O kryzysie, schematach, dawnych czasach i przyszłości
Tassadar - Śr sie 19, 2009 9:37 pm
W sumie odkrywcze stwierdzenie to nie będzie, ale oczywistym wydaje się, że anime tak jak każda dziedzina kultury ma w sobie element odzwierciedlania mentalności ludzi żyjących w czasach gdy dany tytuł powstaje. Dlaczego o tym piszę? Otóż oglądając ostatnio siódmy odcinek "CANAAN", uświadomiłem sobie jak bardzo pewne gusta i "moda" dziejowa wpływa na popularność idei oraz pomysłów i chciałbym na ten temat nieco podyskutować. Do rzeczy więc.
Samo CANAAN jakie by nie było (dla mnie właśnie do momentu tego 7 odcinka trochę rozczarowujące, ale nieważne) daje wyraźny znak, czym inspirowali się twórcy. Od razu skojarzyły mi się powieści Toma Clancyego i powstające na ich podstawie filmy. Tu już nie chodzi nawet o numer z gołębiem, B2, czy charakterystyczne operowanie ujęciami, scenami i podkładem muzycznym czyniące z tego anime niemal wzorcowego "młodszego brata" sensacyjnych superprodukcji. Cała ta otoczka wydaje się wyjątkowo współczesna. Oto bowiem wszystkie główne role przejmują kobiety, groźne i niebezpieczne (jeszcze tak do końca lat 90-tych nie było to w anime tak oczywiste), supermoce są niemal obowiązkowe, jakby bez nich nie dało się zbudować porządnego napięcia i klimatu a do tego ta wszechobecna polityczna poprawność i "cenzura", która wkroczyła w erę tak absurdalną, że nawet widok krwi musi być odpowiednio ograniczany byle tylko obniżyć grupy wiekowe u odpowiednich organizacji...
Nie mówię jednocześnie, ze kiedyś było lepiej. Do takiego choćby "City Huntera" mam olbrzymi sentyment, ale nie sposób nie zauważyć ile w nim uproszczeń, absurdów, powtarzalności i rzeczy znów wynikających z "mody" (główny bohater - erotoman, ale nie ukazywany w złym świetle) czy zupełnie innej roli kobiet, które są w 90% ozdobnymi statystkami. Problem leży zgoła gdzie indziej. Anime stało się popularne, nie tylko w Japonii i to na tyle, że zaczęło się opłacać iść po najmniejszej linii oporu (GONZO!!!) robiąc bzdurne serie tylko po to by kosić kasę od ogłupiałych fanów. Ostatnio było to wręcz plagą. Przyszedł jednak kryzys i poważnie przetrzebił budżety wytwórni, a nawet jeśli nie to przynajmniej je nastraszył. Weźmy pod lupę obecny sezon, co tam takiego można zauważyć. "Yoku wakaru gendai mahĹ" - dowód na to, jak pierwsze wrażenie potrafi mylić (jakby kto nie kumał - to anime jest radośnie idiotyczne mimo niezłych perspektyw), "Needless", "CANAAN", "Aoi hana", "Sora no manimani" - anime "bez ryzyka" czyli pozycje oparte na sprawdzonych schematach właśnie owe produkcje idące za "modą". Pozostaje jednak jeszcze jedna grupa, coś, co wyłamuje się ze sciśle określonych ram ("Bakemonogatari"), albo przynajmniej wyłamać się próbuje ("Tokyo Magnitude 8.0", "Umineko no naku koro ni"). Coś się wreszcie ruszyło, do licha nawet w Sangri-la GONZO się stara zrobić coś nowego, choć ze słabym skutkiem ale jednak! Wiem, nie da się uniknąć przeciętniaków ale mamy oznaki ożywienia jakiego nie widać było od całkiem dawna. Twórcy zaczynają dokładniej kalkulować i widać efekty - "Spice and Wolf II", "Fullmetal Alchemist: Brotherhood", "K - ON!", "Ride Back", "Kemono no sĹja Erin", "Guin Saga", (nie widziałem, ale zaufam opinią kilku osób) - wszystko to albo kontynuację dobrych anime (a w drodze 2 sezon Darker than BLACK...) albo też projekty ambitniejsze niż średnia. I rzeczywiście zbiega się to z początkiem bessy gospodarczej. Zauważcie, że przed październikiem/listopadem w całym roku 2008 poza "Eve no jikan", "Aria the Origination" oraz "Soul Eater" nie ma nic co NAPRAWDĘ by się wyróżniało! (są jeszcze może ze 2 przyzwoite serie i parę oglądalnych kontynuacji ale nie w tym rzecz).
