Ocena recenzji na Azunime



Daldow - Wt lip 17, 2007 9:05 am
W tym temacie chcielibyśmy usłyszeć opinie o poziomie i uwagi na temat recenzji. To właśnie tutaj a nie w tematach o konkretnych tytułach użytkownicy strony i forum Azunime mogą pisać swoje merytoryczne zastrzeżenia oraz oceniać ogół poziomu jaki na dzień dzisiejszy reprezentuje nasz serwis.

Na wszelką konstruktywną krytykę postaramy się jak najszybciej odpowiedzieć.

Warto pamiętać o kilku rzeczach:
1. Podaniu tytułu, do którego ma się konkretne zastrzeżenia.
2. Podaniu konkretnych wad danej recenzji
3. Zachowaniu kultury osobistej i przestrzegania zasad netykiety

A chwalić... to możecie jak chcecie To już jednak naturalnie żart na rozluźnienie tego surowego tonu




h43m - Pt lip 27, 2007 6:41 am
Trinity Blood
jest Rozenkreutz, powinno być Rozenkreuz. niemieckie słownictwo. jako tłumaczenie też bym bardziej ryzykował "zakon różanego krzyża" niż "róży i krzyża" (byłoby Rozen und Kreuz Orden). reszta jest świetna

Sayonara Zetsubō sensei
"Na dodatek jego imię i nazwisko zapisane w poziomie czyta się zwątpienie" - może nie jestem znawcą japońszczyzny, ale zetsubou powinno się tłumaczyć bardziej jako "rozpacz"

Fruits Basket
Juunishi można przetłumaczyć na "12 znaków chońskiego zodiaku" albo po prostu "zodiak", bo pozostawienie tak może być niezrozumiałe dla wielu ludzi (tych, co jeszcze nie oglądali tego)



Dark Rael - Pn sie 13, 2007 9:36 am
Rozy i krzyza nie ruszylem, bo to nie moj tekst, a autor uciekl do Holandii . Reszte poprawilem - dzieki, ten post mi umknal...



XRay - Pn sie 13, 2007 11:28 am
Proponuję się zapoznać z:

Różokrzyżowcy, Rozenkreutz, itp.




h43m - Pn sie 13, 2007 11:32 am
i odwrotnie: en.wiki o bohaterach Trinity Blood

teraz pytanie: co jest precyzyjniejsze, to na podstawie czego powstało, czy może wersja dopasowana do anime? czy może nie wiadomo od kiedy polska wiki jest w czyms lepsza niż międzynarodowa ;]

oraz en.wiki o Rosenkreuz i pl.wiki o Rosenkreuz oraz gdzie kieruje Rosenkreutz (od którego jest nazwa)

tak czy inaczej, na pewno nie "róży i krzyża"



Dark Rael - Pn sie 13, 2007 11:50 am
utarlo sie rozokrzyzowcy, a nie rozanikrzyzowcy - sprawa dyskusyjna...



h43m - Pn sie 13, 2007 11:55 am
kwestia tłumaczenia, wiele rzeczy można tłumaczyć na wiele sposobów, ważne by znaczenie pozostało takie same. Różokrzyżowcy są OK, ale pozostaje kwestia Rozenkreu(t)z ;]

[EDIT]
chociaż wg. Google (A / B), terminów używa się dość zamiennie, chociaż B bardziej odnosi się do osoby, niż do zakonu

po krótkich przemyśleniach, dochodzę do wniosku, że facet się nazywał Rosenkreutz ale jego zakon Rosenkreuz



el doctore - Pn wrz 24, 2007 6:40 am

co raz bardziej nudne się robi to porównywanie przy pisaniu recenzji do innych anime, szukanie na siłę schematyczności i podobieństw z postaciami w innych anime, porównywanie muzyki itp.
Cóż, widocznie niektórzy (w tym przypadku Rael) mają szersze horyzonty i wiedzą, że kultura opiera się w dużym stopniu na DIALOGU jednych wytworów kultury z innymi wytworami kultury. Rolą recenzenta jest zauważać te powiązania i nie utwierdzać, co poniektórych (w tym wypadku chyba Ciebie?) w przekonaniu, że świat powstał wczoraj. Edukacja nie boli, nie bój się
Poza tym, co to jest?

Bo przy Tsukihime i Fate Stay Night było odwrotnie



grzes00y - Pn wrz 24, 2007 6:50 am
Daruj sobie takie teksty bo nie będę tego tolerować.
Ja osobiście przy oglądaniu mam gdzieś że ten sam schemat był w innym anime.
Bo jeśli dane anime mi się spodoba to należy mu się ocena najwyższa i to bez względu na to czy to kopia innego czy indywidualny pomysł.
A poza tym to anime sporo się różni od podobnych. Fabuła jest nieprzewidywalna podobnie jak zakończenie.
Niestety bardzo wzruszająca była końcówka ale niektórzy zapewne taką wolą.



Dark Rael - Pn wrz 24, 2007 10:15 am
Grzes00y, ja tak czekam na jakies konkretne zarzuty, ktore sugerowalyby, ze moje teksty sa niewlasciwie napisane, ze nie pisze w nich o tym, co w recenzji powinno/niepowinno sie znalezc. Bo pisanie 'mam gdzieś że ten sam schemat był w innym anime' oznacza, ze nie wiesz czemu sluzy recenzja. Potwierdza to kolejne zdanie 'Bo jeśli dane anime mi się spodoba to należy mu się ocena najwyższa i to bez względu na to czy to kopia innego czy indywidualny pomysł.' Obiektywna recenzja nie ma zasygnalizowac czy recenzentowi sie dany tytul podobal, tylko ma ocenic jego wartosc, na tle tego, co zna w danym gatunku. Dobry recenzent powinien znac przynajmniej kilkaset anime. Na bazie tego doswiadczenia stara sie wykazac co w recenzowanym tytule jest nowego, co juz bylo i co jest kompletnie wytartym schematem. I nie jest wazne, czy dane anime mu sie podobalo czy nie, musi je skrytykowac, za rzeczy z tworczeego punktu widzenia negatywne.

Sola mi sie nawet podobala, ale niestety miala te wlasnie negatywy, co zaznaczyc musialem. To niezly serial i znajdzie wielu zwolennikow. Z rozrywkowego punktu widzenia ma wszystko czego trzeba, ale oceniajac go tworczo niestety widac wady. Od tego jest jednak obiektywna recenzja, zeby je wytknac. W recenzji ocena nie oznacza podoba/niepodoba tylko chodzi o obiektywna wartosc, przy czym jest to 'obiektywizm' recenzenta, a wiec nigdy stuprocentowy, ktory przedstawia jednostkowa opinie autora. Autor ma prawo do wlasnej opinii, oczywiscie moze sie mylic i nikomu innego zdania nie odmawia.

Przedstaw wiec konkretne zarzuty, majace uzasadnienie w swietle formy recenzji, to podyskutujemy. Na razie takowych nie przedstawiles...



PiotrSan - Pn wrz 24, 2007 10:36 am
Jakkolwiek sam się często nie zgadzam z recenzjami i humanistycznym subiektywizmem ocen oraz w pewnym stopniu rozumiem ze wszyscy oceniamy rzeczy przez swój własny pryzmat doświadczeń i uczuć, el doctore ma racje chociaż ujął to w mało dyplomatyczny sposob.Grzesiu posiadasz swoją własną opinie oparta na pewnym ograniczonym zbiorze dziel oraz swojej dojrzałości emocjonalnej/doświadczeniu życiowym i masz do niej prawo.Jednak jest to tylko twoja subiektywna opinia , natomiast zadaniem recenzenta jest ocen danego tytułu jak najbardziej obiektywnie w oparciu o bogaty sasób prównań do innych tytulow tego samego gatunku/nurtu czy nawet ogólnych kierunków kulturowych.Własnie to jest powodem szukania tej schematycznosci i podobieństw do innych tytulów.
Edit:Kiedy to pisalem nie bylo jesze posta dr'a



grzes00y - Pn wrz 24, 2007 10:54 am
Chciałbym tylko powiedzieć że recenzja pisana przez recenzenta który widział kilkaset tytułów najbardziej się przydaje właśnie dla osób które również bardzo wiele oglądały anime. Bo dla osoby która widziała chociażby kilkadziesiąt anime większość recenzji gdzie są porównania do schematów itp w innych anime jest bez znaczenia.
Bo przecież w takim wypadku nawet jeśli dane anime jest bardzo podobne do kilkuset innych to dla oglądającego będzie one nowością i w niczym mu nie będzie przypominać innych tytułów.
Tak samo jak ktoś zaczął oglądać anime rok temu to co go niby obchodzi że anime które ogląda opiera się na tych samych schematach co wcześniejsze produkcje (które były nawet uznawane za lepsze) skoro ich nie widział.
Dlatego większość recenzji odnosi się do osób co widziały bardzo wiele anime i są na tyle wybredne że po przeczytaniu recenzji będą wybierać co obejrzeć.
Ja osobiście widziałem może ze 100 anime ale na pewno nie kilkaset.
A nawet jeśli widzę że dane anime jest podobne do innego to nie uznaję tego za wadę pod warunkiem że mi się podoba.
I co ważne zawsze czytam recenzję po obejrzeniu anime a nie odwrotnie. Recenzja najczęściej mi służy do porównania moje opinii z opinią recenzenta a nie na wyborze anime do obejrzenia.



