Najbardziej żałuję, że skończyło się...
Tassadar - Śr sie 19, 2009 5:31 pm
Czasami po obejrzeniu anime mamy niesamowite uczucie żalu, że już się skończyło. Nie chodzi mi tu tylko o problem typu "kiedy w końcu zrobią kontynuację?" odnoszący się do seriali w przypadku których jest to tylko kwestia czasu. Mam na myśli raczej produkcje już zakończone, takie co do których otwarte zakończenie pozostawia ewentualnie możliwość powstania sequela oraz takich przypadków, gdy kontynuacja jest niestety mało prawdopodobna.
Podam kilka własnych przykładów i zachęcam do dzielenia się spostrzeżeniami.
Mushshi - naprawdę, czy muszę pisać coś więcej? Te 26 odcinków minęło jak z bicza strzelił. Pozostało uczycie, ze nawet gdyby było ich 10 razy tyle, to i tak byłyby równie wciągające. Owszem, ponowne oglądanie nadal powoduje niesamowite wrażenia ale chciałoby się zostać zaskoczonym czymś nowym.
Aria the Origination - dlaczego to się musiało skończyć Tak niesamowita seria mogłaby przecież opowiadać dalsze losy gondiolierek, tym razem już jako w pełni opierzonych przedstawicielek tego zawodu. Chlip! Ale... jest pewna nadzieja. Kozue Amano ma się w tym roku zabrać za nową mangę pt. "Amanchu!" Pozostaje cierpliwie czekać
Berserk - to był tylko urywek, element wielkiej opowieści. Fanom mangi narobił mnóstwo apetytu i nadziei, po czym urwał się ot tak sobie...
City Hunter i Angel Heart - mógłbym to oglądać w nieskończoność niczym niektórzy "Modę na sukces". Tyle już było odcinków, ale mimo zmiennego poziomu nigdy się nie nudziłem i naprawdę szkoda, że całość została już raczej pogrzebana.
Sunabozu (Desert Punk) - anime które przerwano w momencie niemal tak bezczelnym jak w "Berserku" Tak że i tutaj było to jak najbardziej uzasadnione ale naprawdę szkoda takiego potencjału. Zwłaszcza, że na kontynuację raczej się nie zapowiada i najprawdopodobniej szybciej ukaże się "Duke Nukem Forever" niż 2 część "Sunabozu".
Ximinez - Śr sie 19, 2009 6:15 pm
Berserk - to był tylko urywek, element wielkiej opowieści. Fanom mangi narobił mnóstwo apetytu i nadziei, po czym urwał się ot tak sobie...
I tak i nie. Ja jestem wdzięczny twórcą za to co zrobili i jak to pokazali. Nie wyobrażam sobie lepszej zachęty do przeczytania Najlepszej Mangi Świata niż ostatnie odcinki serii (chociaż przycięli kilka istotnych elementów). Ale u mnie sytuacja wyglądała następująco: najpierw anime, później manga (no dobra, najpierw było sławne w pewnych kręgach AMV z Moondancem Nightwisha). Faktycznie można czuć niedosyt kiedy zaczynało się od mangi (przynajmniej pokryli cały 'Golden Age').
Claymore - dalej nie ruszyłem mangi, ale strasznie mnie wciągnął ten tytuł. Przy czym ostatnie odcinki napsuły nerwów (wolałbym przynajmniej inaczej rozwiązaną fabułę).
Darker than BLACK - druga po *khu!*ElfenLied*khu!* seria, w której nie mogłem odżałować zakończenia. Ogromny niedosyt i niewykorzystany potencjał. Na szczęście 2gi sezon w drodze.
Detroit Metal City - chociaż tak jak SZS mogę oglądać w kółko i cały czas świetnie się bawić, to nowe obiekty gwałtów i pojedynki na scenie były by mile widziane
Elfen Lied - należę do tej grupy, która się świetnie bawiła i chciała by jeszcze, przynajmniej spójne zakończenie (również manga nietknięta).
Fullmetal Alchemist - może i alternatywa dla mangi, ale po 50 odcinkach zasłużyli na godziwe rozwiązanie.
Higashi no Eden - za wiele możliwości, zbyt dużo cięć. chce więcej i inaczej.
Mezzo Forte - bardzo przyjemne OVA, szkoda, że już seria TV (Mezzo DSA) straciła całą magie.
