Zjawisko mangi i anime w Polsce: wymiar społeczno-kulturowy



Daldow - Wt sie 28, 2007 9:54 pm
Minęło już kilka lat od kiedy anime zawitało nad słowiańską krainę. W tej czy innej formie dystrybucyjnej dostaliśmy dostęp do produktu, który w Japonii stał się istotną częścią nie tylko systemu gospodarczego, ale także nieodłącznym elementem społeczno-kulturowym. Powstało w Japonii środowisko zrzeszające fanów, posiadające duży stopień organizacji, oraz niezliczone rzesze tych, którzy anime oglądają zamknięci w czterech ścianach swojego odizolowanego miejsca życia (bynajmniej nie przymusowego).

Ciężko wyobrazić sobie japoński przemysł medialny bez zjawiska mangi i anime. Potężni dystrybutorzy już dawno podjęli ekspansję militarystycznym śladem japońskiego imperializmu w celu zdobycia przestrzeni (ekonomicznej, żeby nie było) dla swoich produktów. Tak więc już dziś amerykańscy przyjaciele wspierają tak złożone zjawisko jakim jest manga i anime.

Europa, póki co, pozostaje wtórnym rynkiem dla twórców anime. Polska naturalnie także wlicza się do tego grona. Na razie skromne inicjatywy rodzimych dystrybutorów dają nadzieję na rozwój legalnej formy zainteresowania tymi produktami kultury Japonii.

Co jednak dalej? Czy fenomem japońskiego ruchu społecznego związanego z tym gatunkiem ma szanse powtórzyć się w innych szerokościach geograficznych? Dlaczego mimo ogromnego rynku w USA nie wykształciły się te charakterystyczne więzi popkulturowe? Czy Europa na tym polu może okazać się bardziej podatna?

Nie znam polskiej sceny "fandomowej". Niemal z historii znam przypadek popularności pisma "Kawaii" i apogeum polskiej sceny fanowskiej tego okresu. Dlaczego jednak to co integruje czasami w tak ekstremalny sposób masy w Japonii, nie może powtórzyć się w innych krajach ? Dlaczego społeczny wymiar tego zjawiska tak szybko uległ w Polsce ilościowej (nie mam pojęcia jak z jakościową) degradacji ?

Przedstawię kilka pytających tez dla uporządkowania tego chaotycznego zbioru myśli. Mają one pomóc ewentualnych uczestnikom dyskusji:

1. Jak wygląda sytuacja dystrybucji mangi i anime w Polsce i co może być tego przyczyną.
2. Społeczne więzi fanów anime i rola jaką odgrywa w tych relacjach internet. Jak dużą popularnością cieszą się zjazdy fanów tego nurtu animacji? Specyfika polskich fanów japońskiej animacji
3. Przyszłość. Czyli co ma szansę się zmienić po stworzeniu ekonomicznej podstawy bytowania mangi i anime w Polsce.

Sam nie znam osobiście sceny fanowskiej. Należę raczej do grona ludzi, którzy z anime mają styczność tylko i wyłącznie na gruncie analizy kulturowej (tak jak tradycyjna kinematografia). Ciekawi mnie czy przeciętny polski fan odbiera te pozycje właśnie w ten sam sposób, czy też istnieje w Polsce silna "podziemna" grupa, w której oczach zjawisko mangi i anime posiada znacznie szersze spektrum. Temat z kategorii tych lejących wodę, dlatego też będę tolerował dość spore offtopy.

Zapraszam do dyskusji




h43m - Wt sie 28, 2007 11:21 pm
Zacznijmy od góry, czyli USA. A skoro mowa o anime w USA, to trzeba wspomnieć trzy figury: FUNimation (DB, FMA, LH, Slayers, KimiNozo), Bandai Entertainment (Cowboy Bepop, Gundam, Escaflowne) oraz Viz (Bleach, Pokemon, Naruto). W Polsce (w Europie?) nie ma i raczej nie będzie w bliskiej przyszłości kogoś, kto byłby chociaż blisko tych figur.

W Europie M&A raczej nieprędko stanie się popularne, głównie dlatego, że Europa ma własne animowane postacie z długą historią (weźmy np. Kaczora Donalda, Myszkę Miki czy polskiego Reksia) i przez jeszcze jakiś czas będą bardziej lubiane.