Dark Rael - Pn wrz 24, 2007 11:51 am
My chcemy wyroznic najciekawsze anime z danego gatunku i inaczej niz przez porownanie nie zrobimy tego. W ten sposób pomozemy tym co znaja mniej, wybrac bez wiekszego bladzenia tytuly potencjalnie lepsze.


A nawet jeśli widzę że dane anime jest podobne do innego to nie uznaję tego za wadę pod warunkiem że mi się podoba.

No zaraz, albo jest wada albo nie ma. Nie mozna sobie tak w recenzji wybierac.

I co ważne zawsze czytam recenzję po obejrzeniu anime a nie odwrotnie.



el doctore - Pn wrz 24, 2007 12:41 pm

recenzja pisana przez recenzenta który widział kilkaset tytułów najbardziej się przydaje właśnie dla osób które również bardzo wiele oglądały anime.
Szczerze, pierwszy raz w życiu spotykam się z opinią, że bogata wiedza innej osoby na dany temat jest wadą a nie zaletą Zamiast cieszyć się i z tego korzystać, chociażby szukając wymienionych przez recenzenta tytułów, utyskujesz, że to Ci do niczego nie jest potrzebne. Jestem w szoku, bo wychodzi na to, że nie rozumiesz po co jest Azunime i po co jest w ogóle wszelka krytyka i refleksja nad kulturą, skoro wystarcza Ci obcowanie z anime na poziomie: "podoba mi się", "nie podoba mi się".


jak ktoś zaczął oglądać anime rok temu to co go niby obchodzi że anime które ogląda opiera się na tych samych schematach co wcześniejsze produkcje
A powinno obchodzić, chociażby z tego powodu, by nie wyjść na głupka w towarzystwie i nie wyważać dawno wyważonych drzwi. Jeśli bowiem nagle zaczniesz wszem i wobec ogłaszać, że np. "Cowboy Bebop" to genialne anime, to ręczę Ci - Ameryki nie odkrywasz. Dalej: powinno obchodzić, bo gatunek anime posiada swoją historię, którą tworzą - niejednokrotnie - wybitni twórcy. I chociażby ze zwykłego szacunku dla ich pracy - powinno Cię obchodzić.

większość recenzji odnosi się do osób co widziały bardzo wiele anime
Wszystkie recenzje są - przede wszystkim - dla osób MYŚLĄCYCH.



h43m - Pn wrz 24, 2007 3:05 pm

My chcemy wyroznic najciekawsze anime z danego gatunku i inaczej niz przez porownanie nie zrobimy tego. W ten sposób pomozemy tym co znaja mniej, wybrac bez wiekszego bladzenia tytuly potencjalnie lepsze.
Stanowczo popieram. Nowi ludzie, którzy nie są tak zaznajomieni z anime często mają określone gusta i nie potrafią się cieszyć średniawymi anime, więc kierują się do recenzji. To pomaga im znaleźć coś, co przypadnie im do gustu i przekonać się do anime jako całości. Idąc innym tropem, nie sądzę, abym chciał zacząć przygodę z anime od najgorszych w kategorii. Również recenzje pomagają w selekcji tym, co mogą oglądać tylko ograniczoną ilość anime i nie chcą tego limitu marnować na jakieś "badziewia".


A nawet jeśli widzę że dane anime jest podobne do innego to nie uznaję tego za wadę pod warunkiem że mi się podoba.

No zaraz, albo jest wada albo nie ma. Nie mozna sobie tak w recenzji wybierac.



siasio89 - Pt paź 26, 2007 3:32 pm
Mam pewne zastrzeżenie do waszych recenzji, a mianowicie pojawia się w nich za dużo informacji o przebiegu fabuły. Oczywiście powinno się opisać z grubsza "o czym jest anime", lecz nie róbcie to, w aż taki precyzyjny sposób. Nie będę się teraz wypłakiwać, ale straciłem przez to kilka fajnych momentów ze scenariusza.
Proszę was Droga Redakcjo, abyście mnie wysłuchali i przy następnych recenzjach pisali jeszcze bardziej ogólnikowo o fabule i przebiegu wydarzeń.



el doctore - Pt paź 26, 2007 3:39 pm

Proszę was Droga Redakcjo, abyście mnie wysłuchali i przy następnych recenzjach pisali jeszcze bardziej ogólnikowo o fabule i przebiegu wydarzeń.
W sumie ekstra Im mniej roboty, tym lepiej. Ha!



Dark Rael - Pt paź 26, 2007 4:10 pm
A o ktore recenzje chodzi konkretniej, bo ze o moje to nie ulega watpliwosci, i czy chodzi o zajawki czy recenzje?



Daldow - Pt paź 26, 2007 5:03 pm

W sumie ekstra Uśmiech Im mniej roboty, tym lepiej. Ha!
A ja dodam, że na dodatek tej najnudniejszej roboty. Ha !
bo ze o moje to nie ulega watpliwosci



siasio89 - Pt paź 26, 2007 5:22 pm
Wydaje mi się, że mało istotne jest o które artykuły chodzi, ponieważ wszystko powinno być dobrze zrobione. Jeśli chodzi o konkretne recenzje to podaję przykłady: "Higurashi no naku koro ni" i "air". W wymienionych tytułach zostało wyjawnionych zbyt wiele szczegółów odnośnie fabuły, przez co można się bez problemu domyśleć dalszego rozwoju wydarzeń.
Proszę, abyście nie uważali mnie za jakiegoś gościa, który nie ma co robić i się czepia. Jesteście dużym wortalem i mnóstwo ludzi was odzwiedza, dlatego wszystko musi stać na najwyższym poziomie- co nie oznacze, że tak nie jest, lecz zawsze można coś poprawić, jak w tym wypadku...



el doctore - Pt paź 26, 2007 5:40 pm

"Higurashi no naku koro ni" i "air"
Ufff, nie moje
Ale serio - pewnie, że zawsze może być lepiej. I oby było.



Dark Rael - Pt paź 26, 2007 5:51 pm
Nie no, dzieki za zwrocenie uwagi, bedziemy sie starac uwazniej i oszczedniej pisac te opisy. Czesto mam watpliwosci czy nie za duzo pisze o fabule. Teraz wiem, ze tak.



Goodcat - So paź 27, 2007 8:15 pm
Jak czytałem recenzję "Higurashi no naku koro ni", miałem jakieś dziwne przeczucie, że zaraz dowiem się zakończenia i dla bezpieczeństwa przeczytałem tylko podsumowanie. Głównie czytając wasze recenzje, czytam wstęp i zakończenie, bo czytając rozwinięcie jest wielkie prawdopodobieństwo, że trafi się na informację o przebiegu fabuły.

Kiedyś czytałem jakąś recenzję na filmwebie i ktoś napisał coś takiego:
"...szkoda, że główny bohater w ostatniej scenie ginie w wypadku samochodowym, ponieważ w tym momencie razem z bohaterem giną wszystkie plany, które wiązał ze swoją narzeczoną, którą poznał... [gdzieś tam]"



Dark Rael - N paź 28, 2007 9:45 am
To ja obiecuje juz nie zdradzac zadnych spoilerow, choc prawie nigdy nie zdradzalem wiecej niz z 2 pierwszych odcinkow. W airze przesadzilem, w ouranie bardzo nie chcialem zdradzic tajemnicy haruhi, ale recenzja bylaby wtedy niekompletna.

