Z dubbingiem obejrzeć warto...



Tassadar - Pn sie 31, 2009 7:12 pm
Ważna uwaga - to nie jest temat po to, aby dyskutować o tym, czy dubbing ktoś ogólnie lubi, czy nie. Takie coś już istnieje.

Tu chciałbym, by można się było podzielić informacjami, jakie anime warto obejrzeć z dubbingiem - polskim, angielskim lub innym i dlaczego.

Zacznę więc od 2 anime, które zdecydowanie się do tego nadają.

1 - "Berserk" (dubbing angielski) - cóż tu powód jest o tyle prosty, że Marc Diraison w goli Gutsa jest po prostu niesamowity, a reszta ekipy niewiele mu ustępuje (zwłaszcza gość podkładający głos pod Lorda Adona!). Marc naprawdę daje odczuć, że Guts to potężny, twardy i zrobiony z zestalonego testosteronu żołnierz (no i świetnie parodiuje Arnolda Schwarzeneggera w bonusowych "Outtakes" na DVD).

2 - "Love Hina" (dubbing angielski) - Mona Marshall jako Motoko i Barbara Goodson jako Kitsune dzielą i rządzą. Ta pierwsza mistrzowsko potrafi oddać w głosie emocje (zwłąszcza w momencie gdy Motoko panikuje w obliczu żółwi ). Z kolei teksański akcent Kitsune w angielskiej wersji to świetny ukłon w stronę mangi. Poza tym reszat postaci też ma nieźle podłożone głosy i przede wszystkim dobrane jak trzeba.

3 - "Slayers", serie OVA i filmy (dubbing angielski) - duet Lina + Naga w oryginale jest teoretycznie niedościgniony, ale także dubbing angielski jest na rzadko spotykanym poziomie. Gdyby nie fakt, ze Hayashibara jako Lina to zestawienie bodaj najlepsze na świecie, to byłby to niemal ten sam poziom.

4 - "Ruchomy Zamek Hauru" (dubbing polski) - ogólnie średni, ale Jarosław Boberek jako Calcifer ratuje sytuację i powoduje, że naszą wersję ogląda się wielką przyjemnością.




Ximinez - Pn sie 31, 2009 7:56 pm
Nie lubię i nie oglądam daubbingów, jak zawsze jednak musiał mieć miejsce wyjątek:

"Big O" - sam setting jak i projekty są wybitnie 'amerykańskie'. Świetnie wykonany angielski dubbing stanowi wyśmienite uzupełnienie do strojów miejsc przywodzących na myśl lata 50. W dodatku wydaje się, że aktorzy włożyli w swoje role więcej serca niż oryginalna japońska obsada.



Sir_Ace - Wt wrz 01, 2009 9:32 am
Chyba najlepszy dabing w dziejach polskiej TV, czyli Muminki!
Po prostu każdy głos był podłożony perfekcyjnie i z wyczuciem.



Daldow - Pn wrz 07, 2009 7:40 pm
Ja z przyjemnością natomiast oglądałem Cowboya Bebopa w wersji anglojęzycznej, głównie ze względu na to, że tytuł ten pod względem stylistyki silnie do zachodu nawiązuje (choć jednocześnie tkwi bardzo mocno w mentalności wschodniej). Nie był to dubbing na wybitnym poziomie, ale miał swój urok i miło wspominam te seanse w których dialogi Jeta i Spike'a przeplatały się z bluesową melodyjką.




Pottero - Pn wrz 07, 2009 9:58 pm

Nie był to dubbing na wybitnym poziomie, ale miał swój urok i miło wspominam te seanse w których dialogi Jeta i Spike'a przeplatały się z bluesową melodyjką.

Ja też, pod warunkiem, że Spike przemawiał głosem Kōichiego Yamadery, a Spike Unshō Ishizuki . Nie mówiąc już o tym, że Wendee Lee jest beznadziejna, a zastąpienie nią Hayashibary to zbrodnia dokonana na tym anime.

Ogólnie nie spodobał mi się żaden angielski dubbing (z tych, które) do anime, które w oryginale były nagrane po japońsku, nawet jeśli akcja rozgrywa się w wiktoriańskiej Anglii czy w Stanach Zjednoczonych. Nie mam nic do polskiego dubbingu do np. Pszczółki Mai czy Muminków, bo jeszcze z dzieciństwa mam do tego sentyment, ale gdy oglądam chociażby dubbingowanego przez Jetix Naruta, to mi się słabo robi. Ogólnie rzecz biorąc jedyne anime, które bardziej spodobało mi się z dubbingiem (polskim) od wersji japońskiej, to Shin-chan. Brygida Turowska jako Shin’nosuke rządzi, a i reszta głosów dobrana nie najgorzej. No i, co najważniejsze, polska wersja bawi do łez, chociaż po drodze przeszło to jeszcze przez angielskojęzyczne tłumaczenie, stąd angielskie imiona, no i ten śin-czen... Jakby jednak nie patrzeć, dubbing leweracja, sami zresztą sprawdźcie: Mama się odchudza, Tata zgubił brwi, Ja chcę ciastko! (parę lepszych, moim zdaniem, odcinków).