Innym powodem jest dezinformacja. Większość ludzi w Polsce i zapewne poza nią grupuje anime jako "dla dzieci", więc starsi widzowie, czyli ci, co potrafią za siebie myśleć, rzadko postanawiają próbować czegoś takiego. Mało tego, często się zdarza, że odradzają innym (tj. rodzice dzieciom, gdy trochę podrosną). Ponadto, wiele z tych osób nie miało w ogóle doczynienia z porządnym anime, tylko takie rzeczy jak Pokemon czy Duel Masters, czyli te co są oceniane dość nisko, lecz mają szerokie podłoże finansowe.

Jest jeszcze problem dostępności. W Polsce, buszując po supermarketach, czy stoiskach z filamami, raczej nie znajdzie się anime. Sklepy oferujące ten towar też są rzadkością. Dlatego, pewnie podobnie jak większość tutaj, ściągam anime z netu. Jednak jest to miejsce mało sprzyjające dla nowych, aby zaczęli doświadczenie z anime. W końcu myśląc jak przeciętny użytkownik, raczej sam z siebie dla eksperymentu nie chciałoby mi się ściągać czegoś, co ma czasami kilka gigabajtów i na dodatek ma dziwny tytuł (japoński). Pragnę zaznaczyć, że nie dotyczy to tych, którym zostało to polecone, oraz to, że jestem jednym z tych, co jednak sami z siebie zaczęli ściągać.

Co do fandomów, myślę, że to wynika ze stylu życia w poszczególnych krajach. Krótko mówiąc, w Japonii możliwe jest zostanie hikkikomorim i siedzenie całego dnia ogladając anime i czytając mangi, a gdy tego mało, zacząć działalność popierajacą ulubionych bohaterów. Z drugiej strony, chociaż hikkikomori wcale nie są taką rzadkością w Japonii, to raczej nie tworzą oni bazy fandomu.

Oczywiście, czynnikiem też może być dystrybucja. W Japonii, nadawanie anime w zwykłych kanałach jest całkiem normalne. Nie wiem jak to jest w USA, ale w Polsce anime nadawane jest głównie w kanałach specjalizujących się w kreskówkach. No i są jeszcze specjalne towary (jak np. figurki, specjalne poduszki czy modele w skali 1:1), co zwiększa więź fana z postacią/anime. Japończycy też mają miejsca specjalnie dla nich (Akihabara), żeby mogli się zbierać i wspólnie podziwiać anime.

Ostatni powód jaki chciałbym wyróżnić, to to, że przeważnie anime są dubowane i tak je odbierają ludzie z USA. Zdarza się, że głos postaci nie pasuje do charakteru. Nie wiem za bardzo jak to wytłumaczyć, ale oglądając niektóre (np. Love Hina) anime z angielskim dubbingiem wcale nie zrobiło na mnie dużego wrażenia. Dopiero jak obejrzałem to po japońsku z napisamu trafiła do mnie świetnośc tego anime. Sądzę, że aktorzy podkładający głos jakby ujmowali postaciom charaktery i unikalności. Porównując, dopiero w oryginalnej, japońskiej wersji można sie "zakochać" w jakiejś postaci. Żaden aktorzyna podkładający głosu nie dorówna seiyuu!



PiotrSan - Śr sie 29, 2007 6:25 am
Mam czasami wrażenie że do dubbingu są zatrudniani aktorzy z CN tudzież innych kanałów o kreskówkach. Zwykle te osoby nie wczuwają się w role postaci ,którą grają a co najgorsze stosują charakterystyczny sposób narracji dla kreskówek .Oczywiście jest to pewna generalizacja , jest sporo dobrych dubów np Last Exile,Scrapped Princess,Infinite Ryvius,Martian Successor Nadesico,Texhnolyze,Vision of Escaflowne,Arslan Senki i to są tylko pierwsze z brzegu przykłady.Nie można też generaliżowac voice actors chociazby Kari wahlgren u mnie personalnie stoi na poziomie takich seiyuu jak Enomoto,Kawasumi czy też Hayashibara.



