Skoro wypaliły się (albo przeżywają głęboki kryzys) tradycyjne formy duchowości. To dość wygodne, bo nie zakłada jakichkolwiek deklaracji światopoglądowych, otwiera natomiast furtkę, pozwalającą czerpać z bogactwa wierzeń, mitów, itd. Jak w filmowym "Labiryncie Fauna".



sketch - Wt lut 19, 2008 7:36 pm

Oj, oj, z tym deprecjonowaniem mieszczuchów to bym uważał. Wypinając sie na ich gusta czy ową formację społeczną oraz pomijając fakt, że nie ma już chyba czegoś takiego, jak "mieszczaństwo", to połowy literatury by nie było. Na pewno większości francuskiej (Balzak, Flaubert, Proust, itd.), niemieckiej (Tomasz Mann, Bernhard, Musil, itd.) i zapewne polskiej - prawie całego Dwudziestolecia, wcześniej - Prusa, a może i Gombrowicza. A nie, on był "ziemiaństwo" z Ziemiańskiej. Czyli też nawrócony mieszczuch.

Nie wypinam się. Mam na myśli gusta, które uderzają w masową wyobraźnię dziś i problem tej "kiczowatości" w literaturze popularnej, która teraz jest nam proponowana, czy może teraz ją sobie wybieramy. Masowość to chyba wytwór naszych czasów i może się mylę, ale wspomnieni wyżej autorzy jeszcze z masowym czytelnikiem do czynienia nie mieli. Możliwe, że powinnam użyć przy mieszczuchach jakiegoś cudzysłowia, nie wiem, ale dziękuję za uwagę.


Naprawdę? Zastanawiasz się nad takimi rzeczami? Jestem pełen podziwu.
bez ironii, proszę.

A realizm magiczny takim workiem bez dna jednak do końca nie jest. Wydaje mi się, że są pewne wyznaczniki, które mogą wskazać, czy dany pisarz powiedzmy wchodzi w ten nurt czy nie. Nie może być przecież tak do końca fantastyką, o jakiejś hiperrzeczywistości też chyba mówić nie wypada. Jakieś ramy są, może mniej wymagające dla takiego literata, ale zawsze. Można też realizm magiczny parodiować, jak to czynił Marquez. Jak już wspomniałam jestem tylko zielonym ogórkiem i to co piszę to raczej intuicje na temat, ale próbować chyba można.

Mishima czeka do przyszłego tygodnia grzecznie na półce.
Zgodzę sie co do Murakamiego. Japońska krytyka literacka ma z nim ze względu na tą "zachodniość" podobno problemy. Bo gdzie mu do takich wielkich jak Kawabata Yasunari czy ĹŚe Kenzaburō, a ludziom się podoba. I co tu zrobić.



el doctore - Śr lut 20, 2008 9:22 am

Mam na myśli gusta, które uderzają w masową wyobraźnię dziś i problem tej "kiczowatości" w literaturze popularnej, która teraz jest nam proponowana, czy może teraz ją sobie wybieramy.
O, dobrze, że dodałaś - "czy może teraz ją sobie wybieramy", bo nie bardzo rozumiem lamentu nad rzekomym zalewem kiczowatości. Nie jesteśmy chyba bezwolnymi ofiarami, prawda? Jakoś ja nadal nie mam problemów z docieraniem do pozycji, które mnie interesują, a że komuś podoba się Samotność w sieci, to jego sprawa. Dopóki nikt mi nie będzie wmawiać, że jest to arcydzieło, to gdzie tu problem? Zawsze można zmienić temat rozmowy.

A realizm magiczny takim workiem bez dna jednak do końca nie jest. Wydaje mi się, że są pewne wyznaczniki, które mogą wskazać, czy dany pisarz powiedzmy wchodzi w ten nurt czy nie.
Powiem szczerze - nie interesuje mnie realizm magiczny, a jeśli coś tam zdarzyło mi się z tego nurtu (?) przeczytać, to nie na tyle, by głowić się nad definicją tegoż. Ale skoro twierdzisz, że da się to jakoś ująć w ramy, to pewnie masz rację. Ja miałbym z tym kłopot, bo np. czy "Kraina traw" to realizm magiczny, a jeśli tak, to dlaczego?

Bo gdzie mu do takich wielkich jak Kawabata Yasunari czy ĹŚe Kenzaburō, a ludziom się podoba. I co tu zrobić.
Ano, nic. Czytać dalej.



sketch - Śr lut 20, 2008 3:18 pm
Uff. Cieszę się, że wyszliśmy z tego tematu w miarę zgodnie.
myślałam, że ten realizm magiczny będzie nas prześladował do końca i jakoś dziwnie czułam się na pozycji obrońcy (?) nurtu, za którym sama aż tak bardzo nie przepadam...
Dodam tylko jeszcze, że bardzo bym chciała, żeby takich bezwolnych ofiar, oraz ortodoksyjnych fanatyków było jak najmniej.