Teraz pisze tekst w ktorym nic nie zdradze, ale niestety przez to nie zachęcę do obejrzenia tego anime tak, jak bym chcial. Nie opisze ani jednej postaci, ani nie wprowadze w akcje, bo wymaga to spoilera. A tak sie sklada, ze czytalem recenzje podobna, w ktorej brak tego elementu spowodowal, ze mniej chetnie po to anime siegalem.



Escalayer - N paź 28, 2007 9:49 am
Wiesz mozna zdradzic wszystko ale obejzec i tak trzeba takie jest moje zdanie choc fakt ze lepiej nie znac wszystkiego i masz racje ze dobra recenzja to juz polowa sukcesu zeby ktos wogole chcial to ogladac



h43m - N paź 28, 2007 10:06 am
Nie no, w niektórych przypadkach jednak warto wiedzieć na które rzeczy zwrócić uwagę, chociaż niekoniecznie trzeba zdradzać wynik. Szefie, nie zadręczaj się i opisuj jeden odcineki tak, aby nie zaspojlować (łatwo powiedzieć) ;]



grzes00y - N paź 28, 2007 3:07 pm
http://azunime.net/anime/idanm,255,idrec,255,recenzja.html
Odnośnie rej recenzji napiszę tylko tyle. Nieprawdą całkowitą jest to że Urotsuki z 2002 roku jest gorsze. Nie wiem dlaczego Pottero tak sądzi.
Ta wersja jest dużo lepsza zarówno graficznie jak o dźwiękowo. Ma ładniejszą oprawę dźwiękową, a wizualnie wygląda wspaniale.
Jak ktoś nie oglądał tej wersji wcześniejszej to zdenerwuje go końcówka gdyż kończy się w najważniejszym momencie. I w tej kwestii to na pewno stare Urotsukidoji jest lepsze bo jest dokończone.



Pottero - Pn paź 29, 2007 9:35 pm
To, która wersja jest lepsza, zależy od oglądającego. Mnie się stara wersja spodobała, a nową uważam za beznadziejną. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że ta stara miała klimat, co w przypadku anime jest moim zdaniem ważniejsze od udźwiękowienia i oprawy graficznej. Poza tym, wersja z lat 80. przynajmniej miała jako taką fabułę, a ta nowa to głównie bzykanie. W starej było ono dodatkiem, w nowej zdaje się być samą esencją OAV.

A co do rozmowy o „Trinity Blood”, która mi umknęła – mea culpa (swoją drogą, tak się nazywa świetny gatunek zioła, do nabycia w coffe shopie Happy Days w Lisse), walnąłem gafę. Niemieckiego się nie uczyłem, więc tak to później wychodzi, jak mam coś w ichnim języku napisać. „Zakon Róży i Krzyża” to po prostu wersja, która w momencie pisania recenzji była najczęściej spotykana w Google’u, a że wyznają zasadę Google prawdę ci powie... Na Wikipedii polskiej musiało wtedy też być „Rozenkreuz”, bo „Różokrzyża” w ogóle sobie nie przypominam... I nie zmienię, bo głupio to brzmi .



grzes00y - Wt paź 30, 2007 7:55 am
Pottero widziałeś wszystkie części starego Urotsukidoji ?
Zakończenia i tak nie ma bo coś pomieszali na końcu.
http://anidb.net/perl-bin/animedb.pl?show=rel&aid=551
Bo jeśli mowa o 3 pierwszych częściach to owszem były ciekawe i co ważne nie kończy się w momencie pojawienia tego najwyższego Boga jak w serii z 2002 roku.
W najnowszej wersji z 2002 roku bardziej się skupiono na charakterach więc wcale tamta wersja nie była płytsza a nawet odwrotnie.
Już nie mówiąc że scenki xxx dużo lepsze a w starym urotsukidoji beznadziejne.



Pottero - Wt paź 30, 2007 11:05 am
Jak już mówiłem, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Mnie się nowa wersja wybitnie nie podobała i nic mnie do niej nie przekona. Scenki porno może są lepsze dla ciebie, ja tam wolę oglądać takie, jak w starym „Urotsukidōji”, niż maksymalne zbliżenie, kiedy to „kamera” niemalże wchodzi babce do pochwy. I tak, obejrzałem wszystkie części „Urotsukidōji”, mam więc nadzieję, że teraz pozwolisz mi mieć własne zdanie na temat każdej z części tego cyklu.



Tixon - Wt lis 13, 2007 8:57 am
Szczęście, że nie musiałem pisać recenzję Claymore. Dzięki temu mogłem spokojnie cieszyć się przygodą, bez zwracania uwagi na błędy, które anime co prawda posiada, lecz są do przełknięcia.
Obecna recenzja natomiast... Nie znajduję dla niej zbyt wielu pochlebnych słów. Pierwsze wrażenie robi całkiem niezłe - jest rozbudowana i opisuje wiele elementów, ale zawiera rzeczy, których nie powinna mieć. I to zdecydowanie.
Co konkretnie mi nie pasowało? Już podaję:
1)Autor pisze, jakie anime mogło by być. "Piszę to z tym większym bólem, ponieważ w moim przekonaniu, jest to jeden z dwóch powodów, dla których w ogóle warto sobie Claymore zawracać głowę, jeśliby oczywiście w tym kierunku fabuła została przez twórców poprowadzona". Cóż, dla mnie rzeczą prostą jest ocenianie tego, co się dostało, a nie czym to mogło być. Natomiast recenzent ocenia nie to, co w anime zostało zawarte, a co mogło (i, w jego opinii, było by lepsze). "Twórcy mieli do wyboru dwie opcje. Pierwszą byłoby skupienie się na dopieszczaniu i cyzelowaniu charakterystyki głównej bohaterki (Clare), przez co stałaby się ona pełnowymiarową postacią z krwi i kości;. W tym przypadku mielibyśmy szansę zanurzyć się głębiej w tajemniczy świat Claymore. Drugą opcją jest zapełnienie czasu jaki pozostał do domknięcia głównego wątku, wizualnymi atrakcjami.

Wybrano wariant drugi, mniej pracochłonny i bezpieczny"
Z tego też wynika bezpośrednio punkt drugi.
2)Autor porównuje Claymore (czyli, jak sam to obdłudnie określa, "anime podporządkowane dyktatowi atrakcyjności, która płynie z nieprzerwanie dawkowanych w ogromnych ilościach scen pojedynków, odwrotów, ucieczek, podchodów i efektownego masakrowania oponentów." - w skrócie anime stawiające na akcję), przez poprzednie akapity, do opowieści psychologicznej, nastawionej na "siłę wątków obyczajowych", a potem gnoi za nadmierną akcję...
3)Punkt trzeci, a zarazem najpoważniejszy, to podanie przez autora pewnych stwierdzeń, funkcjonujących w tekście jako aksjomaty :
-"Claymore niebezpiecznie zbliża się do wątpliwego poziomu produkcji pokroju „Elfen Lied”" - oczywiście nigdzie wcześniej nie było wspomnień o tym anime, więc autorowi musimy wierzyć na słowo (czego zupełnie nie mam zamiaru czynić, bo jestem z otoczenia które EL stawia dosyć wysoko w osobistym rankingu, ale o tym nie tutaj);
-"Wracając jednak do wad, trzeba jednoznacznie stwierdzić, że choć Claymore mocno opiera się na schematach wykreowanych przez fantasy, nie ma w nim najważniejszej części składowej tego gatunku, czyli rozbudowanego, ciekawego świata." - kolejny aksjomat, w dodatku zupełności bzdurny. Fantasy interesuję się od lat, wiedzę na ten temat posiadam, jeżeli nie średnią, to przynajmniej wystarczającą do dyskusji na jej temat. I całą stanowczością mogę powiedzieć, że rozbudowany świat jest tylko małą częścią składową tego gatunku. Ba, autor zawarł nawet niefortunne porównanie do Wiedźmina, jako przykładu takiego rozbudowanego świata, co świadczy jedynie o jego nie wiedzy na ten temat. Sapkowski osobiście przyznał, że wszystko co napisał o świecie, podlegało li tylko fabule, więc nieistotne elementy składające się na budowę świata sobie darował.
Ostatni aksjomat twierdzi, że miłośnik dobrej literatury nie znajdzie w anime nic, co go usatysfakcjonuje. Autor sugeruje tym samym (raczej nieświadomie), że miłośnicy dobrej literatury oglądają tylko i wyłącznie powieści psychologiczne, a jakikolwiek film akcji ze "śladowym tropem psychologicznym" jest poniżej ich gustów.
4)Ostatni punkt jest już raczej wisienką na szczycie tortu, niż czymś poważnym. Anime zostaje skrytykowane głównie za to, że jest popularne. Autor więc doszukuje się płycizny,ukazujących, że owszem, masa może się tym zachwycać, ale dla wybranej grupy koneserów nie ma w tym nic godnego uwagi.
Tyle na temat recenzji.