el doctore - Śr sie 29, 2007 11:04 am

Europa ma własne animowane postacie z długą historią (weźmy np. Kaczora Donalda, Myszkę Miki
Zgoda, pod warunkiem, że Nowy Świat nadal jest kolonią europejską:) Póki jednak teza ta wydaje się mocno dyskusyjna, bardziej stawiałbym na TinTina czy Asterixa. Reksio - jak najbardziej, dwaj powyżsi bohaterowie w przypadku Polski pewnie też, co jest swoistym paradoksem naszego kraju, który bezproblemowo chłonął wzorce amerykańskie, o sztuce animacji innych krajów europejskich nie wiedząc zbyt wiele.
Nie widzę sensu w przykładaniu wzorca japońskiego do europejskiego, a tym bardziej wrzucać do tego ogródka polski kamyczek. Animacja w Polsce nigdy nie była w głównym nurcie kultury popularnej na tyle, by można było mówić o jakimkolwiek pokoleniu szczerze przyznającym się do identyfikacji z którymkolwiek z animowanych wzorców. Jakoś dają do myślenia liczne akty wandalizmu, dokonywane na pomniku Koziołka Matołka (hmm, tyle, że to była najpierw książka, ale o tym to pewnie mało kto pamięta).
Animacja krajowa zawsze stanowiła domenę sztuki wysokiej (na dźwięk słowa "animacja", od razu każdy "poważny" odbiorca kultury, odpowie pewnie Rybczyński czy Lenica). Bajki z Dobranocek nikt nie uważał przecież za sztukę czy powód do jakiejś szerszej analizy kulturowej, skoro były "dla dzieci", co doskonale ilustruje to, w jak wyraźny sposób przebiegała granica pomiędzy tym, co "niepoważne" a tym co "dorosłe" i godne szerszego oglądu.


Czy fenomem japońskiego ruchu społecznego związanego z tym gatunkiem ma szanse powtórzyć się w innych szerokościach geograficznych? Czy Europa na tym polu może okazać się bardziej podatna?

Tu akurat sprawa nie jest przesądzona i taki fenomen może za jakiś czas zaistnieć. Na Zachodzie jest to już dostrzegalne, szczególnie patrząc na młodzież, która bez żadnych oporów przyswaja sobie wszelkie atrakcyjne alternatywne wzorce, dzięki którym można poczuć się wyjątkowym, więc dlaczego nie? My musimy poczekać, aż pokolenie ludzi urodzonych ze stałym łączem w kołysce zacznie wpływać znacząco na modyfikację wzorców tego, co jest kulturą (może jakieś polskie anime w przyszłości powstanie, skoro powstaje już rosyjsko - japońskie?) a co nadal stanowi dziwaczny egzotyczny przeszczep i obiekt fascynacji sporego grona entuzjastów.




grzes00y - Pt sie 31, 2007 8:07 am
Może kanał Animax jak się pojawi to coś zmieni. Chociaż jeśli będzie miał dostępność jak Hyper to nic nie zmieni.
Anime w Polsce było by całkowicie inaczej odbierane jakby ogólnodostępne kanały to emitowały ale z oryginalnym językiem gdyż ludzi trzeba przyzwyczaić do języka japońskiego a nie tylko do samego obrazu. Jeśli chodzi o podejście ludzi to jak se czytam te niektóre stare listy do Kawaii to miałem wrażenie że tam jest dużo prowokacji w stylu że"rodzicie zabraniają mi oglądać anime i zbierać inne rzeczy na ten temat". Jakaś tam dziewczynka napisała że rodzice kazali jej samej zniszczyć swoją własną kolekcję anime(rysunki,plakaty itp) i nie wiem czy w coś takiego można wierzyć no chyba że się urwali z psychiatryka(oczywiście redakcja wierzyła).
Ogólnie uważam że głupotą jest namawianie i tłumaczenie cokolwiek odnośnie anime jeśli dana osoba się tym nie interesuje. Bo jeśli anime były by emitowane jak zwykłe filmu w telewizji to każdy by zrozumiał co to jest.
Ogólnie na anime nie powinno się mówić bajki bo jest to jednoznaczne klasyfikowanie produkcji dla dzieci nawet mimo tego że wszystko co fantastyczne to są bajki(wszystkie filmy) ale nie wszystko co fantastyczne jest dla dzieci.
Nie wiem co sądzicie o tym co napisałem ale chyba jest dokładnie tak.



