Twórcy, na których warto liczyć w przyszłości



Dark Rael - Pt cze 08, 2007 1:25 pm
Niewielu jest tworcow w swiecie anime, posiadajacych wlasny styl, ktorzy swymi produkcjami wyznaczaja nowe szlaki. Niewielu tak naprawde wymysla dzis cos nowego, a ostatnio zauwazyc mozna pewien spadek aktywnosci tworcow, ktorzy w przeszlosci z komercyjnego nurtu jakim jest anime, potrafili uczynić coś znacznie wartosciowszego pod wzgledem artystycznym. Ci tworcy powoli usuwaja sie w cien, a na ich miejsce przychodza nowi, nie zawsze tak utalentowani jak ich uznani poprzednicy. Podyskutujmy o tym i spróbujmy wskazac tych najbardziej obiecujacyh, na ktorych byc moze warto w przyszlosci postawic.

Stara gwardia:

Mamoru Oshii – ostatnia jego rzecz to bardzo kontrowersyjny Innocence, ktory u jednych wzbudza podziw – u innych usmiech politowania na twarzy. Pewne jest jednak, ze najwybitniejszym jego osiagnieciem nie byl.

Hayao Miyazaki – weteran juz, ale wciaz pracuje. Ruchomy zamek wedlug wielu byl filmem slabym, ale zaplanowany na lato 2008 „Ponyo” moze przyniesc zmiane. Jak zapowiadaja tworcy, nie bedzie w nim renderingow, co mnie cieszy ogromnie. Ciekawostka jest ze glowny bohater wzorowany jest na synu mistrza, ktorego film mozemy obecnie podziwiac w kinach.

Katsuhiro Otomo – Produkcje z jego udzialem odznaczaja sie zawsze solidnym wykonaniem. W ostatniej serii oav z nim zwiazanej, pod tytulem Freedom, ktora wedlug jednego z redaktorow wyznacza nowe standardy animacji komputerowej w anime. Problemem jest jednak to, ze jako calosc ostatnie jego tytuly nie byly wyjatkowo ciekawe.

Najbardziej obiecujacy nowi:

Makoto Shinkai – tworca odznaczajacy sie wielka wrazliwoscia, jedni wynosza go pod niebiosa, inni nie uznaja za nikogo wybitnego, jeszcze inni wciaz czekaja na pierwsze prawdziwe dzielo tego tworcy. Wedlug jednego z redaktorow, w ostatnim jego tytule, widac walkowanie tego samego tematu w kółko, co zaczyna juz nudzic.

Masaaki Yuasa – „Mind Game” i „Kemonozume”, pokazuja zupelnie nieanime'owe podejscie do sfery wizualnej jego filmow/seriali. Opowiadaja historie takze w inny sposob, bardziej jak w produkcjach live action. Ze wszystkich mlodych znanych rezyserow jego filmy najbardziej sie wyrozniaja, choc nie każdy zaakceptuje jego awangardowe podejscie do animacji.

Satoshi Kon – ugruntowal juz swoje miejsce jako rezyser wybitny, ktory podobnie jak Yuasa kreci anime tak, jakby to bylo kino live action. Nie jest tak awangardowy pod wzledem rysunku, ale wyrazny styl wlasny juz wypracowal, natomiast jego atutem jest ciekawy sposób opowiadania - przenikanie jawy i snu, mieszanie rzeczywstosci z fikcja i przedstawianie ciekawych historii, choc najczesciej nie wlasnego autorstwa, a mimo wszytko w sposob nie calkiem zwyczajny.

Ok, zmeczylo mnie to pisanie, mam nadzieje ze ktos liste te rozwinie, o Goro Miyazakiego, Kenjego Kamiyame, Yoshiakiego Kawajiri, ludzi od lain/texhnolyze, pozostalych tworcach z 4C i innych o ktorych zapomnialem.