Temat wydzielony z tematu o Claymorze, bo dotyczy recenzji, nie zaś anime. Moderacja.



h43m - Wt lis 13, 2007 1:09 pm
Moim zdaniem, ocenianie jakie to anime mogłoby być też jest ważne, bo pokreśla jakie to anime nie jest, czyli też niebezpośrednio mówi jakie jest. Ponadto, zwraca to uwagę na potencjał tego anime, któy nie został w pełni wykorzystany. Również sądzę, że Claymore zostało skrytykowane nie dlatego, że jest popularne, tylko dlatego, że jest jawnie kierowany do mas.



Tixon - Wt lis 13, 2007 2:20 pm

Moim zdaniem, ocenianie jakie to anime mogłoby być też jest ważne, bo pokreśla jakie to anime nie jest, czyli też niebezpośrednio mówi jakie jest
Zdecydowanie się tu mylisz. Podanie, jakie to anime mogło by być, oraz jakie szanse zostały zmarnowane nie wynikają z niczego innego, jak samego gustu recenzenta i tylko dla niego się liczą. Recenzent może spodziewać się licznych i dogłębnych prezentacji motywów psychologicznych, a dostanie proste pod tym względem anime, więc tylko z uwagi na niespełnione oczekiwania, recenzja będzie krytyczna. Drugi recenzent, oczekujący dużej ilości humoru i akcji, skrytykuje za liczne "mdłe", spowalniające akcję retrospekcje i przygnębiający klimat. Jednak w obu wypadkach nie dowiemy się jakie to anime jest, tylko jakie mogło być.
Poza tym jest to w 100% skuteczny sposób na zgnojenie anime, bo nie ma takiego, którego nie dało by się udoskonalić, bądź dopełnić poszczególnych elementów, prawda?
Sytuacja więc wygląda tak: "Ogrodnik miał dwie opcje. Pierwszą było poświęcenie dużej ilości swego czasu na pielęgnację i podlewanie arbuzów, dzięki czemu mogli byśmy mieć szansę zjeść soczysty i pełen witamin owoc. Drugą było zasadzenie bananowca, który zapycha żołądek i nie posiada istotnych składników odżywczych. Wybrano wariant drugi, mniej pracochłonny i bezpieczny".
A dlaczego arbuzy? Bo ja je wolę od bananów. Czy to więc coś mówi o bananach, czy tym, co preferuje recenzent?
(ogólnie to preferuję porównania które da się zjeść, taka dziwna mania).

Potencjał to znowu kwestia oczekiwań recenzenta. Nie ma żadnej na to miary, bo znowu każdy mógłby coś dodać - a to rozwinąć taki a taki pomysł, nie ograniczyć się do jednego rozwiązania (obecność mężczyzn półdemonów i ewentualne dzieci z ich związków z wojowniczkami), w końcu w inny sposób rozwiązać dany problem. Ale recenzent nie ma nam pokazać, jaki to jest zdolny i co by zrobił na miejscu autora, a sumiennie zrecenzować anime w takiej postaci, w jakiej otrzymał.

To jawne kierowanie pod masy. Zarzut dosyć poważny, więc może przedstawić jakieś argumenty na podparcie tej tezy? Pomijając oczywiście to, że anime nie jest przeznaczone dla wąskiego i elitarnego grona i ma wiele uproszczonych elementów.



h43m - Wt lis 13, 2007 2:39 pm
Przyznam się, że konkretnych niepodważalnych dowodóe nie mam, aczkolwiek opieram się na wypowiedzi kolegi Fillipiarza, który napisał o tym zajawkę. Prawdopodobnie nie znaczy tego samego, ale ja to tak odbieram.


Od razu powiem: ta seria skazana jest na komercyjny sukces. Średniowieczne klimaty, piękne kobiety z wielkimi mieczami, epicka fabuła, dużo walk i krwi, dobra grafika i muzyka. Nie ma się co rozwodzić - większość widowni, szczególnie tej męskiej będzie zachwycona, wszystko bowiem wskazuje, że mamy do czynienia z dobrym kinem rozrywkowym i dla każdego miłośnika tej odmiany jest to absolutny must see.



Tixon - Wt lis 13, 2007 2:59 pm
Dobrze, a teraz zobacz co z tej wypowiedzi może wyniknąć:
-jeżeli anime ma akcję umieszczoną w (pseudo!)średniowiecznym klimacie, jest kierowane na masy (współczesność i przyszłość już nie?)
-jeżeli występują ładne bohaterki, autorzy liczą na zachwycenie męskiej części widowni
-im większy miecz, tym lepsza oglądalność
-epicka fabuła to pójście na komerchę (liczne książki fantasy w tym miejscu poszły się złożyć w całopalnej ofierze)
-walka i krew jest popularna i zwiększa oglądalność
-dobra grafika i muzyka sprawia, że widz będzie zadowolony
Wobec czego całość będzie miała dobrą oglądalność...
Z tych punktów rację jestem w stanie przyznać tylko walce i krwi, jeżeli anime nim celowo epatuje, nigdy w sytuacji, kiedy cała fabuła opiera się na walce. Z pozostałych ciekawa jest uwaga o postaci kobiecej, brednią miejsce akcji, zaś uwaga o dobrej muzyce i grafice jako argumenty o kierowaniu czegoś pod masy, są dla mnie niezbitym dowodem na wspomniany wcześniej punkt 4 - to przecież zaleta, prawda?
Ogólnie sytuacja przypomina mi próby zdyskredytowania sukcesu fantasy przez zawistne elementy sf, które choć brzmią mądrze i naukowo, są zwykłymi wymysłami.



h43m - Wt lis 13, 2007 4:21 pm
Pojedyńczo może i nie mają może większego znaczenia, ale kombinacja wielu takich elementów (tak jak te wymienione), które wydają się być nakierowane na dawanie widzowi tylko rozrywki, wtedy dla mnie jest to podstawa do takiego stwierdzenia. Ale ja tam już wyłączam, bo widzę, żę ta dyskusja wymaga wymiany zdań między inteligentnymi ludźmi, więc pozostaje pocekać, aż wypowie się sam autor tej recenzji.



el doctore - Wt lis 13, 2007 5:11 pm

Szczęście, że nie musiałem pisać recenzję Claymore.
Recenzent też nie "musiał", ale chciał i napisał.

Dzięki temu mogłem spokojnie cieszyć się przygodą, bez zwracania uwagi na błędy
Od kiedy to oglądanie z nastawieniem "tylko" na zabawę, zwalnia z wartościowania owej zabawy? Rozumiem, że działa tu paraliżująca zasada "darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby". Może czasem jednak warto to zrobić, chociażby dla higieny umysłowej.

bez zwracania uwagi na błędy, które anime co prawda posiada, lecz są do przełknięcia
Komu do przełknięcia, komu - nie. Akurat recenzent jest ostatnią osobą, która może sobie pozwolić na "łykanie", bo kto jak kto, ale właśnie recenzent nie powinien przechodzić obojętnie obok wad. W innym wypadku, to nie jest recenzja tylko opinia. Hmm, pomyślmy. Nie znam Cię, nie mogę więc polegać na Twoim guście, więc może te "błędy" jednak nie są do "przełknięcia"? Po to jest właśnie recenzja, by widzieć maksymalnie dużo różnych aspektów danego tytułu, a nie przymykać oko. Fakt, "łykać" można bezrefleksyjnie, ale to trochę straszne, nie wiedząc co to jest.

ale zawiera rzeczy, których nie powinna mieć. I to zdecydowanie. (...) Co konkretnie mi nie pasowało?
Akurat kwestia, co powinno być w recenzji a czego nie - należy do ogólnych zasad na których opiera się recenzja. Jakoś nie widzę, żebyś gdziekolwiek wskazał, że czegoś w recenzji zabrakło. Powiem więcej, napisałeś, że

Pierwsze wrażenie robi całkiem niezłe - jest rozbudowana i opisuje wiele elementów
Hmm, czyli gdzie leży problem?
Zapewne w tym, że pomimo swego rozbudowania, recenzja zawiera tezy, które Tobie nie "pasują". Czyli obiektywnie - recenzja jest w porządku, ale subiektywnie - jest bez sensu, bo nie jest po myśli krytykującego recenzję. Cóż, jakoś przeżyję fakt, iż nie zgadzamy się co do Claymore.

Autor pisze, jakie anime mogło by być.
Tak, autor pisze o tym, jakie anime mogłoby być, wcześniej jednak napisawszy jakie ono jest. Tak się bowiem składa, że autor jest osobą myślącą i posiada jakieś tam zasoby wiedzy, doświadczenia oraz wyobraźni, by przeprowadzić tak karkołomny zabieg. Natomiast autor nie jest osobą na tyle naiwną by sądzić, że twórcy Claymore wezmą sobie uwagi autora do serca.

Cóż, dla mnie rzeczą prostą jest ocenianie tego, co się dostało, a nie czym to mogło być.
Jak pisałem powyżej - widocznie mam wystarczający zasób wyobraźni, by wyobrazić sobie WIĘCEJ niż tylko to, co ktoś podsunął mi pod nos. To się nazywa "szerokie horyzonty" czy jakoś tak.

Natomiast recenzent ocenia nie to, co w anime zostało zawarte, a co mogło
Radzę raz jeszcze przeczytać recenzję. Tym razem ze zrozumieniem. Bo fragment którym się posługujesz jako zarzutem, akurat dotyczy tego, co w anime JEST i co odnotowałem:

Drugą opcją jest zapełnienie czasu jaki pozostał do domknięcia głównego wątku, wizualnymi atrakcjami. Wybrano wariant drugi, mniej pracochłonny i bezpieczny"
To chyba jasno wyłożona teza, czy jednak powinienem zacząć się martwić?

a potem gnoi za nadmierną akcję...
Ba, "gnoi". Gdybyś wiedział co oznacza to słowo, to nie używałbyś go w kontekście mojej recenzji Claymore, bo chyba jeszcze nigdy nie zaznałeś sytuacji "gnojenia" (czego Ci nie życzę). Ja bym raczej powiedział - że lekko wyrażam swój żal z powodu tego, że seria Claymore, która miała potencjał, by stać się czymś więcej niż "slasherem", okazała sie tylko tym. Jest to raczej przejaw nieporadności twórców, którzy nie potrafili nadać swojemu dziełu jednolitego charakteru, balansując pomiędzy jednym a drugim wariantem.

"Claymore niebezpiecznie zbliża się do wątpliwego poziomu produkcji pokroju „Elfen Lied”" - oczywiście nigdzie wcześniej nie było wspomnień o tym anime, więc autorowi musimy wierzyć na słowo (czego zupełnie nie mam zamiaru czynić, bo jestem z otoczenia które EL stawia dosyć wysoko w osobistym rankingu
Postuluję po raz kolejny - czytaj ze zrozumieniem, bo masz z tym niejaki problem. A na dodatek, grasz nie fair. Zdanie, które zacytowałeś, jest wyrwane z kontekstu. EL pojawia się w recenzji w kontekście zwrócenia przeze mnie uwagi na makabrę, jako środek wyrazu artystycznego. Mogę się odnieść w tym aspekcie do EL czy nie? Jest to uzasadnione porównanie? Czy może podeprzesz się argumentem (starym jak świat), że w EL i w Claymore nie ma makabry, bo Ciebie to "nie rusza" a makabra w EL i Claymore ma "wyższy" sens?

autorowi musimy wierzyć na słowo (czego zupełnie nie mam zamiaru czynić, bo jestem z otoczenia które EL stawia dosyć wysoko w osobistym rankingu
O, to chyba już mam odpowiedź na powyższe pytanie. Pozostaje mi jedynie kontrargument, analogiczny do Twojego: ja też nie mam zamiaru nie powoływać się na przykład EL, bo jestem z otoczenia, które o owej produkcji stara się jak najszybciej zapomnieć. Udało mi się Ciebie przekonać?

I całą stanowczością mogę powiedzieć, że rozbudowany świat jest tylko małą częścią składową tego gatunku.
Jakoś nie chce mi się wierzyć, że wielotomowe sagi fantasy są wypełnione jedynie rozmowami na temat jakości stali z której zrobione są miecze bohaterów. Bo już nawet rozmowy o pogodzie, to jest literacka kreacja świata, w którym martwią się pogodą bohaterowie. Jeśli nie ma w fantasy ciekawego, oryginalnego świata, to po co czytać fantasy? Proszę o jakieś propozycje.

Fantasy interesuję się od lat
Bardzo dobrze, teraz już tylko zacznij fantasy czytać.

autor zawarł nawet niefortunne porównanie do Wiedźmina
A to niby dlaczego "niefortunne"? Tak się składa, że ja, w przeciwieństwie do Ciebie, nie "interesuję" się fantasy, ale też fantasy czasem czytam. Motyw przybycia Clare do miasta, po to, by za zapłatę pozbyć się yomy, jest IDENTYCZNY w punkcie wyjścia, jak debiutanckie opowiadanie Sapkowskiego. Jak przeczytasz, może przyznasz mi rację.

Sapkowski osobiście przyznał, że wszystko co napisał o świecie, podlegało li tylko fabule
Aha, ale jednak "wszystko co napisał", czyli NAPISAŁ. Mnie nie interesuje, czy to zrobił, bo miało to podlegać fabule czy nie, faktem jest że stworzył świat, bo inaczej się nie da. Chyba, że podasz przykład książki, w której nie ma świata? Raz jeszcze apeluję - czytaj ze zrozumieniem, bo ostatni argument jak i większość poprzednich, którymi - niby - mnie atakujesz, stawiasz przeciw samemu sobie. A to wygląda trochę....dziwnie:)

Ostatni aksjomat twierdzi, że miłośnik dobrej literatury nie znajdzie w anime nic, co go usatysfakcjonuje
Ależ - znajdzie, znajdzie - nie martw się o "miłośników dobrej literatury". W jednym się jednak z Tobą zgodzę - nie powinien szukać tego "czegoś" w Claymore.

a jakikolwiek film akcji ze "śladowym tropem psychologicznym" jest poniżej ich gustów
Tak, jak wyżej - Twoje obawy są niepotrzebne. Jest wiele anime, które spełniają IDEALNIE ów postulat (np. Black Lagoon, Cowboy Bebop). Ale, po raz kolejny - Claymore do nich się nie zalicza.

Anime zostaje skrytykowane głównie za to, że jest popularne
A to ciekawe, bo o czym do tej pory toczy się ta wymiana zdań? O popularności Claymore, czy może o świecie w Claymore, makabrze w Claymore, braku ciekawych bohaterów w Claymore, głupocie recenzowania anime, które się podoba, itd.? Dziwny to tort, skoro najważniejsza jest w nim wisienka. Dla wyjaśnienia: za tort uważam kolejne "warstwy" nadzienia - zarzutów stawianych pod moim adresem jak również pod adresem recenzji. Wisienką zaś ostatni zarzut o "przeklętej popularności Claymore". To uwaga dla tych, którzy nie potrafią czytać ze zrozumieniem.

Autor więc doszukuje się płycizny
Poprawka - autor WIDZI płyciznę, przed którą pragnie przestrzec wszystkich, którzy "cieszą się przygodą", bo się o nich AUTENTYCZNIE martwi.
Tyle na temat postu.
Aha, jeszcze jedna kwestia:

Ale recenzent nie ma nam pokazać, jaki to jest zdolny i co by zrobił na miejscu autora, a sumiennie zrecenzować anime w takiej postaci, w jakiej otrzymał.
W tej sprawie odsyłam do recenzji, bo nie chce mi się jej tutaj wklejać.