Do czego więc zmierzam, bo już pewnie co poniektórzy się nieco zdążyli znudzić. Kryzys gospodarczy spowodował, że kryzys jakościowy w anime mamy powoli za sobą. Nie wyplenił idących po najmniejszej linii oporu twórców, to w końcu niewykonalne, ale przewietrzył biznes i wpuścił świeże powietrze. Tak jak po połowie lat 90-tych potrzebny było oddech od masowych cyberpunkowych anime, które IMO "ukatrupił" swym pojawieniem się "Ghost in the Shell", tak jak koniec lat 80-tych wykosił klony "Gundama", tak doczekaliśmy się chyba kolejnego drgnięcia, które - jak na razie - zmierza w całkiem przyzwoitą stronę. Oby tak dalej.
Sir_Ace - Cz sie 20, 2009 9:27 am
Już od pewnego czasu nachodzą mnie obawy, że za x lat ciężko będzie odróżnić anime od kreskówek z Cartoon Network. Gonzo kojarzy mi się niemal jedynie ze spłycaniem świetnych pomysłów i pchaniem 'zwykłych' serii do złożoności fabularnej porównywalnej z fillerami tasiemców (choćby Pumpkin Scissors). Ale na szczęście wciąż mamy studia takie jak Madhouse czy 4C (może nawet I.G), którym może nie wszystko się udaje, ale w mojej skromnej opinii wciąż tworzyć będą serie warte obejrzenia.
Nanalu - Cz sie 20, 2009 8:07 pm
oglądam anime od początku studiów, czyli około 3 lat i powiem szczerze, że ja z kolei mam odwrotny problem. wiadomo na początku oglądało się wszystko jak leci, nie znając się na niczym i nie mając o niczym pojęcia, dopiero wyrabiając sobie opinie, gusta i wiedzę. w sumie brakuje mi trochę tych czasów, bo wtedy nie ważne było co oglądam, ale by miało tylko plakietkę anime. obecnie po tylu latach i dosyć sporej liczbie pozycji na koncie stwierdzam, że coraz trudniej mi coś znaleźć! sytuacja wymogła na mnie, że od października zeszłego roku oglądam przede wszystkim anime wychodzące na bieżąco, sporadycznie wracając do jakiejś starszej i skończonej serii. i z każdym sezonem jest coraz gorzej. jakkolwiek na jesieni wybranych i stale oglądanych pozycji miałam około 10 jeśli mnie pamięć nie myli, tak już w zimowym liczba ta spadła do 7, a w letnim osiągnęła krytyczną liczbę 2 (pomijam tu anime pozaczynane w poprzednich sezonach). nie jestem wybitna fascynatką sequeli, więc uważam i tak za sukces, że obecnie mam upatrzonych 5 pozycji w następnym sezonie.
o co mi chodzi? mianowicie o to, że za każdym razem próbuję znaleźć coś ciekawego i oryginalnego. bo oglądanie ciągle tego samego, z tymi samymi elementami, ba, z bohaterami o takich samych profilach osobowościowych jest zwyczajnie nużące. wiem, że nie sposób uniknąć wtórności przy pewnych gatunkach, ale litości, są pewne granice.
nie wiem też, czy to obecnie standardowy zabieg, ale często serie są kończone w ten sposób, że można z góry przewidzieć, że powstanie drugi sezon. nie zawsze potrzebnie moim zdaniem, bo nie zawsze seria była na tyle godna uwagi, żeby ją dalej ciągnąć. przykładowo: ma mieć emisję kolejny sezon Nogizaka Haruka no Himitsu. po kiego grzyba? co można powiedzieć jeszcze w temacie bogatej dziedziczki z niewygodnym hobby i zakochanym w niej, grzecznym do niemożliwosci adoratorze? mnie na przykład to już nie ciekawi. było miło, lekko, nie wymagająco umysłowego zaangażowania, ale jednorazowo. wiem, na pewno w Japonii są jacyś hardcorowi otaku, którzy ślinią się na myśl o takiej Haruce. i niech są. ale byłoby miło jakby studia myślały też o tej mniej śliniącej się widowni i myślały jak taką widownię przy sobie zatrzymać. bo jeśli zaczynam szukać interesujących pozycji i wracam do serii z lat 90, to już cosik nie halo...
takie dywagacje, może nie do końca w odpowiedzi na temat, ale podyskutowac można zawsze
Ximinez - Cz sie 20, 2009 10:32 pm
Japonia to nie Polska, Europa czy Ameryka (odkrywczy jestem :B). Twórcy tak na prawdę mają gdzieś inne rynki niż rodzimy. Nasze gusta i opinie niewiele mogą dać. Opinie jakie wysnuwamy biorą się tak naprawdę z obserwacji naszego środowiska i nijak się mają do tego, co ma miejsce po drugiej stronie globu, więc wyciągane hipotezy są szyte grubymi nićmi (chyba, że ktoś naprawdę głęboko siedzi we współczesnej kulturze japońskiej).
@ Tassadar:
Czy mamy kryzys w anime? IMO nie inny niż co jakiś czas. Co parę lat mamy inny kanon, powielany do bólu i do znudzenia. Teraz przypadła moda na moe i dziewczyny z bronią. Przedtem były mechy, cyberpunk, przygodówki czy inne maho-shojo.
Canaan jest świetnym przykładem, na to, że twórcy potrafią być oryginalni. To, że materiał wygląda na zżynkę z Clancyego nie świadczy o tym, że powielany jest motywy z innych anime. Supermoce? Raczej hiperbola mutacji wywołanych przez wirus. Sama Canaan wykorzystuje swoje oczy raczej symbolicznie i poza wspominaniem tego w dialogach nie jest to rażące. Cenzura? To nie Phantom, gdzie nie ma krwi na ciałach. Nawet w intro główna bohaterka po krótkiej strzelaninie jest zachlapana krwią. Przecież nigdy nikt nie chciał z fotorealistyczną dokładnością pokazywać jak pociski rozrywają żywą tkankę. To anime jest dość złym przykładem jeszcze z kilku powodów: stanowi ekranizację rozszerzenia bardzo wysoko ocenianej gry (40/40 w Famitsu), za fabułę wzięła się osoba o świetnej reputacji (Nasu), wykonanie stoi na bardzo wysokim poziomie (fakt). Tu nie można sobie pozwolić na zlanie tematu i trzymanie się schematów. Oczekiwania są zbyt wielkie. Owszem, sporo składowych można rozdzielić na kilka znanych tytułów, ale nie są to brutalnie implementowane zapożyczenia.
Czy Bakemonogatari wyłamuje się ze schematu? Nie wiem tak naprawdę bo nie czytałem nowelki. A anime? Bynajmniej nie pokazuje niczego co do tej pory by nie serwował SHAFT. Może trochę więcej poświęcono miejsca słowu niż obrazowi. Ale czy to aż tak przełomowe?
Gonzo: jestem wynaturzony i mało wymagający bo potrafię z pewną dozą przyjemności oglądać ich produkcje (Speed Grapher, Samurai 7, Gankutsuou...). Chociaż muszę przyznać, że genialnym pomysłom brakuje równie genialnej realizacji.
Czy anime jest sławne? W Japonii chyba zawsze było. A za granicami to nie kwestia starań twórców tylko presja fanów i osób zajmujących się dystrybucją.
Jeszcze co do samej krwi: czy naprawdę jest cenzurowana? W Bakemonogatari stanowi istotny środek, w FMA2 nikt od niej nie stroni, Souten Kouro aż leje się wiadrami (wraz z towarzyszącymi dekapitacjom latającymi częściami ciała), w Umineko jest także obecna (z cenzurą nie mniejszą niż w Higurashi). Śmiem twierdzić, że obecnie twórcy starają się pokazać więcej niż dawniej, jednak bardzo śmiałe sceny podlegające brutalnej cenzurze sprawiają zgoła odmienne wrażenie.
Obecnie dla mnie synonimem mody jest moe, komedie szkolne i lolitki z wielkimi piersiami. Wszędzie ich pełno. Reszta to tylko dodatek.
@ Sir_Ace:
Anime to już japoński C-N. Tylko teraz jest to bardziej zauważalne bo coraz bardziej zacierają się granice międzykulturowe.
Madhouse wydało sporo średniaków, w dodatku ich charakterystyczny styl zaczyna się powoli przejadać (ostatnio z Souten Kouro i Box of Goblins odratowali się w moich oczach). To samo ze Studio 4C - nie muszą się już podpisywać na swoich dziełach.
@ Nanalu:
mam podobny problem (+/- kilka miesięcy). Człowiek obejrzał większość z list 'TOP cośtam' i nie ma co z sobą zrobić. Niestety ludzka błyskotliwość ma swoje ograniczenia i ciężko o oryginalny pomysł - trzeba się z tym pogodzić i ewentualnie przegrzebać listy produktów niszowych.
Z samymi seriami jest u mnie odwrotnie: obecny i poprzedni sezon oceniam bardzo wysoko. Ale to już kwestia gustu. A z nimi, każdy wie jak jest.
(niniejszy post sponsorowany jest przez cyferkę 4 i literkę P, pobudzacze elokwencji (: )
Tassadar - Pt sie 21, 2009 7:35 am
Japonia to nie Polska, Europa czy Ameryka (odkrywczy jestem :B). Twórcy tak na prawdę mają gdzieś inne rynki niż rodzimy. Nasze gusta i opinie niewiele mogą dać. Opinie jakie wysnuwamy biorą się tak naprawdę z obserwacji naszego środowiska i nijak się mają do tego, co ma miejsce po drugiej stronie globu, więc wyciągane hipotezy są szyte grubymi nićmi (chyba, że ktoś naprawdę głęboko siedzi we współczesnej kulturze japońskiej).
Może i nasze opinie się nie liczą ale możemy popróbować rozłożyć sytuację na czynniki pierwsze. Poza tym, Japonia nie różni się aż tak bardzo od reszty świata jeśli chodzi o pewne prawa rynku więc można tu się pokusić o pewne wnioski.
Czy mamy kryzys w anime? IMO nie inny niż co jakiś czas. Co parę lat mamy inny kanon, powielany do bólu i do znudzenia. Teraz przypadła moda na moe i dziewczyny z bronią. Przedtem były mechy, cyberpunk, przygodówki czy inne maho-shojo.
Nanalu - Pt sie 21, 2009 10:22 am
jeśli chodzi o Bakemonogatari, to osobiście uważam, że jednak jest jakimś krokiem naprzód. i to nie tylko w kontekście ogólnie anime, ale również samego twórcy. oglądałam inne pozycje tego reżysera i stwierdzam, że się naprawdę rozwija, zachowując co ciekawsze swoje pomysły i aranżując je w coraz to nowy sposób. bardzo mnie interesują jego postępy i jak na razie stwierdzam, że idzie w dobrą stronę. w końcu co by nie gadać np. o Sayonara Zetsoubu Sensei, jest to anime warte uwagi szczególnie dla osób które kulturę japońską znają przynajmniej na przyzwoitym poziomie. jednakże ono samo było zbyt hermetyczne. to samo z Mariaâ Holic, zaś Bakemonogatari choć specyficzne, jednak osobiście uważam że trafia do szerszej publiki niż poprzednie pozycje. może nie przełomowe, ale naprawdę warte uwagi, co już przy obecnym nawale róznych typów powtórkowych anime jest już istotne, bo zobaczenie w stogu siana igły jest nie lada wyczynem, więc ta igła musi mieć coś w sobie
co do krwi. rzeczywiście, trudno obecnie o naprawdę realną pozycję pod tym względem - albo posoki krwi, świadczące że jej posiadacz musi mieć co najmniej ze 20 litrów w tętnicach (bo fontanny są możliwe wyłącznie z tych naczyń) albo czerwona plama nic nie mówiąca. każdy gatunek rządzi sie własnymi prawami, zaś umowność w anime jest czymś normalnym, jednak należy się zdecydować - jak cenzura to bez dwuznaczności, a jak krew to niech nie wmawiają, że z człowieka po postrzale w brzuch wyleje się taka kałuża, że cały pokój trzeba zmywać. ale czego ja wymagam, cudów? realizmu? dziwna jestem
Ximinez - Pt sie 21, 2009 12:23 pm
Wystarczy przypomnieć sobie "Ninja Scroll", "GitS", "Grobowiec Świetlików" (i całą mase produkcji z końca lat 80-tych i początku 90-tych), by zobaczyć, ze jak kiedyś krew i obrażenia na ciele można było pokazywać realistycznie, to teraz praktycznie to nie występuje. Nie chcę być posądzonym o chęć brutalności w anime ale jak kiedyś seria była w domyśle od 18 lat to było to czuć. Teraz zaś po 8 odcinku "Umnieko" gdzie zastosowano mozaikę (!) to nie wiem już czy śmiać się, czy płakać. Po co stosować takie środki skoro i tak na niższą kategorię serial się nie załapie?
Weź tylko poprawkę na to, że wymienione na początku przez ciebie tytuły to filmy. Telewizja rządzi się swoimi prawami i pewnych ograniczeń nie da się przeskoczyć. Twórcy muszą pójść na kompromis: albo spłycamy realizm, albo damy się zamazać przez stacje telewizyjną czarnymi/białymi smugami czy, jak to miało miejsce w przytoczonym Umineko, mozaiką. Firmą z reguły nie chce się rysować po dwa razy tych samych scen (są wyjątki) w zależności od wydania i odstajemy to co dostajemy. Pozostaje tylko czekać na nieocenzurowane wydania DVD z przytwierdzoną odpowiednią plakietką wiekową.
Krew spowszedniała. Nie chodzi mi tu o czerwoną posokę, ale o realizm śmierci i przemocy, który ulega albo spłyceniu albo groteskowemu przerysowaniu (+ nieliczne przypadki, gdzie pełni to rolę budowania grozy np. w Higurashi).
To zależy od typu i specyfikacji produkcji. W shonenach może i jest to śmieszne ale poważniejsze produkcje jak na mój gust starają się trzymać pewien poziom.
h43m - Pt sie 21, 2009 5:43 pm
byłoby miło jakby studia myślały też o tej mniej śliniącej się widowni
Niestety, idąc kapitalistyczną drogą myślenia, cennniejszy dla producentów anime są ludzie, którzy obejrzą ich produkt i może kupią wydanie płytowe, czy też śliniący się ludzie, którzy po obejrzeniu anime w telewizji kupią 3 zestawy DVD (jak to się mówi, jeden do obejrzenia, jeden do pożyczania, jeden do przechowania) wraz z niemałą liczbą związanych z serią gadżetów?
Jest to jeden z powodów, dla którego warto zainwestować w coś wypróbowanego, co się raczej sprzeda, niż coś, co może się sprzedać lub też nie. Dlatego myślę, że mimo całego wstrętu, nieprędko znikną szkolne komedyjki.
Tassadar - Pt sie 21, 2009 5:51 pm
Weź tylko poprawkę na to, że wymienione na początku przez ciebie tytuły to filmy. Telewizja rządzi się swoimi prawami i pewnych ograniczeń nie da się przeskoczyć. Twórcy muszą pójść na kompromis: albo spłycamy realizm, albo damy się zamazać przez stacje telewizyjną czarnymi/białymi smugami czy, jak to miało miejsce w przytoczonym Umineko, mozaiką. Firmą z reguły nie chce się rysować po dwa razy tych samych scen (są wyjątki) w zależności od wydania i odstajemy to co dostajemy. Pozostaje tylko czekać na nieocenzurowane wydania DVD z przytwierdzoną odpowiednią plakietką wiekową.
Grabiarz - Pt sie 21, 2009 7:44 pm
Jak ogląda się dużo, prędzej czy później następuje wyczerpanie materiału. I to nie tylko jeśli chodzi o anime. Sam staram się oglądać raczej rzeczy polecane i póki co nie katuję się starszymi seriami, które często są w fatalnej jakości (pamiętam evangeliona pakowanego po 2 odcinki w jednym pliku 50 MB)czy gatunkami, których nie mógłbym ruszyć a przecież aż tak dużo nie oglądałem. Nie śledzę też rynku anime na tyle długo, by stwierdzić, że teraz wychodzi więcej chłamu niż kiedyś, lub na odwrót. Inna sprawa, że często serie ambitne nie są subbowane, albo subbowane powoli (ktoś się ostatnio za mouryou no hako zabrał), a niestety nie każdy szprecha po nippońsku żeby zrozumieć
Fajnie że wciąż powstają serie niesztampowe, intrygujące formą i treścią (Mushishi, Mononoke, Kaiba - ciekawe, co w tym roku) ale na głupawe komedyjki też musi być miejsce, a nuż któraś z nich okaże się jednak godna uwagi. Taka Azumanga po pierwszym odcinku chyba nie zapowiadała się na żadną rewelację, a teraz proszę - całkiem zasłużone miejsce na komediowym piedestale.