I przepraszam za belkotliwosc wywodu, ale time waits for no one

Dodałem polskie znaki do tematu
Pozdrawia Moderator




Pottero - Pt cze 08, 2007 2:39 pm
Jak dla mnie zdecydowanie, wymieniony już, Yuasa. A dlaczego, rozwodziłem się nad tym w recenzji „Kemonozume” i komentarzu do „Mind Game” . Jego produkcje bardzo mnie zaskoczyły – Yuasa umiejętnie żongluje gatunkami i konwencjami, ma bardzo ciekawy styl rysowania, pozornie błahe historie potrafi pokazać w interesujący sposób. To chyba jego największe zalety. Z niecierpliwością czekam na kolejny jego film, „Happy Machine”.

No i powtórzę to, co zawsze powtarzam: wędlina do domu! <wygwizduje>

A o Miyazakiego juniora może rozwinę jutro, o ile „Opowieści” mi się spodobają...



Gveir - Pt cze 08, 2007 4:56 pm
IMO z wymienionych Mamoru Oshii, jego dzieła od Patlabor przez GitS mimo że nie wszystkim się podobają, na pewno potrafią zaciekawić filozoficznymi przesłankami (nawet jeżeli w przypadku Innocence jest to wyprawa pośród pomysłów filozofów dawno minionych i nieco zdezaktualizowanych), które cały czas rozbudzają ciekawe dyskusje nad prezentowanymi tematami. Chociaż w sumie jego dzieła są zbyt hermetyczne, aby nazwać je zmieniającymi gatunek w skali historycznej (za takie uznałbym tylko pierwszy kinowy GitS) jak i jego specyficzne podejście, które z drugiej strony bardzo dobrze pokazuje chłód emocjonalny i tłumione emocje, plus zmiany następujące w świecie.


ludzi od lain/texhnolyze Na życzenie Yoshitoshi ABe - chociaż głównie zajmuje się projektami postaci, w Haibane Renmei udowodnił, że potrafi zrobić niezwykłe anime. Lain, Texhnolyze i Niea_7 (choć w mniejszym stopniu) potwierdzają że jego wkład w ich tworzenie trudny jest do przecenienia. Powiedziałbym, że jego wpływ jest całkiem spory, ale raczej będzie zauważalny po latach, kiedy pomysły z produkcji w jakich brał udział przenikną do szerszego, bardziej znanego oglądającym widowiska... Bo do tej pory np. Texhnolyze nie jest zbyt znane, a na pewno na to zasługuje... Wraz z całą ekipą za to odpowiedzialną. Następne takie produkcje i może będzie bardziej znany, wraz z ekipą.

Shinichirō Watanabe - ma na koncie Cowboy Bebop, trwale zapisany w historii anime i Samurai Champloo (jak dla mnie nie mniej udany), plus brał udział przy produkcji Ergo Proxy. Postmodernistyczny styl, anachronizmy i inne ciekawe motywy łączy w niezłą, sensowną całość, o ile w końcu zrobi coś jeszcze, zapewne nie będzie to rzecz słaba. Chociaż wątpię w powtórzenie sukcesu/poziomu Cowboy Bebop...

A co do Shinkai'a... można mówić że wałkuje jedne i te same tematy w ten sam sposób, ale oglądając jego prace po prostu tego nie czuję, ba - jak najbardziej mi się to podoba, podejście, przekaz... Wrażliwy i ciekawy. Chociaż przydałaby się w końcu duża, pierwszoplanowa produkcja, która ukazałaby go światy szerzej.



Daldow - Pt cze 08, 2007 8:02 pm

IMO z wymienionych Mamoru Oshii, jego dzieła od Patlabor przez GitS mimo że nie wszystkim się podobają, na pewno potrafią zaciekawić filozoficznymi przesłankami (nawet jeżeli w przypadku Innocence jest to wyprawa pośród pomysłów filozofów dawno minionych i nieco zdezaktualizowanych)

Może poza dyskusją drobna uwaga o filozofii. Gdy mówimy o niej nie można stwierdzić nigdy iż jest ona "zdezaktualizowana" czy miniona, nieaktualna. Problem bowiem polega na tym, iż filozofia w moim mniemaniu nie mając tendencji do przybierania nauk ścisłych jako pomocniczych, nie może stanąć nagle przed problemem swojej prawdziwości. Do dziś przecież znajdą się naukowcy, którzy znacznie większą wagę przywiązują np. do Sokratesa, aniżeli całej rzeszy XX wiecznych filozofów. To tak tylko w kwestii osobistego wtrącenia

Do tematu:

Nie powiedziałbym, że wyjątkowośc twórczości Oshiiego opiera się na przedstawianiu jakiś paradygmatów filozoficznych. Mamoru Oshii to przede wszystkim świetny reżyser, który dowolnie wymienia doświadczenia związane z produkcją filmów life action i animacji. Charakterystyczne kadrowanie, kolorystyka, sposób narracji obrazem. Te wszystkie elementy tworzą wyjatkowość wielu filmów Oshiiego. Filozoficzne (i nie tylko, Innocence jest przecież filmem na wskroś religijnym, choć religia pojmowana w sposób dalekowschodni rzeczywiście zbliżona jest bardziej terminologicznie do pojęć zachodniej filozofii) nie można ich stawiać na jakimś diabelnie wysokim piedestale. Oshii to wprawny obserwator rzeczywistości. Gdy podejmuje temat, to przedstawia go z należyta uwagą, puszczając co i rusz oczko interpretacyjne dla ludzi którzy zadali sobie trud głębszej analizy.

Oshii nie jest filozofem, nigdy nim nie był i najpewniej już nie będzie. Jest jednak dla mnie symbolem minionej epoki w anime, kiedy znacznie łatwiej można było stworzyć tytuł niemal autorski w swej treści i formie. Mam nadzieje, iż to nie koniec Oshii-senseia, i będę mógł jeszcze wiele razy podziwiać reżyserską wizję tej wyjątkowej postaci.

Na życzenie Yoshitoshi ABe - chociaż głównie zajmuje się projektami postaci, w Haibane Renmei udowodnił, że potrafi zrobić niezwykłe anime. Lain, Texhnolyze i Niea_7 (choć w mniejszym stopniu) potwierdzają że jego wkład w ich tworzenie trudny jest do przecenienia.
Nie wydaje mi się aby Yoshitoshi ABe, miał specjalnie duży wkład w ostateczny, niesamowity efekt "Texhnolyze". Projekt postaci to być może i istaotny wizualnie aspekt, ale w przypadku tego tytułu, niespecjalnie istotny. Sam mam spory problem z wyróżnieniem w przypadku tego tytułu, głównego "sprawcy" tej wyjątkowości. Mam nadzieję iż artykuł naszej srebrnej gwiazdy pomoże mi tę kwestię rozstrzygnąć.

Shinichirō Watanabe - ma na koncie Cowboy Bebop, trwale zapisany w historii anime i Samurai Champloo (jak dla mnie nie mniej udany), plus brał udział przy produkcji Ergo Proxy.
Mimo iż jeden z odcinków (konkretnie 19) Ergo Proxy miał pewne drobne cechy stylu Watanabego to z całą stanowczością nie można (na szczęście) wliczyć tego do jego dorobku. Jest to postać nietuzinkowa, budzaca moje uznanie pomysłowości i naprawdę potężną dawka wyczucia na poziomie estetyki (coś niestety rzadkiego) oraz zrozumienia, iż animacja to sztuka obrazu a nie sztuka opowiadania historii jak to często ma miejsce. Przy tym wszystkim jego scenariusze przepełnione ą osobliwymi komentarzami kulturowymi i naprawdę nieraz rozbudziły we mnie pozytywne brzmienia. To zdecydowanie jeden z ciekawszych reżyserów współczesnego anime, choć nadal czekam na jakiś projekt który oprócz wymienionych zalet, będzie zajmował się tematyką poważniejszą, która w połączeniu z talentami wyżej wymienionego może stworzyć coś wyjątkowego.

Już niedługo będziemy mieli okazję poznania krótkometrażówki Watanabe-sana. "Baby Blue", bo takie nosi tytuł to maleństwo, będzie częścią cyklu 14 krótkich animacji pod zbiorczym tytułem "Genius Party".

A teraz z powodu przeciążenia klawiatury krótkie komentarze:

Masaaki Yuasa - świetne "Mind Game", niezły poziom narracji i sposób operowania przekazem graficznym. Spory potencjał. Szkoda, iż "Kemonozume", jest już ciekawe tylko pod względem wykonania.

Satoshi Kon - "moje" niedawne odkrycie. Po sceptycznej percepcji "Paranoia Agent" i miłym aczkolwiek specyficznym seansie "Millenium Actress" byłym pozytywnie, jednak nie entuzjastycznie nastawiony do tej reżyserskiej persony. Po poznaniu jednak "Perfect Blue" oraz na świeżo najnowszą jego produkcję "Paprikę", stwierdzam iż Satoshi Kon to postać niezwykle interesujaca, która jednak posiada wizję i próbuje ją realizować na kilku płaszczyznach percepcji. Z niecierpliwością oczekuję więc na tytuł życia tego reżysera, bowiem wydaję mi się iż stać go na jeszcze więcej.

Kenji Kamiyama- nie sądzę, aby z wyrósł z niego ktoś na miarę starej gwardii. To sprawny rzemieślnik, ale nie jest to typ reżysera, który cenię. Jego sposób realizacji projektu, zbliżony do akademickiej "burzy mózgu", daje być może dobry efekt finalny, ale nie jest on nijak odpowiedzialny w większym stopniu za tworzony tytuł. Kenji Kamiyama jest przykładem wyraźnie minimalistycznej roli reżysera w produkcji anime, sprowadzającej się raczej jedynie do ogólnej kontroli aniżeli perfekcyjnego przekazania swojej wizji widzom (stąd spora niespójność jego tytułów).

Makoto Shinkai - tyle się już nagadałem o Szynkajach, że powiem krótko: Wędlina do domu! <pluje>

Napisze coś więcej jak mi wpadnie do głowy i jak będę miał chęć.

Pozdrawiam




el doctore - So cze 09, 2007 9:51 am
Trudno mi sobie wyobrazić taką sytuację, że przyszłość anime będzie należeć do jakiegoś jednego (paru) twórców. Taka sytuacja nigdy nie miała miejsca, poza ewenementem w postaci Walta Disneya. Kanony, no ogół, nie wyznaczają wybitne jednostki, tylko ich epigoni, którzy w przystępnej postaci puszczają w lud przetworzone pomysły i idee tych pierwszych. Np. wszyscy się zachwycają filmami Kona (i słusznie), ale w rocznych podsumowaniach i tak większość wskazań pada na "Higurashi no Naku Koro ni", które zdeklasowało większość produkcji o parę długości. Nie da się wykluczyć, że psychiczne jazdy w tej produkcji, były inspirowane np. "Paranoia Agent" albo "Perfect Blue", ale to "Higurashi" zrobiło autentyczną furorę, a nie trudniejsze produkcje Kona.
A tak naprawdę to największą siłę sprawczą mają studia, które działają według wspólnej polityki wydawniczej, lansując określoną stylistykę, poziom produkcji, tematykę, itd. I jeśli już ktoś ma sprawczą siłę, by wyznaczać przyszłość anime, to właśnie poszczególne studia i popularność ich produkcji. Wielcy mistrzowie tworzą wolno i za rzadko, by móc dominować. Zadanie to należy do studiów, które na dużą skalę mogą wprawadzać w miarę szybko konkretne wizje w obieg, np. Madhouse czy Geneon. Dlatego największe znaczenie będą mieli ci twórcy, których pomysły najprościej oswoić pod kontem szerokiej publiki: np. ludzie pokroju Katsuhiro Otomo (duży potencjał komercyjny) i mam nadzieję - wciąż Mamoru Oshii. To tyle w tym temacie:) Inna sprawa - co ja bym sobie życzył jako kanon na przyszłość.