Tixon - Wt lis 13, 2007 7:38 pm
Muszę przyznać, że zaskoczył mnie agresywny ton wypowiedzi i złośliwości pod moim adresem. Nie będę jednak odpłacał się tym samym, tylko postaram się wytłumaczyć zaistniałe wątpliwości.
Sprawa podstawowa - nie mam żadnych zarzutów co do Twojej osoby, moja opinia (całkowicie prywatna) tyczy się tylko i wyłącznie tej jednej recenzji i jej poszczególnych elementów. Osobiście uważam, że w recenzji celowo znalazły się elementy obniżające wartość anime, które wymieniłem i uzasadniłem w miarę możliwości.
A teraz do rzeczy.
Osoba przystępująca do zrecenzowania jakiejś rzeczy (książki,filmu, albumu czy w końcu anime) podejmuje się trudnego zadania - oprócz zwykłego obejrzenia, musi dokonać analizy, rozłożyć na czynniki. Dlatego jestem zadowolony, że ja mogłem tylko spokojnie śledzić losy bohaterów, nie zastanawiając się, czy to jest oryginalny pomysł, czy też nie.
W tym wypadku źle rozumujesz. Jest to tylko i wyłącznie kwestia wymagań - nie włączasz Wagnera po to, by słuchać filozoficznych rozważań, a zrelaksować się. I w tym zakresie można go oceniać.

Może tego dobrze nie widać, ale fragment który przeczytałeś był częścią większej całości. Pierwsze dwa zdania wyrażają moje prywatne odczucia do tego anime, w których stwierdzam, że dla mnie anime posiada błędy, jednak nieprzeszkadzające w czerpaniu przyjemności z oglądania.

Rozwinięcie mojej opinii o Claymore znajduje się w temacie o tej samej nazwie. Ale masz rację - recenzent powinien wytknąć wady, ale tylko i wyłącznie istniejące.

Następna kwestia, tycząca się recenzji. Problem leży w tym, że zacytowałeś w odwrotnej kolejności. Sam stwierdzam, że recenzja "robi dobre wrażenie", ergo jest zbudowana wedle zasad budowy recenzji i opisuje wszystkie istotne elementy, lecz problem pojawia się podczas analizy treści. Zupełnie absurdalny jest zarzut, że krytykuję recenzję z powodu tego, że mam inne zdanie. Powiem więcej, taki zarzut jest dla mnie obelgą.

Używając "wiedzy, doświadczenia oraz wyobraźni" aby przedstawić swoją wizję anime, recenzent po prostu zmyśla. Mówi coś, czego anime nie zawiera. Biorąc pod uwagę "szerokie horyzonty" autora, uważam, że robi to celowo, aby wywołać zawód (sugerując, że lepiej było by mieć więcej niż teraz). W tym też celu wizja recenzenta umieszczona jest zaraz za opisem faktycznym, żeby kontrast był jak najbardziej widoczny.

Drugi punkt zarzutu, tyczy się kolejnej świadomej manipulacji - w pierwszej opcji zawarta jest sugestia, jak by to wyglądało w powieści psychologicznej, a w drugiej, jak wygląda to w powieści nastawionej na akcję, twierdząc, że cały środek anime zapełnia akcja, która wizualnie i jest ładna, ale nic za sobą nie niesie.
Może krytykuje będzie lepszym sformułowaniem? Mniej dosadnym i nie wyrażającym w pełni mojej opinii co do tego fragmentu (bo wbrew Twojej sugestii, znam znaczenie tego słowo, oraz użyłem je w pełni świadomie). W dodatku mam spore wątpliwości (czyli mogę się tutaj mylić), czy recenzja jest właściwym miejscem do wyrażania całkowicie prywatnego żalu na temat kierunku w którym poszła seria. Osobną sprawą jest pytanie, czy to nie ten żal spowodował powstanie akurat tak wyglądającej recenzji.

Zdanie które zacytowałem tyczy się jednego z aksjomatów - feralnego słówka "wątpliwego" w kontekście poziomu produkcji. Co do pytań, to: tak, masz pełne prawo odnieść się do innego anime; jest to uzasadnione porównanie; nie, bo nie o to chodzi.
Porównując Claymore do Elfen Lieda dodajesz swoją opinię o tym drugim anime. Niestety, nie podajesz na to żadnych argumentów, więc funkcjonuje to jako aksjomat. To co dodałem w nawiasie nie jest argumentem, a zwróceniem Ci uwagi, iż jest spora liczba osób uważająca tak jak Ty, jak też również odwrotnie.

Pomijając kolejną złośliwość pod moim adresem (czyżbym Cię czymś uraził?), kreacja świata fantasy opiera się na stworzeniu spójnego uniwersum, posiadającego własną kosmologię, systemy religijne i historię. Czytelnik otrzymuje w rezultacie całą kronikę wydarzeń, często sięgającą wiele tysięcy lat wstecz od chwili trwania akcji. Najlepszym przykładem jest Władca Pierścieni.
Jednak zupełnie czym innym jest umieszczenie akcji w jakimś miejscu - czy to w innym świecie(Wiedźmin), czy też Pod Londynem (Nigdziebądź). W obu przypadkach mamy świat akcji, ale uzyskujemy o nim tylko tyle informacji, ile jest niezbędnych dla zrozumienia fabuły. Dlatego w drugim przypadku jest zdecydowanie mniej informacji o świecie, bo ich po prostu autor nie musiał wymyślać.

Co do wejścia Clare do miasta - trudno w ogóle nazwać to motywem. A co identyczności (napisanej wielkimi literami dla podkreślenia ważności tych słów) - czy ona wchodzi do miasta, udaje się do podejrzanej knajpy, zabija trzech obwiesiów, aby pokazać co umie, a dopiero potem przyjmuje zlecenie? Nie bardzo. Jest podobna i to tylko z założenia (zabija bestie za pieniądze, nie jest lubiana jej profesja, ma inne oczy, jest lepsza w walce na miecze od ludzi), ale nie jest identyczna. Więc nie mogę przyznać Ci racji.

Jeszcze raz, abyś zrozumiał to dobrze - w fantasy jest kolosalna różnica między pisaniem czegoś w wymyślonym świecie, a stworzeniem takowego. Druga opcja wymaga trochę więcej roboty i innego podejścia do pisania. Jeżeli moje wyjaśnienia Cię nie satysfakcjonują, sięgnij po "Historię i Fantastykę", a której sam autor to wyjaśnia.

Znowu wymagasz od czytelnika, by uwierzył Ci na słowo, że w Claymore nie znajdzie czegoś, co go może usatysfakcjonować.

Do tej pory wymiana zdań "toczyła" się wobec mojego nie czytania fantasy, braku umiejętności czytania ze zrozumieniem oraz kilkoma złośliwościami pod moim adresem.
Bo nic nie było o bohaterach, świecie akcji, czy makabrze.

Moje pytanie brzmi - czy anime nastawione na akcję (jakim niewątpliwie, ku Twojemu żalowi, jest Claymore) nie może posiadać z samej definicji gatunku pewnej ilości elementów które są mniej dopracowane (nie ze względu na niechlujstwo twórców), by tym pełniej zrealizować kluczowe punkty tej konwencji?

Nie obraziłbym się za mniej napastliwą odpowiedź.



el doctore - Wt lis 13, 2007 8:55 pm

w recenzji celowo znalazły się elementy obniżające wartość anime
W recenzji znalazły się elementy obniżające wartość anime, bo one są w samym anime a nie w piszącym, który jest pełen miłości do świata

moje prywatne odczucia do tego anime, w których stwierdzam, że dla mnie anime posiada błędy, jednak nieprzeszkadzające w czerpaniu przyjemności z oglądania
Dla mnie, jako recenzenta, owe błędy są także jak najbardziej widoczne. Ale że ja się zdecydowałem jednak Claymore zrecenzować a nie tylko oglądać, więc musiałem się do nich odnieść. Zadaniem recenzenta nie jest się zachwycać, przymykać oko, tylko WIDZIEĆ wszystkie aspekty danego tytułu. Także negatywne.

nie włączasz Wagnera po to, by słuchać filozoficznych rozważań, a zrelaksować się
Tego akurat nie wiesz. Być może ja włączam Wagnera po to, by zastanawiać się nad istotą niemieckości i tego, jak się gloryfikuje mitologię germańską poprzez sztukę. W każdym razie - mnie Wagner nie relaksuje w najmniejszym stopniu, więc nie stawiaj znaków równości, tam gdzie ich nie ma. Twój osobisty pogląd na temat Wagnera/Claymore, nie poparty niczym więcej poza mglistą ideą "lubienia", nie ma większej mocy i nikogo nie obliguje do tego, by brać go za pewnik. Może gdybyś napisał jakąś recenzję, to wtedy - inna sprawa.

recenzent powinien wytknąć wady, ale tylko i wyłącznie istniejące
I to właśnie recenzent robi: wytyka błędy istniejące. A więc w miarę rzetelnie wywiązuje się ze swojego zadania. Recenzent ma również prawo odnieść się do tych wad nie tylko stwierdzając ich istnienie - ale także próbując wyjaśnić dlaczego owe wady uważa za wady. Recenzja to nie jest suchy bilans zysków i strat, tylko twórcza praca. Recenzje są w miarę obiektywne, ale bez przesady. Żadna recenzja nie jest do końca obiektywna.