RideBack - kolejny tytuł, który pomimo pokładanych nadziei sromotnie mnie zawiódł w ostatnich odcinkach. Może kiedyś odkurzą temat.
Shigurui - od pierwszego odcinka nakręciłem się niemiłosiernie, z każdą jedną sceną walki jeszcze bardziej wsiąkałem... a tu takie cięcie
Tengen Toppa Gurren Lagann - wspaniała przygoda, niestety jak z dobrą książką... kiedyś się trafi na napisy końcowe.
The Skull Man - historia mnie mocno zaabsorbowała. Może się kiedyś doczekam dalszych losów genialnie wykreowanego antybohatera.
Pozatym nigdy nie mam dość epizodycznych opowieści z nurtu supernaturalne/tajemnice. Mushishi, 100 Stories, Demon Prince Enma, xxxHOLiC, Hakaba Kitarou to tytuły ze specyficznym klimatem i różniące się diametralnie wykonaniem. Reprezentują jednak gatunek, który pomimo mankamentów najbardziej mnie absorbuje i najbardziej jest mi tu żal rozstawać się z bohaterami.
Grabiarz - Śr sie 19, 2009 6:18 pm
Też mi tęskno za Mushishi, a berserkowe zakończenie to już kompletna porażka. Cóż nam więc pozostaje? Ano mangi.
Przede wszystkim przykro, że skończyło się Samurai champloo Przygody Mugena, Fuu i Jina mógłbym oglądać bez końca, ich podróż w rytm hiphopu po feudalnej Japonii skończyła się moim zdaniem zbyt szybko.
Najlepsza według mnie komedia anime Abenobashi Mahou Shoutengai ze swoimi 13 odcinkami to też za mało, ile jeszcze rzeczy można by wyśmiać i sparodiować
Soul Hunter strasznie było mi ciężko rozstać się z bohaterami, wszystkich bardzo polubiłem. Rewelacyjna seria, jedna z lepszych puszczanych niegdyś w naszej tv
Golden boy - 6 odcinków nieprzerwanego śmiechu i co? Kintaro zwiał kamerzystom...
Kino no tabi tak, jedna z najmądrzejszych serii jakie kiedykolwiek powstały musiała być krótka. Kto by tam takie coś oglądał
Tak w ogóle bardzo mnie denerwuje to sztywne trzymanie się ram ilości epów w tworzeniu anime. Jak nie 13 odcinków, to 26. I kij, że nie wszystkie wątki zamknięto, że niektóre postaci aż się proszą o więcej czasu antenowego.
Sir_Ace - Śr sie 19, 2009 7:38 pm
Nana - niedawno skończyłem oglądać. Seria zrobiła na mnie ogromne wrażenie, jednak zakończenie pozostawiło uczucie sporego niedosytu. Trochę popsioczyłem, ale spostrzegłem, że to dopiero połowa mangi
Ghost in the Shell - mógłbym oglądać godzinami (i czasami tak robię ).
Alita - cała ta OVA...
Gundam SEED - wytrzymałbym jeszcze kila 50-odcinkowych serii z tego uniwersum
Wolverine - Cz sie 20, 2009 5:17 pm
Elfen Lied - należę do tej grupy, która się świetnie bawiła i chciała by jeszcze, przynajmniej spójne zakończenie (również manga nietknięta).
Ja akurat serię TV uważam za zamkniętą całość, która nie potrzebuje żadnych dopowiedzeń. To cóż, że zakończenie stawia przed widzem wiele pytań i zmusza do domysłów (właśnie takie zakończenia lubię). Ucieszyłbym się jednak niezmiernie gdyby ktoś pokusił się o remake, tym razem w pełni zgodny z mangowym pierwowzorem.
Shigurui - od pierwszego odcinka nakręciłem się niemiłosiernie, z każdą jedną sceną walki jeszcze bardziej wsiąkałem... a tu takie cięcie
Tu akurat zgadzam się w stu procentach. Jeden z moich ulubionych tytułów skończył się ot tak, w pół słowa. Ale nie rozpaczajmy. Być może w przyszłości doczekamy się kontynuacji. Tym bardziej, że manga jest cały czas publikowana.
najprawdopodobniej szybciej ukaże się "Duke Nukem Forever" niż 2 część "Sunabozu".
Mój kandydat do tytułu "sarkazm roku"
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL