Tampopo



Pottero - Wt lis 18, 2008 5:00 pm
Wczoraj na wykładzie z kultury japońskiej codzienności, w ramach wprowadzenia do zwyczajów żywieniowych i tego, co związane w Japonii z jedzeniem, obejrzeliśmy ‼Tampopo” JĹŤzō Itamiego z 1985 roku. O ile często jest tak, że japońskie komedie aktorskie rzadko mnie śmieszą (sławetnym wyjątkiem od tej reguły są chociażby produkcje Miikego), o tyle przy oglądaniu ‼Tampopo” często śmiałem się wniebogłosy, prawie tracąc słuch, gdy w sali wykładowej ze śmiechu głośno darło się jeszcze pięćdziesiąt innych osób. Film swego czasu określony swego czasu przez widzów i krytyków mianem ‼rāmen westernu”, a wszystko przez to, że reżyser odrobinę nawiązywał do ‼Siedmiu wspaniałych”, ‼Jeźdźca znikąd” i ‼Siedmiu samurajów”. Ogólnie chodzi o to, że Tampoko, kobieta prowadząca trochę obskurną knajpkę, w której podaje niezbyt dobry rāmen, prosi wędrownego kierowcę o to, żeby nauczył ją robić tę potrawę porządnie. Gorō, bo tak ma na imię ów mężczyzna, zbiera ekipę, która ma Tampoko pomóc dojść do perfekcji w przyrządzaniu rāmenu. Może wydawać się to odrobinę głupie, ale film jest naprawdę rewelacyjny. Ilości absurdu i groteski, jaką w filmie zawarł Itami, nie powstydziliby się nawet Pythoni, chociaż do końca nie wiem, co było do końca zamierzonym przez niego absurdem, a co po prostu zdawało nam się absurdalne przez różnice kulturowe . W każdym razie ‼Tampoko” to dobry film, aby takowe różnice poznawać – chociaż wiele rzeczy jest w nim mocno przesadzonych, przy odrobinie zainteresowania japońską kulturą i porównaniu go z publikacjami naukowymi poświęconych nawykom i zwyczajom Japończyków związanych z jedzeniem i przygotowywaniem posiłków, łatwiej je zrozumieć, przynajmniej mnie. No bo sami powiedzcie – czy jest coś piękniejszego od smacznego, przygotowanego z sercem i pięknie podanego rāmenu?




Tassadar - Wt lis 18, 2008 6:29 pm
Napiszesz recenzję?



Pottero - Wt lis 18, 2008 6:47 pm
Nie wiem, czy czas znajdę, bo mnie chwilowo nauka trochę za bardzo absorbuje, a od tygodnia staram się dwie recki anime dokończyć. No i nie mam do tego screenów, bo na wykładzie oglądaliśmy, a nie wiem skąd babka miała ten film i czy byłaby skłonna go mi udostępnić w celu nastrzaskania takowych.

A tak poza tym, to, co powyżej, nie wystarczy za minirecenzję? W każdym razie film polecam, jeśli ktoś się interesuje japońską kulturą w trochę większym stopniu niż tylko manga i anime, jakby nie patrzeć, zebrał dość pozytywne opinie widzów i krytyków. Amerykanie w latach 80. ponoć bardzo chętnie go na VHS-ach oglądali.



Shinyu - Cz lis 20, 2008 11:04 pm
Zachęcona obejrzałam i na co przede wszystkim muszę zwrócić uwagę - rāmen! Jak ja pragnę zjeść rāmen! Oglądanie takich filmów jest nieludzkie, kiedy oni co chwila jedzą te pięknie wyglądające danie które tak strasznie chciałabym skosztować... czy ktoś z Was próbował przyrządzić w domu jakąś imitację rāmenu? W filmie spodobało mi się bardzo to, że wszystko kręci się wokół jedzenia. Co prawda "erotyczne" sceny z różnymi elementami jadalnymi jakoś nie wzbudziły we mnie ekscytacji ani zazdrości, ale rozbrajające było ukazanie jak ważny to aspekt życia każdego człowieka.
Najbardziej mnie chyba rozwalił (myślę, że lepszego słowa nie znajdę) sen Tampopo i ten moment, gdy mężczyźni z konkurencyjnej knajpki szli zdecydowanym krokiem na rāmenowy pojedynek. Podobnież scena zbiorowego siorbania, czy podkreślanie poważną, budującą napięcie muzyką bardzo ważnych zdarzeń, takich jak poznanie sekretnego przepisu czy oczekiwanie na werdykt "egzaminatorów". A później nastąpiła jasność i blask oblał szczęśliwą twarz Tampopo... bezbłędne
Myślę jednak Pottero, że Tobie film się wydał o wiele bardziej zabawny bo oglądałeś go w sali wypełnionej studentami gdzie nastrój wesołości udziela się wszystkim. Ja się co prawda nie śmiałam wniebogłosy, ale film rzeczywiście zabija w niektórych momentach

Ah, no i... każdy ma swoją własną drabinę!




Pottero - Cz lis 20, 2008 11:32 pm
A nie mówiłem, że film fajny? I ciekawy, i zabawny, i ciekawie zrealizowany. Mnie osobiście jednak najbardziej spodobała się scena, w której staruszka ratują za pomocą odkurzacza – po prostu bezbłędne! Takiego głośnego śmiechu nie słyszałem chyba jeszcze na żadnej komedii, na jakiej byłem w kinie . Chociaż przyznaję, że mocno rozbroiła mnie też scena, w której koleś umiera w ramionach swojej kobiety i nawija jej o jedzeniu, o dzikach. W tle podniosła, podkreślająca żałość muzyka, a tu nagle łup – smutna muzyka w pół nuty się urywa i film wraca na właściwy tor .