Nienajgorzej wyszedł polski dubbing do Spirited Away: W krainie bogów; chociaż tłumaczenie było robione z angielskiego, mogliby wziąć pod uwagę specyfikę oryginalnego języka filmu i wymawiać te imiona z japońska, a nie z angielska. Skąd z Sen zrobiła się San, to też nie wiem. Ala najbardziej mnie zamordowała wersja na DVD z napisami – z Kamajiego zrobili Kamadżiego, a prawdziwe imię Haku zapisano jako Nigihajami Kohaku Nuszi... Aż dziw, że nie było tam ‼Jubaby” (jak nic przeczytałbym to jako dźiubaba) i ‼Czihiro”.



Sir_Ace - Wt wrz 08, 2009 8:41 am
PL napisy to już inna kwestia. ~80% prezentuje żenujący poziom i od kiedy język mi na to pozwala, wolę oficjalne polskie wydania oglądać z napisami angielskimi (w takim Gundamie nie chodzi nawet o marną stylistykę, literówki i interpunkcję, ale i o rażące 'zmiany w fabule').
W przypadku filmów Miyazakiego nawet rozumiem fakt zangielszczania czy spolszczania imion/nazwisk. Wszak w naszym nadwiślańskim kraju głównym targetem dla tych produkcji są dzieci w wieku lat kilkunastu, a dla tych takie podejście jest znacznie bliższe.



Pottero - Wt wrz 08, 2009 11:02 am

W przypadku filmów Miyazakiego nawet rozumiem fakt zangielszczania czy spolszczania imion/nazwisk. Wszak w naszym nadwiślańskim kraju głównym targetem dla tych produkcji są dzieci w wieku lat kilkunastu, a dla tych takie podejście jest znacznie bliższe.

Ale gdyby z Bourne’a zrobiono jakiegoś burna, a z Williama Josepha Blazkowicza Wilhelma Józefa Blazkowicza, to od razu by się podniósł raban, że produkcje zostały zwieśniaczone. Moim zdaniem anime w ten sposób również zostają zwieśniaczone i jeśli już opracowują do nich polską wersję, to niech robią to do porządku.



Góral - Wt wrz 08, 2009 2:22 pm
Jakby z Bourne'a zrobili Burna to rzeczywiście byłaby wiocha. Jak już to "Borna". Tak samo jakby Gears of War zapisano jako "Dżirs of łor" zamiast "Girs".

A tak na temat, anime z dubbingiem oglądałem dwa - Desert Punka i Yuu Yuu Hakusho i w obu przypadkach wersja amerykańska podobała mi się nawet bardziej niż japońska :P. *Czeka na spalenie na stosie*. Słyszałem też, że FMA 1 miało świetny dubbing, zassałem więc jeden odcinek z ciekawości i tej świetności nie usłyszałem. Generalnie zgadzam się, że wersja oryginalna jest lepsza (dlatego pewnie dubbing w Vampire Hunter D:Bloodlust mi się podobał, zdaje się, że najpierw powstała wersja angielska), ale nie jest tak zawsze, szczególnie w przypadku kinówek. Dlatego warto obejrzeć Księżniczkę Mononoke w obu wersjach, w końcu Billy Bob Thornton aktorem amatorem nie jest.



Pottero - Wt wrz 08, 2009 5:39 pm

Dlatego warto obejrzeć Księżniczkę Mononoke w obu wersjach, w końcu Billy Bob Thornton aktorem amatorem nie jest.

Ale mimo wszystko dobrze by było, gdyby Vision wydało na DVD Księżniczkę mononoke nie tylko z angielskim dubbingiem i polskim lektorem, ale jeszcze z oryginalną, japońską wersją. Trochę czasu minęło od premiery tego filmu w naszym kraju, Anime-Gate należy do Vision, więc mogliby pomyśleć o porządnie przygotowanej reedycji tego filmu na DVD w Polsce. Co prawda mam polskie wydanie i chyba brytyjskie (ma japońską ścieżkę, angielskie napisy i dubbing; kupiłem w Holandii na bazarze za trzy euro), ale chętnie kupiłbym dobrze wydaną polską wersję.