Daldow - So cze 09, 2007 10:31 am
No cóż, Rael chciał rozruszać forum i nie za bardzo zastanowił się nad odpowiednią treścią tematu

Domyślam się, iż Raelowi bardziej chodziło o to kto w młodszym pokoleniu jest w stanie zastąpić te stare, znane nazwiska. Twoja opinia drogi doktorze wynika więc zapewne z niepełnego zrozumienia intencji naszego miłościwie panującego

Co do studiów i określenia polityki wydawniczej, to nie przychodzi mi do głowy żadne (poza pewnym czterostopniowym) studio, które prowadziłoby konsekwentną i klarowną politykę wydawniczą.

Obecne tendencje do koncentrowania kapitału w wielkich korporacjach finansowych nie wróżą zbyt dobrze. Jeśli rzeczywiście bowiem przyjmiemy za pewnik iż miarą wyznaczania trendów jest ich sukces kasowy (popularność) to znajdziemy się w niebezpiecznej pozycji konformizmu artystycznego, którego sami tak nie cierpimy.

Wydaje mi się jednak iż ten topic bardziej służy próbie oceny jednostek obiecujących we współczesnym światku animacyjnym. Na dywagacje o przyszłości anime generalnie możemy porozmawiać gdzie indziej

Może Rael zmienisz temat na bardziej adekwatny ? Nie chcę ingerować w twoją swobodę twórczą

Pozdrawiam



Dark Rael - So cze 09, 2007 10:52 am
O jejku, no chce zwrocic uwaga na tworcow, ktorych kolejne posuniecia warto sledzic. Myslalem, ze w naszym gronie wszyscy to zrozumieli. Komercyjnie aspekty guzik mnie obchodza, wylacznie pod katem artystycznym patrzylem. Wymienimy wiec tworcow, ktorzy w przyszlosci moga pokazac cos nowego, ciekawege. Poza tym Geneon to jedynie dystrybutor Ale o studiach tez myslalem zalozyc temat, bo ostatnio wielkie stare studia podgryzane sa nowe mniejsze, ktore ostatnio zaczely tworzyc produkty niezlej jakosci mysle tu o prod ig, bones i kyoto. Sunrise jako ojciec gundama niestety postawil na komerche, ale madhouse czesto wydaje budzet na rzeczy niekoniecznie komercyjne. O studiu 4c nie wspominam wszyscy wiedza ze promuje sie tam mlode obiecujace talenty.



el doctore - So cze 09, 2007 11:40 am
Doskonale zdaję sobie sprawę z intencji Naczelnego, którymi się kierował proponując taki temat. Ma być mowa o naszych subiektywnych typach, które przyszłości anime jako gatunku być może wcale nie uformują, ale nam się podobają, racja? Tylko, w takim wypadku, temat jest źle postawiony, jak raczyłeś zauważyć. Co, moim zdaniem, nie przeszkadza paru rzeczy powiedzieć, próbując łączyć te dwie kwestie: "przyszlość anime" - "wybitne jednostki w anime". I poniekąd udzieliłem odpowiedzi, pisząc, że mam nadzieję na jeszcze jakieś mocne uderzenie np. Mamoru Oshii. Z drugiej strony piszę, że nie przeceniam mocy sprawczych konkretnych twórców, bo nagłe olśnienia przychodzą często z najmniej spodziewanego kierunku. Na co dowód w postaci "Higurashi". Nie powiesz Daldow, że Chiaki Kon to potęga, jedynie z "Midori Days" w rubryce zasług (i to nie jako reżyser), a wystrzelił dość oryginalną produkcją. Tak więc, będąc sumiennym i wywiązując się z zadanego tematu: w moim idealnym świecie pragnąłbym, żeby rządziły anime pokroju Texhnolyze i ton nadawali twórcy pokroju Oshii, Watanabe, Kon, Masayuki Kojima, Kenji Nakamura. Ale i tak ostatnie słowo należeć będzie do konkretnych studiów i to raczej nie 4C.
No i ruch na forum sie zrobił



Dark Rael - So cze 09, 2007 12:43 pm
Tzn w higurashi to akurat tworcy gry sprzedali rezyserowi wiekszosc pomyslow, a on tylko stwierdzil ze historyjke podzieli, co sie nawet sprawdzilo. O nim trudno mowic bo za malo zrobil.