Najlepszy azjatycki horror



Steelie - Pn mar 20, 2006 7:04 pm
Od czasu sukcesu Ringu filmy tego typu zyskały popularność i w Polsce. Ring 2, Dark Water, Yu-On, Yu-On 2, Shutter. Który z nich jest najlepszy? Który najstraszniejszy (dla niektórych może to znaczyć to samo, dla innych nie)? Ja kiedy oglądam horror to mam ochotę się bać, więc najbardziej podobały mi się Dark Water i Shutter, bo były najstraszniejsze. Poza tym Shutter miał jeszcze dobre, zaskakujące zakończenie, jak u Shyamalana.




Dark Rael - Pn mar 20, 2006 7:38 pm
Ogladalem tylko Ringu, jesli wezmiemy pod uwage kino swiatowe to niestety ringu jest tandetnym niskobudrzetowym horrorkiem. Inna rzecz, ze horrorki od zawsze takie byly, ze wspomne chocby wytwornie hammer, ktora robila tanie filmy, ale one jednak dobrze straszyly. Darkwater przespalem bylem zmeczony, widzialem koncowke, jedno powiem: Kenji porzadna zrobil tam muzyke.



argentum_astrum - Pn mar 20, 2006 8:27 pm
Fakt, muzyka jest w "Dark Water" niezła - choć niezwykle oszczędna. Film ów jest zresztą całkiem porządnym horrorem. Nie są to absolutne szczyty gatunku, ale z pewnością jego wyżyny.
A dlaczego nie szczyty? No cóż, proponuję go porównać z arcydziełami takimi jak "Wstręt" Polańskiego (celowo wspominam ten tytuł a propos narastającej "akwafobii" bohaterki "Dark Water") lub "Lśnieniem" Kubricka - wtedy jasno widać dlaczego...



Dark Rael - Pn mar 20, 2006 9:00 pm
Własnie o lsnieniu tez pomyslalem, ta krew z windy... I muzyka Pendereckiego dokladnie w tym stylu. O wlasnie to jest horror ambitny, jeden z niewielu... A Jack to wymazony dyjabel




Pottero - Pn mar 20, 2006 11:11 pm
Ja powiem szczerze, że jeszcze żaden azjatycki horror jakoś specjalnie mi się nie spodobał... Może dlatego, że niewiele ich widziałem? Obejrzane przeze mnie filmy to te, które sprowadza sie do Polski, tak więc „The Ring: Krąg”, „Dark Water”, „Shutter: Widmo”, „Klątwa ju-on” czy „R-Point”... Żaden nie zrobił na mnie większego wrażenia, bo – jak już powiedziałem w innym temacie – uodporniłem się na to. Gdybym miał któryś wskazać, chyba wybrałbym „R-Point”, bo resztę praktycznie przesypiałem – ileż razy można oglądać duchy jakichś dzieci? Byłbym oczywiście niesprawiedliwy, gdybym nie pochwalił muzyki Kawaia do paru wspomnianych wcześniej filmów, ale to nie jest szczyt jego możliwości – polecałbym raczej znany chyba wszystkim „Ghost in the Shell” czy, mniej znany u nas, film będący koprodukcją japońsko-polską pod nazwą „Avalon”. Sam film dość kiepski, ale muzyka... Cóż, dla melomana powinien być to istny orgazm