Pottero - Pn cze 02, 2008 8:25 pm
Poszedłem dzisiaj do biblioteki, żeby oddać zaległe książki, zapłacić karę i wyrobić nową kartę biblioteczną, a przy okazji wypożyczyłem parę książek, które, o dziwo, znajdują się w zasobach rybnickiej biblioteki. Na pierwszy ogień poszła ta, po którą tam polazłem, czyli ‼Mitologia Japonii” Jolanty Tubielewiczowej. Co prawda nie miałem dziś zbyt wiele wolnego czasu, ale łyknąłem pięćdziesiąt stron. Książka co prawda pisana jest, że tak powiem, naukowym językiem i wydrukowana maleńkim druczkiem, ale czyta się ją naprawdę dobrze. Autorka wyczerpująco rozwodzi się nad japońską mitologią, zaczynając od shintō, jego ‼świętych ksiąg”, wpływu, jaki wywarł na tę religię buddyzm, sytuacji ‼geopolitycznej” Japonii kilka wieków przed naszą erą itp., później przechodząc do właściwej części. Póki co, jestem po narodzinach pierwszych bogów i konflikcie Amaterasu z Susano’o. Jutro część dalsza, a jak skończę, to prawdziwa kniga – ‼Historia Japonii” tej samej autorki.



Shinyu - Wt cze 17, 2008 8:07 pm
Ho ho, Tubielewicz to genialnie "Historię Japonii" napisała Ja ją na razie miałam okazję przekartkować i przeczytać sam początek, ale język bardzo przystępny jest. Na razie czeka na półce u mojego chłopaka aż zaczną się wakacje, ale bardzo dumna jestem że udało mi się ją złapać w przystępnej cenie. To smutne że nie wznawiają takich tytułów.



Pottero - Wt cze 17, 2008 8:29 pm

bardzo dumna jestem że udało mi się ją złapać w przystępnej cenie. To smutne że nie wznawiają takich tytułów.

I tu jest problem – utknąłem w ‼Mitologii Japonii”, bo nie mam zbyt wiele czasu na czytanie, a tu za dwa tygodnie książki wypadało by zwrócić. Co prawda wyciągnęli je z magazynu, bo od 2005 roku nikt ich nie wypożyczył, ale nie mogę przedłużać wypożyczenia w nieskończoność . W żadnej księgarni zapewne o takich książkach nie słyszeli, więc jak mi w końcu starsi kasę oddadzą, to się przejdę do antykwariatu, może tam znajdę. No, chyba że ktoś w międzyczasie wystawi którąś na Allegro, w styczniu ktoś chciał opylić ‼Mitologię” za dziesięć złotych.



Shinyu - Wt cze 17, 2008 8:40 pm
Hmm, na Allegro to ludzie ją wyczuwają i licytują. Przynajmniej "Historię..." bardzo trudno dorwać za mniej niż 70zł. Wcześniej wypożyczyłam ją z czytelni swojego liceum, więc warto poszukać w jakiś osiedlowych bibliotekach.
A czy "Mitologia..." jest ciekawa? Bo z tego co słyszałam to japońska mitologia jest bardzo chaotyczna i poplątana i nie wiem czy też się zainteresować.



Pottero - Śr cze 18, 2008 2:53 am
Fakt, jest strasznie chaotyczna – w pewnym momencie można się pogubić w tych wszystkich krainach, chronologii i genologii bóstw, kolejności, w jakiej i z kogo w ogóle powstawali, ale jeśli uda się to wszystko jako tako ogarnąć, lektura może być naprawdę interesująca i przyjemna.



Pottero - Śr paź 15, 2008 12:33 pm
Kurczę, po zapoznaniu się ze zbiorami szkolnej biblioteki, nie żałuję, że tam poszedłem, bo znaleźć można tam takie smaczki jak: ‼Anime from Akira to Howl’s Moving Caste”, ‼Cruising the Anime City an Otaku Guide to Neo Tokyo”, ‼From Impressionism to Anime: Japan as Fantasy and Fan Cult in the of the West”, ‼Stray Dog of Anime: The Films of Mamoru Oshii”, ‼The Anime Encyclopedia: A Guide to Japanese Animation Since 1917 (Revised & Expanded Edition)”, ‼Aktor doskonały: Traktaty Zeamiego o sztuce nō”, ‼Genji monogatari” (anglojęzyczna wersja). Nie mówiąc już o tym, że znajdują się tam jeśli nie wszystkie, to na pewno najważniejsze publikacje Tubielewiczowej i Kotańskiego, a do tego cała masa słowników jakichkolwiek-japońskich, japońsko-jakichkolwiek, podręczników i innych cholernie interesujących rzeczy. Czuję się jak w raju, mając to wszystko pod ręką! Sorry za spam, musiałem się wyżalić, bo póki co od tygodnia pracuję nad książką cholernie nieinteresującą, żeby jutro móc oddać referat, mieć ją z głowy i zająć się powyższymi cudeńkami .