To, że kobiety zaczynają grać niekiedy główne role w nawet seriach akcji mnie strasznie fascynuje. Coś, co w mangach było standardem już dawno (Lady Snowblood) teraz coraz częściej pojawia się w anime (Black Lagoon, Michiko to Hatchin, CANAAN) i dobrze, bo to zawsze jakiś powiew kobiecej wrażliwości do typowo męskiego, zdawałoby się świata.
Już od pewnego czasu nachodzą mnie obawy, że za x lat ciężko będzie odróżnić anime od kreskówek z Cartoon Network
Też się tym trochę martwię, o ile skłonność Japończyków do konstruowania fabuł anime w oparciu o amerykańskie schematy bywała w miarę pomysłowa, o tyle niedawna moda wśród amerykańskich charadesignerów do stylizowania postaci na anime może budzić obawy. Pozostaje chyba świadomość, że jak coś jest dobre to warto to oglądać bez względu na kraj pochodzenia.
Krew spowszedniała. Nie chodzi mi tu o czerwoną posokę, ale o realizm śmierci i przemocy, który ulega albo spłyceniu albo groteskowemu przerysowaniu (+ nieliczne przypadki, gdzie pełni to rolę budowania grozy np. w Higurashi).
Smutne, ale prawdziwe. Człowiek oglądając anime baaardzo się na widok krwi uodparnia. Co prawda tylko tej narysowanej, ale sama przemoc i brutalne sceny im bardziej natężone, tym choćby miały w zamierzeniu wstrząsać,przyjmowane są z obojętnością. Ale cóż, tu znowu dochodzimy do kwestii komercji, a latające flaki sprzedają się prawie tak samo dobrze jak podwiewane przez wiatr spódniczki zarumienionych licealistek. Więc krew się będzie lać w ilościach, które nie tylko Ciebie, Nanalu wprawią w zdumienie Ale, chwała, są serie, które bez zalewania ekranu posoką potrafią odpowiednio mroczny klimat podkreślić (tylko twórcy muszą chwilkę pomyśleć - jak)
A w każdym sezonie zdarzają się ciekawe serie, czasem tylko skromnie przemykają niezauważone w cieniu tych bardziej krzykliwych.
Sir_Ace - So sie 22, 2009 10:08 am
póki co nie katuję się starszymi seriami, które często są w fatalnej jakości (pamiętam evangeliona pakowanego po 2 odcinki w jednym pliku 50 MB)czy gatunkami, których nie mógłbym ruszyć a przecież aż tak dużo nie oglądałem. Nie śledzę też rynku anime na tyle długo, by stwierdzić, że teraz wychodzi więcej chłamu niż kiedyś, lub na odwrót. Inna sprawa, że często serie ambitne nie są subbowane, albo subbowane powoli (ktoś się ostatnio za mouryou no hako zabrał), a niestety nie każdy szprecha po nippońsku żeby zrozumieć
Zaryzykowałbym stwierdzenie, że mamy teraz renesans starszych tytułów. Sporo serii/filmów poddaje się remasteringowi i wydaje na BD, czasem nawet od nowa nagrywa się głosy. Chętnie zasadziłbym się na Bubblegum Crisis, Akirę, Cowboya Bebopa albo pierwszego Gundama w full HD (czyściutkie 1920x1080), gdybym miał na czym to obejrzeć. Ale już nawet 720p robi ogromne wrażenie. Nie mam nic przeciwko starszej kresce, a starsze tytuły są dużo świeższe nisz emitowana ostatnio papka.
Do tego wciąż powstają nowe wydania - powstają nowe suby (angielskie, oczywiście).
Nanalu - N sie 23, 2009 6:55 pm
Dlatego myślę, że mimo całego wstrętu, nieprędko znikną szkolne komedyjki.
Darmowy hosting zapewnia PRV.PL