A co do innych horrorów, to jako najlepszy wskazałbym chyba „Koszmar z ulicy Wiązów” pana Cravena – pamiętam, że jak byłem mały, to zawsze straszyli mnie Freddym Kruegerem. Jako dwu- czy trzylatek nawet się go bałem, ale później mi przeszło – stał się dla mnie fascynujący, idealna maszyna do zabijania, nie to, co jakiś tam Jason Voorhees. Wielokrotnie już naraziłem się fanom horroru tym stwierdzeniem, narażę się i Wam, ale zawsze mówię to, co myślę – „Lśnienie” było w moim odczuciu raczej pierdołowatym horrorem: tyle się o nim nasłuchałem wspaniałych rzeczy, a kiedy w końcu zabrałem się za oglądanie, to ledwo wytrzymałem z nudów do końca... Przez te ponad dwie godziny tak się masakrycznie wynudziłem, że postanowiłem sobie na jakiś czas dać spokój z Kubrickiem. Doceniam za to inne filmy tego reżysera: „Oczy szeroko zamknięte”, „2001: Odyseja kosmiczna” i – oczywiście – „Mechaniczną pomarańczę”. Nie trawię też „Egzorcysty” – kolejny film, przy którym przysypiałem z nudów. Do tej grupy można wrzucić też „Cannibal Holocaust”, „Odwiecznego wroga”, „Saló, czyli 120 dni sodomy” (to nie horror, ale nie wiedzieć czemu, jako taki się go wymienia; mimo to „Saló” było jeszcze znośne, po prostu dla mnie nie było tak szokujące, jak opowiadano – od czasu jego nakręcenia minęło już w końcu ponad ćwierć wieku), „Draculę” z 1931 roku i parę innych tytułów. Trochę się obawiam, że coś jest ze mną nie tak, skoro psioczę na to, co inni uznają za obsolutną krytykę, a bawią mnie filmy Tromy (a tak na marginesie: jeśli chcecie zobaczyć naprawdę beznadziejny film, to polecam „House of the Dead”, „Alone in the Dark” i „BloodRayne” Uwego Bolla – ten koleś to wie, jak spieprzyć nawet najlepszą grę komputerową; jako że ten palant w ogóle nie potrafi kręcić, nawet filmów na podstawie gier, ja trzymam kciuki za „Silent Hill”, z którym nie miał on nic wspólnego, a prace nad nim trwają już kilka lat, w przeciwieństwie do filmów Bolla, który w kilka miesięcy wyrabia się z kręceniem filmu i jego montażem, wskutek czego co rok może nas straszyć nowym gównem sygnowanym jego nazwiskiem )...



mahou - Wt mar 21, 2006 12:50 pm
Mój najlepszy horror azjatycki to Ring, bo Dark Water jakoś mnie zbytnio nie wciągnął. A tak wogle odnosłem wrażenie że właśnie horrory made in japan to nie mają szybkiej akcji, lub błyskawicznego zwrotu akcji. Wszystko na mój gust toczy się powoli, ale buduje to nastrój grozy, choć może dla niektorych zbyt powoli leci, bo zasypiają w kinie. A tak wogle to oglądałem tylko te dwa tytuły, więc nie mogę powiedzieć ze to występuje we wszystkich azjatyckich horrorach.



SickBastard - Pn lip 03, 2006 3:28 pm
akurat horrory azjatyckie zazwyczaj mi się podobają, z dwóch względów:
1.) egzotyki
2.) wykonania (od strony technicznej)

przede wszystkim, w dużej części produkcji nazywanych (ogólnie) 'j-horror', da się zauważyć jedną rzecz, strach przed postępem, techniką. występuje jakiś element techniczny, który łączy się ze sferą duchową (czy to komórka, kaseta video, komputer). mnie się to połączenie bardzo podoba. no i trzeba pamiętać, że rzadko który horror z Azji (mówię o tycg które robią obecnie i łatwo dostać) nie będzie miał w swojej tematyce duchów (specjalnie pomijam w tym poście filmy z gatunku Pinku eiga [czyli erotyka+ekstrema] oraz gore).
od strony technicznej to wiele produkcji wyróżnia się bardzo dobrymi (i zarazem oryginalnymi) zdjęciami i świetną muzyką..., które rewelacyjnie tworzą klimat opowieści.
jest kilka filmów które uważam za najlepsze i mogę polecić (z tych które widziałem oczywiście):
- "Kairo" (znane jako "The Pulse"). rewelacyjna opowieść o samotności, alienacji i przede wszystkim o duchach (chociaż nie uświadczy się tam ducha jak z "Klątwy" czy "Ringu"). bardzo morczny, bardzo przygnębiający.
- "One Missed Call" (w Polsce wyświetlane pod tytułem "Nieodebrane połączenie"). film Takashi Miike, dla mnie kwintesencja gatunku. Miike umieścił tam wszystko co można spotkać w j-horrorkach i zrobił to fantastycznie. jest klątwa, jest śledztwo i próba uwolnienia cierpiącej duszy.(tylko pierwsza część zjadliwa)
- "The Eye". horror z Hongkongu. mimo oszczędności w efektach robi piorunujące wrażenie.
- "R-Point". uwielbiam horrory wojenne, ale zdaje sobie sprawę, że ten film nie jest doskonały.