Daldow - Cz wrz 20, 2007 10:05 am
Cóż, rację ma doctore, mówiąc że animacja w Polsce nie miała wymiaru popkulturowego. Jeśli więc nie można przestawić jej na te tory, to może ukazać inną, właśnie tą odpowiednią kulturze wysokiej stronę animacji japońskiej?



Goodcat - Wt paź 23, 2007 7:14 pm
Ostatnio był u mnie 40 letni sąsiad, który chciał pożyczyć ode mnie jakieś dobre Sci-Fi. Nie lubie filmów Sci-Fi, ale przypomniało mi się, że w mojej kolekcji stoji seria Ghost In The Shell 1 i 2. Na drugi dzień powiedział mi, że dawno nie oglądał tak dobrego Sci-Fi.

Ostatnio udało mi się wkręcić sporą grupkę moich znajomych w anime, i wielu z nich, tak jak ktoś wcześniej napisał, uważało anime za jakieś chore bajki dla dzieci, więc nie ma wątpliwości, że jakby np. na tvn, zamiast jakiegoś filmu, puścili by anime, to zainteresowanie by wzrosło.

Kiedyś w wiadomościach podawali historie dziewczyny, ktora podobno po przeczytaniu mangi, nie wytrzymała nerwowo i pepełniła samobójstwo. Od tego momentu wielu ludzi uważa tą kulturę za coś co powinno się zakazać w tym kraju. Trochę żal mi było tych ludzi wypowiadających się na temat, o którym wogóle nie mają pojęcia.

Ogólnie wątpie, żeby w polsce miało miejsce coś takiego jak fenomem polskiego ruchu społecznego związanego z m&a.



h43m - Wt paź 23, 2007 8:13 pm

Ogólnie wątpie, żeby w polsce miało miejsce coś takiego jak fenomem polskiego ruchu społecznego związanego z m&a.
Jakieś konkrety czy wydarzenia? Albo chociaż jakieś argumenty na potwierdzenie tezy? Czy tylko czysta cwhilowa ocena sytuacji?

Jeszcze raz nawiązując do swojej wypowiedzi o tym, że panuje wiara, że anime to są dla dzieci (tak, to ja powiedziałem). Chiałbym zwrócić uwagę, że wcale nie jest mniej seinenów (anime celowane w starszą część męskiej publiki) niż shonenów (celowane w młodszą część męskiej publiki), a jednak to shoneny stają się międzynarodowymi hitami, przez co są częściej nadawane poza Japonią. Tu się nasuwa pytanie: Dlaczego?

Rowniez nawiązując do wspomnianego negatywnego aspektu (samobójstwo dziewczyny), historia świetnie pokazuje, że to wcale nie musiała być manga czy anime. Mam tu na myśli fakt, że parę tysięcy osób popełniło samobójstwo po przeczytaniu Wertera ("Cierpienia młodego Wertera" - Johann Wolfgang von Goethe). Również takie efekt jest nieco lepszy niż gdyby zaczęła napadać na innych ludzi, jak to robiła młodzież pod wpływem realistycnych gier akcji takich jak GTA.

No i również puszczenie w TVN niekoniecznie może poprawić sytuację M&A w Polsce. To w wielkiej mierze zależy od tego co puszczą. Gdyby na przykłąd zdecydowali się na kolejna serię Pokemonów czy Digimonów, to nic się nie zmieni. Selekcja anime jest ważna, gdyż niektóre mogą zniechęcić nieprzygotowaną publiczność, czego przykładem może być NGE. Również ważne, żeby anime było puszczane w czasie, w którym młodzież może to rzeczywiście obejrzeć, a nie w godzinach porannych, gdy to mają być w szkole.



el doctore - Śr paź 24, 2007 10:45 am

Ogólnie wątpie, żeby w polsce miało miejsce coś takiego jak fenomem polskiego ruchu społecznego związanego z m&a
Trudno się z tym nie zgodzić, bo mówienie w ogóle o "ruchu społecznym" w kontekście anime & manga to jakieś grube nieporozumienie. Na czym miałby polegać ten ruch? Jakiś statut członkostwa miałby powstać? Jak dotąd jedyny ruch społeczny bazujący na kulturze, jaki został na polski grunt przeniesiony, pochodził z anglosaskiego kręgu kulturowego (niech będzie, że w szerszym ujęciu - europejskiego) i był to punk. Aha, później jeszcze rave, który wyewoluował w clubbing. Nic ponadto. To, że teraz, w dobie internetu, jakiś krąg ludzi skrzyknął się pod hasłem oglądania anime i tworzy o tym serwis (albo kilka) - o niczym nie świadczy. Nadal to są po prostu pasjonaci japońskiej animacji. I tyle.