Powiem więcej, taki zarzut jest dla mnie obelgą.
Obelgą jest twierdzenie, że czegoś nie ma w recenzji, gdy to tam jest.

uważam, że robi to celowo, aby wywołać zawód (sugerując, że lepiej było by mieć więcej niż teraz)
Oczywiście, że recenzent robi to celowo, bo recenzent jest MAKSYMALISTĄ i chce dostawać same idealne produkty, a nie tylko takie, które sprawiają mu połowiczną uciechę. Twórca - tworząc, wystawia swój produkt pod ocenę ewentualnego odbiorcy. Czasem trafia na Ciebie - wtedy ma szczęście, czasem trafia na mnie - i cóż. Mnie nie przekonał.

jak by to wyglądało w powieści psychologicznej, a w drugiej, jak wygląda to w powieści nastawionej na akcję
Nie dorabiaj sensów, tam gdzie ich nie ma. Nigdzie nie piszę, że Claymore ma być "powieścią psychologiczną" - nie próbuj używać tego argumentu, bo jest on przez Ciebie po prostu wymyślony. Jeśli jest inaczej, poproszę o cytat z "psychologiczną powieścią", bo już mnie to zaczyna męczyć. NIe mam zamiaru odpierać wydumanych zarzutów. Natomiast piszę, że Claymore nie zaszkodziłoby gdyby pojawiły się w serii JAKIEKOLWIEK wiarygodne charaktery psychologiczne, a nie tylko płaskie postaci machające mieczem. Od razu uprzedzam - o wątku Teresy i Clare - w recenzji wspomniałem.

recenzja jest właściwym miejscem do wyrażania całkowicie prywatnego żalu na temat kierunku w którym poszła seria
A więc rozwieję Twoje wątpliwości., Recenzja jest IDEALNYM miejscem do tego typu rozważań, gdyż recenzję piszą ludzie, którzy myślą, analizują, itd. Mylisz recenzję z opisem. Nie będę na tyle złośliwy, by podawać Ci linki do definicji recenzji. Poszukaj sam.

Osobną sprawą jest pytanie, czy to nie ten żal spowodował powstanie akurat tak wyglądającej recenzji
To nie jest osobna sprawa, tylko ta sama. Za każdą recenzją stoi konkretny człowiek, który posiada szerokie spektrum uczuć. Także żal. I jeśli to widać w recenzji - to tak to miało być. Ja mam prawo czuć wobec Claymore żal, Ty możesz się cieszyć, "łykając" niedoróbki i wady. Gdybyś zdobył się jednak na napisanie recenzji (to chyba proste, skoro potrafisz tyle powiedzieć o danym tytule w postach?), Twoja recenzja byłaby inna. Bo recenzji może być nieskończenie wiele.

Niestety, nie podajesz na to żadnych argumentów, więc funkcjonuje to jako aksjomat.
Aha, czyli w przypisie powinienem również zamieścić swoją recenzję EL, by porównanie nabrało mocy? Nie brnijmy w absurd. Recenzent jako osoba przychylna światu - zakłada, że obcuje z osobami inteligentnymi, które potrafią same odnaleźć analogię o której pisze. Moje zastrzeżenia odnoszą się do - wątpliwej urody - elementu który znajduje się zarówno w Claymore jak i EL - czyli MAKABRY. Ale jeśli pójdziemy dalej - to tak, uważam EL za bardzo złe anime, ale to nie jest recenzja EL, prawda? Wyraz swojej dezaprobacie względem EL dałem w ocenie tego tytułu, więc ktoś kto zna ową, nie będzie porównaniem zdziwiony. Mam prawo porównywać Claymore do czego zechcę, pod warunkiem, że ma to uzasadnienie. Wątpliwej urody chwyt, jakim jest makabra, występująca w obu tytułach jest owym uzasadnieniem. I to wystarczy.

Jednak zupełnie czym innym jest umieszczenie akcji w jakimś miejscu
Ale to miejsce ma swoją historię? Owej historii właśnie brakuje mi w Claymore.

W obu przypadkach mamy świat akcji
Nie ma czegoś takiego jak "świat akcji". Jest świat, który wypadałoby zaprezentować, a w tym świecie dopiero może pojawić się "akcja".

Dlatego w drugim przypadku jest zdecydowanie mniej informacji o świecie, bo ich po prostu autor nie musiał wymyślać.
Oj, musiał, żeby nadać wiarygodności "akcji", która sama w sobie jest po prostu tylko akcją, pozbawioną porządnych ram opowieści. Mnie to mało interesuje, po prostu.

Jest podobna i to tylko z założenia (zabija bestie za pieniądze, nie jest lubiana jej profesja, ma inne oczy, jest lepsza w walce na miecze od ludzi), ale nie jest identyczna
A potrafisz wskazać różnicę w zdaniu przez Ciebie napisanym, a moim z recenzji, które brzmi:
w punkcie wyjścia, seria przypomina w jakimś stopniu „Strzygę"



Tixon - Wt lis 27, 2007 10:16 am
Przepraszam za czternaście dni przerwy - dosyć liczne sprawy oraz wielki brak czasu.
Od czego by tu zacząć...
Może od wyjaśnienia świata akcji, bo najwyraźniej się nie rozumiemy. Niezależnie od środka przekazu - w tym wypadku literatury czy anime, fabuła toczy się w określonym miejscu. Przy czym to miejsce i jego przedstawienie jest dowolne i leży w gestii autora - nie ma żadnego nakazu, iż "wypadałoby zaprezentować". Akcja przez cały czas może toczyć się w jednym domu, bez informacji kto i po co go wybudował (Koralina), lecz równie dobrze w świecie dla którego znana jest historia od jego powstania, poprzez tysiące lat historii (z wyszczególnionymi rodami miasta, którego już nie ma), aż do czasów teraźniejszych dla akcji. Przytaczam ciągle Tolkiena, bo jest idealnym przykładem na kogoś, kto swe dzieło opatrzył w bogatą historię i ciekawy świat. Ale, do licha, ile lat nad tym pracował? Dlatego też lwia część pisarzy skupia się na samej fabule, historii postaci, a akcję umiejscawia w tak bardzo bogatym w detale świecie, na jaki wymaga to fabuła. Więc racji bytu nie mają argumenty, że dana książka jest lepsza, bo ma bardziej rozbudowany świat, więcej detali pozaplanowych, od drugiej. Analogicznie jest w anime - informacje mogą być (wtedy to jest in plus), lecz nie są konieczne (ich brak nie powoduje, a przynajmniej nie powinien wpływać ujemnie na ocenę).
Mowa o błędach w tytule. Błędnie interpretujesz moją wypowiedź, przeinaczając całkowicie jej sens.
Pierwszym błędem, który teoretycznie powinien przekreślić całą serię, jest anatomia postaci - bohaterka może otrzymać centralne trafienie w żołądek, robiące jej dziurę wielkości pięści i to na wylot. Albo też zostać przebita pseudo kolcami o kilkucentymetrowej średnicy przez cały tors, a obrażeń wewnętrznych nie uświadczy. Dalej - odcięta ręką w rezultacie ta trochę krwi, chociaż powinna sikać jak z węża (tętnica!). A co jakiś czas jesteśmy w stanie zaobserwować malownicze fontanny krwi z miejsc które nie mają takiej fizycznej możliwości. Drugim błędem, który powinien być równie irytujący,jak pierwszy, są sceny walki - przeczące wszelkim prawom fizyki i znanych mi sztuk walki.
Trzecim - liczne drobne, bądź też większe nielogiczności fabularne. Lecz te wady, za wyjątkiem punktu trzeciego, co jest już niewątpliwą winą twórców, za wady nie mogą być uznane ze względu na KONWENCJĘ. Twórcy przyjęli taką, a nie inną konwencję i trzeba ją zaakceptować. Że rozciachanie na kawałki ręki nie towarzyszy tyle krwi ile powinno (pomijając zabawność tej sceny) - przyjęta konwencja; że następuje wymiana dłoni bez dbałości i grupę krwi i podobne sprawy (kolejna zabawna scena) - jest to zgodne z przyjętą logiką anime. Zdolności bohaterek do regenerowania śmiertelnych ran - dzięki mocom demonów możliwe (chociaż logiki w tym jest mało).
Gry FPS nie ocenia się negatywnie za brak rozwoju postaci - jeżeli się w jakimś pojawi, liczony jest jako plus, brak nie powoduje negatywnych konsekwencji; po prostu tego elementu się nie przewiduje w tym rodzaju, zaś to, że w jakimś występowało, do niczego nie zobowiązuje. Z tego też powodu te "płaskie postacie" (do których jeszcze wrócę) - mając swój indywidualny charakter, przeszłość wpływającą na obecne zachowanie i różną motywację, są wiarygodne. Czy mogły być głębsze, lepiej wykonane? Oczywiście.
Ważna rzecz - każde anime (książka, film) można skrytykować, podając zmarnowane szansy, rzeczy pominięte, problemy nie rozwinięte, okazje nie wykorzystane. Więc zamiast pisać, co jest, wystarczy napisać (albo i dodać) czego w anime nie ma... Jak do tego dodać maksymalizm recenzenta i jego oczekiwanie idealnego produktu, mam mieszane odczucia.
Czemu? Nie ma rzeczy idealnych (aksjomat) i w zależności od obranej skali ocen, można zjechać wszystko, nie uwzględniając tego, czym to jest.
Powieść psychologiczna jest skrótem myślowym na określenie powieści (filmu, anime) opartej na portretach psychologicznych bohaterów, gdzie akcja ustępuje przed rozważaniami i analizą zachowań drugiej osoby.

Na koniec jeszcze kilka słów o bohaterach. Nie chcę brać się za dogłębną analizę przeżyć bohaterów i ich wpływu na zachowanie bohaterów, ale Ty sprowadzasz to do jednego wątku - Clare i Teresy. Przecież to gargantuiczne uproszczenie. Wątek ten ma wpływ na całą fabułę, wraz z usprawiedliwieniem ostatnich odcinków, ale oprócz niego jest jeszcze wiele innych : związek Rakiego z Clare; Jeane i Clare; Helene, Miria, Undine i Deneve; w końcu Ophelia i Irene. I nie zapominajmy o Priscilli. Każda z tych postaci jest ciekawie zrealizowana, posiada głębię. Czyż nie? Czemu więc są uznane za płaskie postacie machające mieczem?



el doctore - Wt lis 27, 2007 12:25 pm

racji bytu nie mają argumenty, że dana książka jest lepsza, bo ma bardziej rozbudowany świat
Ależ skąd - jest po prostu ciekawsza i bogatsza. Akurat to, że ktoś się bardziej postarał i stworzył coś PEŁNIEJSZEGO od czegoś pobieżnego, w mojej opinii zasługuje na wielkie brawa.
No, ale jeśli przyjmiemy, że nie oczekujemy od autorów wyrafinowanych konstrukcji, budowania ciekawych światów, tylko zadowolimy sie tym, co nam dają, to akurat w "Claymore" dają nam bardzo mało. Inwencja scenograficzna jest tam marniutka, prawie zerowa, "świat akcji" (chociaż nie ma czegoś takiego) jest ubogi i nudny - o czym w recenzji pisałem zresztą. Jak ktoś uważa inaczej - to jego problem - może sobie napawać sie w kółko tym samym miasteczkiem czy krajobrazem. Ja tam wolę pod tym względem barokowość "Steamboy".

informacje mogą być (wtedy to jest in plus), lecz nie są konieczne (ich brak nie powoduje, a przynajmniej nie powinien wpływać ujemnie na ocenę)
Jak to? Jeśli występują - to plus, a jak nie ma - to niekoniecznie minus? Ej, gdzie tu logika? I gdzie tu troska o poziom i jakość? Ja, jako recenzent ZAWSZE zakładam, że ma być więcej i lepiej, niż mniej i gorzej.

Pierwszym błędem, który teoretycznie powinien przekreślić całą serię, jest anatomia postaci
I tu się BARDZO mylisz. Ja nie czepiam się WIARYGODNOŚCI wykreowanego świata, tylko tego, że jest po prostu nieciekawy. Nie przeszkadza mi dziura w brzuchu czy fontanna krwi - bo w przeciwieństwie do Ciebie, dla mnie anime nie jest rzeczywistością, tylko KREACJĄ artystyczną. A ja od kreacji żądam tego, by była ciekawa i złożona - a nie wiarygodna. Jak w "Mononoke".

Twórcy przyjęli taką, a nie inną konwencję i trzeba ją zaakceptować.
A czy ja piszę gdziekolwiek, że mi konwencja przeszkadza? W ogóle. Mi przeszkadza słabo zaprezentowana konwencja - jak w Claymore.
Dobra konwencja fantasy - np. Seirei no moribito

Ważna rzecz - każde anime (książka, film) można skrytykować, podając zmarnowane szansy, rzeczy pominięte, problemy nie rozwinięte, okazje nie wykorzystane. Więc zamiast pisać, co jest, wystarczy napisać (albo i dodać) czego w anime nie ma...
Zastanawiam się, czy Ty w ogóle czytałeś recenzję "Claymore" do której się nieustannie odnosisz? W recenzji opisane jest WSZYSTKO co powinno być opisane. Rozważania o tym, czego w "Claymore" brakuje są wynikiem tych właśnie wcześniejszych rozważań. Moim zdaniem, to Ty właśnie dokonujesz manipulacji, bo sugerujesz, że w recenzji czegoś nie ma. A w niej jest wszystko co powinno być plus parę innych kwestii. Do których mam prawo. I to ja ustalam co ma być w recenzji, nie Ty. Zawsze możesz przecież napisać swoją, z którą, być może, ktoś się również nie będzie zgadzać.

Każda z tych postaci jest ciekawie zrealizowana, posiada głębię. Czyż nie?
Żadna z tych postaci nie jest ciekawa. Ale na ten temat nie będziemy dalej toczy dyskusji (przynajmniej ja), bo musiałbym Ci zacząć sugerować, żebyś przeczytał jakąś książkę, gdzie są pokazane naprawdę złożone i interesujące portrety psychologiczne albo zaczął sugerować jakieś konkretne tytuły anime w których to widać. Ale znowu będę posądzony o jakieś napaści. Ze swojej strony - nie widzę dalszego sensu tej dyskusji. Ja swoje racje wyłożyłem w postach. Ty wyłożyłeś swoje. Nie zgadzamy się ze sobą. Jak ktoś trzeci ma ochotę, siły, itd., to może sobie to poczytać i samemu wyrobić opinię.



Senderson - Cz lip 31, 2008 8:48 am
16-letni Setsuna dorastał w kraju drążonym straszliwą wojną.



Dark Rael - Cz lip 31, 2008 9:28 am
A teraz mi powiedz czy wiedziales o tym w dniu w ktorym pojawil sie pierwszy odcinek?

Takie to juz ryzyko zajawkowicza...

Znikaja cztery recenzje z Azunime, ktore nie przystaja poziomem do obecnej polityki serwisu. Texhnolyze, Gundam Seed, Ghost in the Shell stand alone complex 1st gig i Memories. Recenzje te zostaly wylaczone z obiegu, ale nie sa skasowane. Ich dane poczekaja na prawdziwe teksty. Jesli ktos uwaza, ze mamy wiecej tak skrajnych bubli, prosimy zglosic to tutaj.



Senderson - Cz lip 31, 2008 10:04 am
A teraz mi powiedz czy wiedziales o tym w dniu w ktorym pojawil sie pierwszy odcinek?



Dark Rael - Cz lip 31, 2008 12:23 pm
Tak czy inaczej jedno jest pewne, zajawka wprowadza w blad. To oznacza, ze piszac zajawke musze bardziej uwazac na znaki rownosci, ktore sobie czasem dostawiam. No i ograniczac szczegoly wprowadzenia do fabuly, wtedy moze unikne takich sytuacji.