oprócz tego warto obejrzeć: "Akację", "Red Shoes", obie części "Ju-On", "Ringu", "Dark Water" (IMHO najlepszy film Nakaty), "Shutter", "The Phone"... z takich troche innych rzeczy: filmy Shinya Tsukamoto, Takashiego Miike (dla tych co lubią brutalność, tortury itp.). jak mi coś przyjdzie dobrego do głowy albo obejrzę coś nowego, dobrego to dopiszę.

który horror przestraszy, a który nie to kwestia indywidualna. mnie przestraszyły, z tych co wymieniłem, może trzy. jednak to, że mnie horror nie przestraszy nie dyskwalifikuje go ; )



Dark Rael - Pn lip 03, 2006 4:23 pm
Ha, iwidze, ze mamy tu eksperta od horroru azjatyckiego, ktory nas, niby to piszacych recenzje o kinie azjatyckim zawstydza Gdybys kiedys mial ochote jakis azjatycki horror opisac to daj znac, czuje, ze bylaby to fachowa recenzja. A jak trafie na te tytuly nie omieszkam obejrzec.



SickBastard - Cz lip 06, 2006 3:20 pm
czy ekspert to nie wiem, poprostu lubię i oglądam. : )
specjalistą w pisaniu recenzji też nie jestem, ale dzięki za propozycję. będę pamiętał i postaram się, jak tylko mi się sytuacja w domu unormuje (remont), napisać i Ci podesłać jakiś tekst.



rekin - Cz gru 07, 2006 5:29 pm
Nie jestem zwolennikiem gatunku, jednak moge polecic "Kaidan" Kobayashiego, a to ze wzgledu na niesamowity nastroj, choc nie jest to horror, po ktorym czlowiek boi sie zasnac. Film sklada sie z czterech nowel, ktorych wspolnym punktem sa duchy. Na uwage zasluguja zwlaszcza recznie (!) malowane tla i swietne aktorstwo (m.in. Tatsuya Nakadai, Takashi Shimura).



Dark Rael - Cz gru 07, 2006 6:07 pm
Kwaidan dobry, ale nie jako horror tylko jako film ktory powala wizualiami, gra swiatel sceografiami dzwiekiem i ogolnym klimatem, prawdziwa sztuka filmowa, a horrorki no coz jak to stare horrorki, dzis nie strasza juz, jak sto lat temu.



Wilk Stepowy - Pn kwi 09, 2007 7:21 pm
One missed call - widzę, że już wymieniony, rzeczywiście jeden z lepszych. Jego druga część niestety, choć poprawnie nakręcona od strony technicznej, totalnie nudna.
Ghost Train aka Otoshimono - kolejny typowy horrorek z klątwą i śledztwem. Nic ciekawego, ale oglądnąć można.
Marebito - dość nowatorska praca kamery i narracja, ale na tym plusy się kończą. Bo to, że coś jest nowatorskie nie oznacza, że koniecznie musi być dobre. Film nudny, z naciąganą fabułą, męczącą w odbiorze narracją. Nie polecam.
Man Behind The Sun... film wstrząsający. To nie jest horror, bardziej dokument, bo nakręcony na faktach, ale przez to jest jeszcze bardziej przerażający. Japońskie laboratorium w obozie jenieckim... co człowiek może zrobić człowiekowi. Nie wiem czy słowo "polecam" jest tu odpowiednie, ale oglądnijcie, bo warto.



Manni - Wt kwi 10, 2007 1:14 pm
Co widziałem:

The Ring - oglądałem go na długo przed wielkim szumem, jaki wywołał remake, na długo przed pojawieniem się filmu w Polsce. Nie wiedziałem o nim nic, ani o czym jest, ani jakiego właściwie to typu horror, ani jakiej produkcji. Oglądałem w zupełnej ciemności, na podwórku deszcz i burza, a ja sam z nieznaną produkcją. Efekt piorunujący. Do dziś darzę ten tytuł sporym sentymentem. Przy okazji zapraszam do poczytania mojego porównania wersji JAP i US - TUTAJ.

Dark Water - dość klimatyczny film z pogranicza horroru i dramatu. Świetny klimat, genialna muzyka, ciekawe zdjęcia i niezła gra aktorska. I do tego bardzo dobre zakończenie. Jestem też jedną z nielicznych osób, która stawia amerykański remake na równi z pierwowzorem.

Ju-On: The Grudge - film zrobiony wg wzorca: ktoś wchodzi - pojawia się dziewczynka - dręczy tego kogoś - ten ktoś ginie. I tak do końca filmu, a w międzyczasie gdzieśtam są porozrzucane elementy fabuły. Jako eksperyment - niezłe, jako horror - nieprzekonujące. Mimo strasznej dziewczynki i miauczącego dziecka - praktycznie niestraszne. A amerykański remake to jakieś nieporozumienie.

One missed call - film niewykorzystanej szansy. Mogło być ciekawie, ale w połowie filmu robi się nudno i sztampowo. Sytuację ratuje wykręcona, świetna końcówka oraz ta straszna melodyjka...

Audition - Miike odkupił się za "One Missed Call". Film, w którym napięcię rośnie, aby w finale wybuchnać całą siła. Ostatnie piętnaście minut to prawdziwy HORROR, szok i oczy wytrzeszczone z niedowierzania. Po filmie musiałem zebrać szczękę z podłogi. Bardzo mocne, inteligentne i szokująco brutalne kino.

Shutter - Widmo - ten film to rpzede wszystkim mocne i dołujące zakończenie. Cała reszta to typowy straszak z cyklu 'ciemnowłosa dziewczynka atakuje'.

The Eye - ciekawy pomysł, śliczna główna bohaterka i znowu dość mocne i przewrotne zakończenie. Nie powiem jednak, żebym jakoś specjalnie się bał, a tego chyba się od horroru oczekuje . Choć napięcię jest, za co duży plus.

The eye 10 - filmu nie dokończyłem, bo wyjątkowo mnie znudził. Bardziej czarna komedia niż pełnokrwisty horror. Choć scena z wywoływaniem duchów za pomocą miseczek - naprawdę zabawna. No i fajny motyw z historią bohatera, który kupił książkę na targu, a sprzedawca doradził mu, żeby nie zaglądał na ostatnią stroną, bo książka jest przeklęta. Bohater jednak przez przypadek widzi ostatnią stronę, a tam... (pauza pełna napięcia) wydrukowana cena, znacznie niższa niż ta, którą zapłacił .

Three... extremes - trzy wykręcone i niepokojące historie od azjatyckich reżyserów. Najciekawsza i najmocniejsza to ta Parka - o reżyserze, ale niestety przy finale opowieść sypie się niemiłosiernie . Może mnie horrorowata, ale wciąż bardzo niesamowita jest ostatnia historia - "Dumplings", ale tu nie chcę spoilerować, więc powiem tylko, że zaskakująco to aktualna opowieść .

The Host - no dobra, odrobinę naciągam, ale myślę że o tytule wspomnieć warto choćby ze względu na pierwsze 15 minut, które potrafi naprawdę zaszokować. I choć początek filmu jest najlepszy i najmocniejszy, to cała reszta filmu - mimo iż spokojniejsza i zabawniejsza - wciąż trzyma poziom. Polecam!

Masters of Horror - epizod Takashiego Miike - chora i wykręcona rzecz, pełna obrzydliwych i makabrycznych scen. Tylko dla fanów gore i lynchowskich klimatów. Mnie - mimo wszystko - oglądało się ciekawie, choć uczucia mam mieszane...

I to chyba tyle. Niedługo obejrzę "Tales of Two Sisters" i "Sąsiad spod 13-tki".



Wilk Stepowy - Śr kwi 11, 2007 5:37 pm
Ghost Game - Big Brother w nawiedzonym domu! Zapraszamy wszystkich kandydatów do kastingu. Wybrani szczęśliwcy będą mieli okazję spędzenia kilku dni na terenie starego obozu jenieckiego. Kto ma odwagę zmierzyć się z własnym strachem? Zwycięzca zgarnia pokaźną nagrodę. Starczy wytrzymać do końca programu!

Film bazuje na naprawdę tanich chwytach, ale robi to w bardzo fajny i skuteczny sposób. Żadnych efektów specjalnych, za to doskonała scenografia. Seans w nocy bez negatywnego nastawienia gwarantuje ciarki na plecach i nerwowe spojrzenia rzucane przez ramię



DarkWanderer - Pt wrz 28, 2007 8:09 pm
Ja już sam niepamiętam kiedy ostatnio oglądałem japoński horror... Ostatni był chyba "Opowieść o dwóch siostrach".... całkiem niezły z tego co pamiętam. Aaa i jeszcze jeden, tytułu jednak nie pamiętam.. (chodziło w nim mniej więcej o to, że facet przygotowywał jakiś casting do filmu i od pierwszego wejrzenia zakochał się w pewnej pannicy ze zdjącia i oczywiście chciał się z nią ożenić, dziewczyna jednak miała traumatyczną przeszłość (była bita i wykorzystywana przez nauczyciela w szkole baletu) co odkręciło jej umyśł.... w pewnej fazie filmu kazała mu przysiąc, że "nie będzie kochał nikogo innego poza nią", a że facet był wdowcem z nastoletnim synem, którego bardzo kochał, zrobiło się nieprzyjemnie......).



offca - Pt sie 22, 2008 6:21 pm
wiolonczela http://www.hancinema.net/korean_movie_Cello.php
Seuseung-ui eunhye http://www.hancinema.net/korean_movie_T ... h_Love.php



Solar - N sie 24, 2008 11:01 pm
Oglądałam przynajmniej połowę wymienionych tu filmów i pokuszę się o wydanie własnej opinii o niektórych tutułach.

Kairo wg. mnie był najgorszą produkcją, scenarzyści chyba nie mogli się zdecydować, co w końcu widzowi pokazać. Ot, mamy na przykład motyw z czerwonym pokojem i drzwiami zalepianymi czerwoną taśmą. Oczywiście nikt się nie pokusił o wyjaśnienie znaczenia tych "symboli". Odniosłam wręcz wrażenie, że miała to być parodia innych japońskich horrorów, kiedy zobaczyłam ducha dziewczyny wyciągającej ręce jak stereotypowe zombie i machającej nimi przed nosem bohaterki. Zapewne nie każdy tutaj słyszał o tej produkcji, napiszę więc krótko, że tym razem straszy internet. Końcówka, jak już ktos wspomniał, fatalistyczna.

Zresztą, parodią było właśnie Chakushin Ari (One Missed Call). Przerysowanie pewnych elementów było zamierzone (ach, ta przekręcająca się o 180 stopni głowa pewnej dziewczyny, odpadająca i tocząca się po podłodze...), a końcówka (notabene specyficzny happy end, przynajmniej, jeśli mówimy o pierwszej części, kolejnych nie oglądałam, a było ich bodajże trzy) wyraźnie odstaje od utartych schematów w tego typu produkcjach. By the way, jako ciekawostka ode mnie dzwonek komórki z tego filmu: http://www.speedyshare.com/422188449.html

The Ring cenię sobie najbardziej z J-produkcji, pierwszą część zwłaszcza (upiorne to nagranie z kasety, brrrrr, a motyw z lustrem z "przeskakującym" na ścianie w obu częściach pogłębił jeszcze moją "fobię" przed patrzeniem w lustro w nocy ).

IMHO najlepszym filmem był... amerykański remake Dark Water. Zwykle krew mnie zalewa, kiedy słyszę o kolejnej hollywoodzkiej przeróbce nieamerykańskiego filmu, ale tym razem jestem w stanie wybaczyć ten brak kreatywności. Film wydał mi się przyjemniejszy w odbiorze, mimo, że nie był ani trochę straszny. Za to widok, który ma za oknem bohaterka... Niesamowity, jak to ujęła jedna z postaci - "wart miliony". Twórcy wybrali bardzo klimatyczne miejsce do kręcenia filmu. Ciekawe, że wiele miejsca poświęcono sprawie sądowej między bohaterka a jej mężem. W japońskim filmie było to znacznie słabiej nakreślone.