Ostatnio udało mi się wkręcić sporą grupkę moich znajomych w anime, i wielu z nich, tak jak ktoś wcześniej napisał, uważało anime za jakieś chore bajki dla dzieci
I ja się ich reakcji nie dziwię, bo niby jak mieli się zachować? Zareagowali prawidłowo, gdyż w Polsce anime jest czymś obcym kulturowo i oni po prostu, jeśli ich wcześniej to nie zajmowało, mieli prawo sądzić że anime to "chore bajki". Jedynym okresem w dziejach kultury polskiej, gdy temat kultury japońskiej był brany serio pod uwagę, to był Modernizm albo jak kto woli Młoda Polska. Ale nawet po tak poważnym okresie fascynacji wybitnych twórców Japonią, w świadomości narodu niewiele pozostało. To kolejny dowód, że wszelkie mówienie i prognozowanie "ruchów społecznych" to jakieś fantazmaty małej grupy osób, które zapytane, same nie byłyby w stanie powiedzieć, dlaczego im tak bardzo zależy na tym, by anime było powszechnie znane i uznawane.

Selekcja anime jest ważna, gdyż niektóre mogą zniechęcić nieprzygotowaną publiczność, czego przykładem może być NGE.
I to samo, co wyżej. Pada stwierdzenie: "nieprzygotowana publiczność". Hmmm. To ja sie raz jeszcze zapytam: a na co miałaby się i w zasadzie dlaczego owa publiczność przygotowywać? Gdzieś zapisano, że anime musi KONIECZNIE stać się chlebem powszednim Polaków? Jakoś nie słyszę, żeby ktokolwiek płakał z powodu tego, że NGE nie zostało należycie docenione przez krytykę i kulturę polską.



h43m - Śr paź 24, 2007 11:29 am
Doktorze, TY chyba lubisz znęcać się nad słabszymi ;]

Chodizło mi raczej o to, że nie wszyscy potrafią strawić zakończenia, które przecież jest ważną częścią wymowy NGE. Po części chodzi też o to, że wbrew pospolitym wierzeniom, anime mogą zapewniać coś więcej niż rozrykę dla małych dzieci.



el doctore - Śr paź 24, 2007 12:08 pm

anime mogą zapewniać coś więcej niż rozrykę dla małych dzieci
Ależ i ja w to wierzę a nawet doświadczam na samym sobie Tyle, że my tu rozmawiamy o wymiarze społeczno - kulturowym anime i to na dodatek w Polsce. Nie rozmawiamy o anime jako takim. I ja nadal tylko forsuje tezę, że nie ma czegoś takiego jak "wymiar społeczno - kulturalny" anime w Polsce. I staram się podrzucać jakieś argumenty, z którymi można przecież polemizować. Do czego gorąco zachęcam.



h43m - Śr paź 24, 2007 12:29 pm
W Polsce wymiaru społeczno-kultuowego nie ma właśnie dlatego, że powszechnie wierzy się, że anime nie ma wielkich walorów kulturalnych, co jak oboje wiemy jest tylko stereotypem. Dlatego też, nie podziewałbym się poprawy w najbliższych latach, chyba że będzie jakiś mocny krach zachęcający tych ludzi do spróbowania obejrzenia anime.

W chwili obecnej, większość oglądaczy zaczyna przygodę z anime, bo ktoś im poleca i daje dostęp do anime. Mniejsza część podejmuje to jako eksperyment (również obbejrzenie anime w TV, gdy nic lepszego nie leci). I to jest całkiem normalne. Ale nie wszyscy dają się nim zarazić na stałe.

Nasuwa się kolejne pytanie: jak przekazać publice masowej, żę anime jednak wzbogacają duszę, tak aby zrozumieli i przełamali stereotyp?