el doctore - Pn sie 25, 2008 5:51 am

IMHO najlepszym filmem był... amerykański remake Dark Water.
Racja. Świetny film, wykraczający daleko poza konwencję w jakiej - rzekomo - startuje. I bardzo dobrze. Nie widziałem japońskiego oryginału "Dark Water", ale mając w pamięci moje "bliskie spotkania trzeciego stopnia" z "Ringu" (sorry, Solar), na którym się przez pół seansu śmiałem, nabrałem sporego dystansu do fenomenu azjatyckiego kina grozy. "Dark Water: Fatum" wypada przekonująco, ale faktycznie jako dramat psychologiczny, co wcale nie jest jego wadą. Bardzo dobra jest Connelly, która całkowicie zamyka uwagę widza w kręgu przeżywanych przez jej bohaterkę problemów: zacieki na suficie przez większą część filmu naprawdę stanowią problem JEDYNIE dla hydraulika:). Adrenalina wzrasta na moment dopiero pod koniec filmu, w wiadomej scenie, ale przecież i tak ostatecznie ustępuje ona miejsca wzruszającemu zakończeniu.



Solar - Pn sie 25, 2008 7:26 am
mając w pamięci moje "bliskie spotkania trzeciego stopnia" z "Ringu" (sorry, Solar), na którym się przez pół seansu śmiałem



el doctore - Pn sie 25, 2008 10:03 am
No, ja raczej sernik, ale od czasu do czasu jabłecznik też nie zaszkodzi.
A wracając do tematu, azjatycki horror naprawdę jest czymś, czego nie jestem w stanie ogarnąć poznawczo ani traktować jako poważną propozycję. Zapewne rzeczywiście jest to kwestia gustu, bo po obejrzeniu takiego "Ichi The Killer" Takashiego Miike, długo nie wiedziałem co ze sobą zrobić.
http://horror.com.pl/filmy/recka.php?id=173



Manni - Śr paź 08, 2008 9:14 pm

IMHO najlepszym filmem był... amerykański remake Dark Water.
Racja. Świetny film, wykraczający daleko poza konwencję w jakiej - rzekomo - startuje. I bardzo dobrze.



Shinyu - Cz lis 20, 2008 11:29 pm
Horrorów akurat unikam jak ognia, potrafię się bowiem przestraszyć wszystkiego i później nie mogę spać sama, ale dwa dosyć mocne filmy udało mi się obejrzeć ostatnio.

Pierwszy z nich to wspomniany już dużo wcześniej "Audition" (o jakże idiotycznym polskim tytule "Gra Wstępna"). Na ostatnie piętnaście minut spoglądałam z zastygłą twarzą wyrażającą przerażenie, wstręt i zgrozę jednocześnie. Nie ma nic straszniejszego niż eteryczne mimozy i cały film tylko czekałam aż bohaterka pokaże swoje pazurki... Potwierdzam, że film jest brutalny i szokujący, ale dla mnie to chyba było za dużo.

Poza tym widziałam także "A Tale of Two Sisters", który bardziej jest dramatem psychologicznym, ale za horror też można go uznać. Tutaj jestem całkowicie zachwycona. Niebanalne zakończenie, wszystko układające się w logiczną historię, zaskakująca kilka razy fabuła... i o tym co mnie tak zachwyciło napisać nie mogę, bo byłby to duży spoiler. Możliwe że patrzę jeszcze na film zbyt pozytywnie, bo jestem świeżo po obejrzeniu ale ja taki klimat lubię i do mnie trafił. Niektórym mógłby się wydać czasami zbyt nużący, ale są też momenty kiedy zakrywałam twarz rękoma i spoglądałam na ekran spomiędzy palców. Oj naprawdę polecam



Tassadar - N wrz 19, 2010 6:39 pm
Właśnie skończyłem oglądać wzmiankowane już tu wcześniej "Audition". Muszą lojalnie przyznać, że film jest znakomicie nakręcony, choć w zasadzie nie ma w nim miejsca na zaskoczenie, przynajmniej dla kogoś kto już kilka porządnych horrorów widział. Szczególne wrażenie akurat na mnie zrobiły stonowane ale niepokojące scenografie i dobra jak na Japończyków gra aktorska (to co zazwyczaj jest w ich filmach na wyjątkowo słabym poziomie). Nastrój wyjątkowo luźny, przynajmniej przez jakieś 80% czasu ma się wrażenie oglądania zwykłego dramatu obyczajowego, choć reżyser skutecznie daje znać że tak spokojnie nie będzie. Ostatnie minuty to już rzeczywiście popis wyrafinowanej znajomości tego jak wywołać niepokój i zaszokować widza przy użyciu minimum środków. Wyobraźnia dorabia swoje. Warto było.